To był debiut!

1320771865433 villa

Dziś w 20. kolejce Primera Division, walczący zawsze do ostatniej piłki Baskowie, przyjmą na stadionie Anoeta gości z Katalonii. Pierwszy mecz tych drużyn zakończył się “manitą Jugadors Barca”. – Czego oczekuję po nadchodzącym sezonie? Wygrania wszystkich tytułów – przyznał przed meczem z Realem Sociedad trener Barcelony, Tito Vilanova. Takie słowa padły z ust szkoleniowca, który zaczynał swoją przygodę z FC Barceloną od spotkania własnie z tą drużyną. To było w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy po kontuzji do gry wrócił David Villa prezentując kibicom swoje umiejętności i stylową okazyjną koszulkę. A miał ku temu wyborną okazję.

Konfrontacja z zespołem z Kraju Basków była oficjalnym debiutem Vilanovy na stanowisku pierwszego szkoleniowca Barcelony. 42-letni trener stanął przed ogromnym wyzwaniem – sprostać porównaniom odnoszącym się do ery jego poprzednika, Pepa Guardioli. Wyniki sondy przeprowadzonej przez El Mundo Deportivo pokazały, że fani Barcy od początku mocno wierzyli w powodzenie projektu na którego czele stanął Vilanova. Aż 79 procent ankietowanych na pytanie, kto wygra Primera Divison w obecnym sezonie, odpowiedziało: FC Barcelona.

To był niezwykle udany początek sezonu i perfekcyjnie rozegrany mecz w wykonaniu Barcy. Pierwsze 10 minut wskazywało na to, że Sociedad podejmie walkę, lecz gospodarze wyraźnie zdominowali przeciwnika. Druga połowa przedstawiała się nieco słabiej, ale wejście Davida Villi wszystko zmieniło. Piękna wymiana piłki z Albą pobudziła widowisko. “Wisienką na torcie” stał się gol Villi z 84 minuty. Jordi Alba idealnie rozpoczął akcję FC Barcelony. Piłka trafiła do Iniesty, a ten dokładnie zagrał do Villi. David nie miał żadnych problemów, aby umieścić piłkę w siatce. Stadion oszalał, a razem z kibicami piłkarze. Guaje zdjął koszulkę i zaprezentował zdjęcie swojej żony Patricii z córeczkami Zaidą i Olallią oraz napis “Imposible sin vosotras” (Bez Was to niemożliwe). Gola zadedykował też wszystkim, którzy pomogli mu wrócić do gry po ciężkiej kontuzji. Bramki w tym spotkaniu strzelali także Carles Puyol, Lionel Messi (2) oraz Pedro.

Tematem dnia był powrót Villi po kontuzji. Gdy wbiegał na boisko, zmieniając Pedro, kibice na Camp Nou wstali i zgotowali mu owację. – Aż dostałem gęsiej skórki. Tyle lat gram w piłkę, a trudno mi przypomnieć sobie takie wzruszenie. Dziękuję wszystkim za to przyjęcie – mówił później. Było to kwadrans przed końcem pierwszego meczu ligowego sezonu. Barcelona wygrywała z Sociedad już 4:1. Nikt nie spodziewał się po nim wielkich rzeczy, kibice chcieli tylko znów ujrzeć go na boisku, dodać mu otuchy na następne spotkania. Ale Villa miał ambitniejsze plany, nie na darmo przecież przygotował sobie specjalną koszulkę, którą na razie ukrywał pod tą meczową.

Już po kilku minutach okazało się, że były król strzelców EURO 2008 i najskuteczniejszy piłkarz w historii reprezentacji Hiszpanii, nie zapomniał o tym, że posiada niezwykły instynkt strzelecki. Nie obserwował biernie dryblingu Andresa Iniesty, który w dziecinny sposób ogrywał trzech baskijskich obrońców. Szybko cofnął się, zajął dobrą pozycję i czekał na podanie. A gdy je w końcu otrzymał, strzelił bez namysłu lewą nogą, błyskawicznie i nie do obrony, tuż przy słupku. To już był ten stary, dobry Villa. – To był bardzo szczęśliwy dla mnie dzień, a gol ważnym krokiem w mojej karierze. Musiałem udowodnić sobie, a może przede wszystkim wam, że nic się nie zmieniło, że nadal potrafię zdobywać bramki – opowiadał dziennikarzom.

