Tchórz, czy zmęczony mistrz?

Według wielu Pep Guardiola nie zrobił nic wielkiego i miano trenerskiego geniusza należy się tylko Jose Mourinho. Według wielu, Pep Guardiola podreperował tylko dobrze naoliwioną maszynę, dolał do niej trochę paliwa i popchnął . Po prostu przyszedł na twór niemal gotowy, wymienił tylko dwa czy trzy elementy i cała w tym jego zasługa.

Prasa światowa, futbolowi trenerzy i piłkarscy weterani raczej zgodnym chórem pieją, że oto odchodzi człowiek, który zmienił oblicze futbolu. Który stworzył zespół niemal idealny i w spektakularnym stylu osiągnął to, czego jeszcze żadnej drużynie w historii nie udało się osiągnąć w tak krótkim czasie.

Jednak troszkę inny piłkarski świat, bardziej „kibicowski”, a czasem jeszcze bardziej „realowski” lub „antybarceloński”, wskazuje, że Pep Guardiola nie jest innowatorem. Miał piłkarzy idealnych, miał perfekcyjne warunki do odniesienia sukcesu, nie musiał niczego budować od początku, a połowę pucharów sędziowie dali mu w prezencie. No bo przecież co by było, gdyby Ovrebo się nie pomylił, nieprawdaż?

Są kibice Realu Madryt, na szczęście ich większość, ale nie zdecydowana, którzy uszanowali pracę i decyzję Guardioli. Są też tacy, w tym madrycka prasa, którzy stwierdzili zgodnie: tchórz. Uciekł jak zając.

Pep zawiódł. Uciekł z tonącego okrętu, akurat teraz, gdy minęło sto lat od zatonięcia Titanica. Zobaczył górę lodową i wolał wcześniej wyskoczyć za burtę, niż zrobić wszystko, by ratować załogę. Jose Mourinho zaczyna mu się odgryzać i zdobywać tytuły, a on odchodzi. Zdaje się, że obawia się Portugalczyka, który w przyszłym sezonie odsunąłby go od wszystkich trofeów” – napisano po rezygnacji trenera Barcy w madryckim Asie.

Ci sami twierdzą, że wartości trenerskiej Guardioli nie można ocenić po prowadzeniu jednego zespołu. Że Pep musi się wykazać także na innych frontach, gdzieś indziej zbudować drużynę, by udowodnić, że nie tylko Barca jest drużyną, którą umie prowadzić. Mourinho ma tę przewagę nad Guardiolą, że odnosił sukcesy z różnymi zespołami, częściej tymi, po których sukcesów byśmy się nie spodziewali.

Barcelona w latach 2008-2011 była skazana na sukces, a Guardiola przestraszył się i wypalił. Tak twierdzą jego antyzwolennicy. Nie rozumieją tego, że człowiek ten poświęcił cztery lata morderczej pracy, która wykończyła go psychiczne, pozbyła go włosów i zaprószyła siwizną ich resztki. Dawno nie widziałem człowieka, który w tak krótkim czasie postarzałby się bardziej, niż Pep.

Guardiola, jaki by nie był, zasługuje na szacunek za to, jak bardzo poświęcił się wykonywaniu swoich obowiązków. Na konferencji prasowej mówił: „Są rzeczy znacznie ważniejsze niż piłka nożna”, jednak w ciągu swojej piłkarskiej kariery pokazywał zupełnie inaczej. Cały czas jednak to wiedział i przyszedł czas, żeby zająć się rodziną, odpocząć i zrzucić z siebie presję. Emocji, przyjaciół i pucharów nie zastąpi mu nikt, ale człowiek ten jest przykładem na to, ile kosztuje praca na stanowisku szkoleniowca FC Barcelony, nawet jeśli odnosi się sukcesy.

Josep Guardiola jest fenomenem. Stał się bogiem na Camp Nou, a Sandro Rosell niemal padł przed nim na kolana, żeby jeszcze zmienił decyzję. Zaoferował mu czek in blanco, dając mu tym sposobem wyraz bezgranicznego zaufania, co nie zdarza się raczej w profesjonalnej piłce. Guardioli jednak nie interesują pieniądze i ambicjonalne gierki z Mourinho. On już pokazał swoją wyższość i zrozumiał kilka miesięcy temu, że jego czas już minął.

Wiedziałem, że kiedy Pep Guardiola podejmie decyzję o opuszczeniu Camp Nou, będzie chciał odpocząć i nie zajmie się od razu inną drużyną. Tak też zrobił Frank Rijkaard. Trudno jest nabrać sił po tak wielkim brzemieniu. Dlatego Guardiola przechodzi na pewnego rodzaju „trenerską rentę”, a gdy już odetchnie pełną piersią i zrzuci z siebie sentymenty, może wtedy pomyśli o udowadnianiu czegoś więcej.

Źródło fot.: gadu-gadu.pl

Widzisz pogrubione słowo i nie wiesz o co chodzi? Dowiedz się o naszym konkursie!