(Nie)trzeźwym okiem: No i z czego się cieszycie?

Jose Mourinho odchodzi z Realu Madryt, a świat ogarnęła jakaś głupawka. Szczególnie świat cules, którzy świętują koniec ery “The Special One, 2, 3, 4, 5″. Tylko czy naprawdę jest się z czego cieszyć?

Nie sądzę, aby odejście Mourinho było dobrą informacją dla nas, kibiców Barcelony. Spójrzmy, jak wyglądał Real Madryt prowadzony przez Portugalczyka. “Los Blancos” nie miał charakteru, prawdziwego stylu. Nękany konfliktami w szatni i niesamowitą presją niezadowolonych kibiców. To nie był godny rywal dla Azulgrany, nie oszukujmy się. Ubiegłosezonowa detronizacja w lidze bardziej była spowodowana problemami Barcelony niż mocą madrytczyków. Czytaj więcej

(Nie)trzeźwym okiem: Rewolucja? Cholera, tak!

Mój redakcyjny Kolega przekonuje na łamach Bloga FCB, że rewolucja w FC Barcelonie jest potrzebna. Mam odmienne zdanie od niego, i chociaż nie lubię publicznych polemik, to jednak przedstawię garść swoich argumentów.

Nazar powołuje się na przykład Bayernu Monachium i jego zawodników. Pisze, że Bawarczycy poprzedni sezon mieli niezbyt udany, a mimo to zaufano drużynie i trenerowi. Cóż, popatrzmy na to, co zrobili Ribery i spółka – finał Ligi Mistrzów i wicemistrzostwo Niemiec. Barcelona natomiast odpadła w półfinale tych najbardziej prestiżowych, europejskich rozgrywek, a w La Lidze obejrzała plecy Realu Madryt. Już w poprzednim sezonie widać było, że w naszym klubie nie wszystko dzieje się tak, jak powinno. Nie można porównać sytuacji tych dwóch drużyn. W niemieckiej, mimo wszystko, tkwił ogromny potencjał, który w tym sezonie ujawnił się w pełni. Heynckes dostał zaufanie zarządu, bo na to zaufanie zwyczajnie zasłużył. Czytaj więcej

(Nie)trzeźwym okiem: Czym jesteście zaskoczeni?

Porażki Barcelony z Bayernem trzeba się było spodziewać. Ba, spokojnie można było obstawiać, że Azulgrana polegnie na niemieckiej ziemi. I ani trochę nie ma się co dziwić, że Bawarczycy zdołali zasadzić Valdesowi cztery gole. Barcelona prosiła się o taką karę już od dawna.

Gary Lineker, po wtorkowym meczu, napisał na twitterze, że to Barca, a nie Bayern, potrzebuje Pepa Guardioli. Nie jestem pewien, czy powrót mistera rozwiązałby wszystkie problemy w klubie. Tych zwyczajnie jest za dużo, a wiadomo, że ryba psuje się od głowy.

Sandro Rosell konsekwentnie pracuje na swoją łatkę księgowego. Szuka pieniędzy gdzie się da i zachowuje niczym akwizytor – jeździ po całym świecie i handluje logiem Barcelony. Dla niego hasło “Mes que un Club” ma inny wymiar, niż dla większości socios. Dla niego to produkt, z którego da się wyciągnąć jak najwięcej kasy. Niedawno TUTAJ pisał o tym mój redakcyjny kolega. I chociaż, swoim zwyczajem, wplótł w swój tekst polityczne agitacje, nie sposób się z nim nie zgodzić. Czytaj więcej

(Nie)trzeźwym okiem: Dajcie mu czas

Sytuacja Alexisa Sancheza w FC Barcelonie jest trudna jak nigdy dotąd. Czego by nie zrobił i tak dopadnie go ostrze krytyki i szydery. Nie strzela – źle! Strzelił dwie bramki – jeszcze gorzej! Tak, jakby wszyscy już zapomnieli, że to naprawdę całkiem klasowy zawodnik.

Problem Sancheza polega przede wszystkim na tym, że wszyscy widzą w nim snajpera, którym przecież nie jest i nie był. To przede wszystkim skrzydłowy, na którego – w obliczu kontuzji – spadł ciężar zdobywania bramek dla Barcelony. A tych goli nigdy nie zdobywał jakoś super dużo, bo w niespełna 100 meczach Udinese do siatki trafiał 20 razy. Nagle wszyscy dostali jednak małpiego rozumu i rozliczają Sancheza z goli, które powinien zdobywać spodziewając się, że nagle ten zawodnik stanie się zabójczą mieszanką Davida Villii i Samuela Eto’o. Czytaj więcej