Piłkarz na swój występ czekał osiem miesięcy. W całej Hiszpanii na dalszy plan zszedł debiut Tito Vilanovy, a nawet transfer Alexa Songa, ponieważ kibice byli bardziej ciekawi czy połamana w grudniu noga, znów nadawała się do kopania piłki? Barcelona zaczęła okres przygotowawczy do sezonu, a najlepszy strzelec w historii drużyny narodowej wciąż nie grał. O „Misterium Villi” pisała nawet hiszpańska „Marca”, zaniepokojona przedłużającym się powrotem napastnika na boisko. Na powrót na czekałem dłużej niż przypuszczałem – wyznał Villa. Na boisku przebywał 9 minut, a gola zdobył nogą lewą, czyli tą, której zawodnik doznał kontuzji. Tito Vilanova dość lakonicznie skomentował to wydarzenie. – Im szybciej Villa trafił do siatki, tym lepiej -.

Nieszczęście Guaje przydarzyło się w Jokohamie, gdy Barcelona zmierzała po swoje piąte trofeum w roku – Klubowe Mistrzostwo Świata. Była 38. minuta półfinałowego meczu z Al Sadd (4:0 dla Katalończyków). Villa, przez nikogo nieatakowany, źle postawił nogę, która wykrzywiła się nienaturalnie. Pękły dwie kości. Koledzy szykowali się na finał z Santosem (wygrali 4:0), a Villa siedział z usztywnioną nogą położoną na krześle i czekał na sanitarny samolot, który miał go przewieźć do Europy. Zdecydowano się na szybką operację. Doktor Ramon Cugat, jeden z najlepszych chirurgów sportowych, zespolił kości gwoździami śródszpikowymi. Kilka tygodni bezruchu i można było zaczynać rehabilitację. Villi od razu przydzielono na stałe jednego z klubowych rehabilitantów.

- To były bardzo trudne dni dla nas. 24 godzinne dyżury i mozolna praca sprawiły, ze zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi – wspomina dziś Emil Ricart człowiek, któremu Villa tak wiele zawdzięcza. Człowiek, któremu publicznie, już na boisku, napastnik Barcelony dziękował, gdy 11 sierpnia zagrał swoje pierwsze kilkanaście minut – w sparingowym meczu z Dinamem w Bukareszcie.  Fizjoterapeuta stopniowo wprowadzał swojego podopiecznego na szczyt dosłownie i w przenośni. Na początku kwietnia wdrapali się w towarzystwie Sergio Busquetsa i fotoreporterów na La Molę – jeden z największych szczytów otaczających Barcelonę.

Sale rehabilitacyjne nie były zresztą czymś nowym w życiu superstrzelca. Jako czteroletnie dziecko Villa zderzył się z kolegą i spadł ze schodów, łamiąc kość uda w trzech miejscach. O kulach chodził wtedy sześć miesięcy. Podczas rehabilitacji ojciec, emerytowany górnik, polecił mu obciążanie lewej nogi, dzięki czemu stał się graczem obunożnym. Gdy miał 9 lat i starał się o przyjęcie do Realu Oviedo, trenerzy uznali, że jest za mało rokujący. Po przygodzie z piłką halową wrócił na duże boiska. Wrócił, aby strzelać gole.

Ale David Villa potrafi także poza graniem w piłkę robić inne ciekawe rzeczy. Wyczytałem, że kiedy nastąpił kryzys w leczeniu kontuzji, zaczął udzielać się społecznie. Z wymalowaną na złoto twarzą promował książkę o reprezentacji, z której dochód był przeznaczony dla poszkodowanych przez los. Popierał górników strajkujących przeciw zamykaniu kopalń i likwidowaniu miejsc pracy m.in w Asturii skąd pochodzi. Guaje także dzielnie potrafi znosić niepowodzenia lub rozczarowania. Kiedy del Bosque nie zabrał go na EURO do Polski i na Ukrainę powiedział: – Pięć treningów w tygodniu i szybko dojdę do siebie. Chcę być jeszcze lepszym piłkarzem niż byłem przed kontuzją. I tak będzie. Z takimi kolegami, jakich mam w Barcelonie, wszystko jest prostsze -. Po pierwszym jego golu po powrocie wciąż wierzyłem, że jeszcze będę się cieszył następnymi bramkami, kolejnymi z wielu.

Foto: Lluis Gene/AFP East News