To dopiero hiszpański biegun zimna!

1358114013656

 

Temperatura w stolicy spada, a „Barca” dalej walczy! Za nami kolejne spotkanie La Ligi, „elegancko wygrane” przez zawodników „Blaugrany”. W tej 19. kolejce padło na Malagę, która, mimo usilnych starań, uległa 1:3. Może się wydawać, że to naprawdę mocne zwycięstwo Katalończyków. Cóż, prawda jest taka, że nie mieli oni łatwo. Grali przecież na Estadio la Rosaleda.

Mimo, że „Barca” przejmowała kontrolę nad grą dość często, na boisku raczej cały czas działo się coś, co sprawiało, że spotkanie chętnie się oglądało. Widać było, że gracze Malagi nie spali – nie poddawali się ani przez chwilę, zarówno na początku spotkaniu, jak i przegrywając trzema bramkami – wtedy właśnie zdobyli swojego honorowego gola. Cóż, być może tego wieczora stać ich było na więcej, jednak sama Barcelona także zanotowała kilka dogodnych akcji, których nie wykorzystała. W jej przypadku jednak te akcje nie zemściły się, jak to często w sporcie bywa, zemściły się bowiem na gospodarzach spotkania.

Z jednej strony warto było obejrzeć ten mecz – obfitował w wiele ciekawych sytuacji podbramkowych, nietypowych zagrań, z drugiej strony jednak urok ten psuły liczne faule odgwizdywane przez sędziego i parę żółtych kartek. Cóż, agresja jest elementem gry, tego wieczora jednak pojawiło jej się zbyt dużo, by przymknąć na nią oko. Komentatorzy Canal+ stwierdzili, że mecz pod tym względem nie był zbyt „ładny” i rzeczywiście, mieli rację. Na szczęście „Barcy” punktów przez to nie ubędzie.

Dodatkowo zadowalający jest fakt, że przewaga Barcelony nad Realem znów wzrosła, ponieważ, jak wiemy, w sobotnim spotkaniu z Osasuną Madryt zremisował bezbramkowo. Wszyscy wiemy chyba, co to oznacza. To dopiero hiszpański biegun zimna!

Co ciekawe, już w środę kolejne spotkanie z Malagą, tym razem w ramach rozgrywek o Puchar Króla. Ciekawa jestem, czy Andaluzyjczycy potraktują je jako okazję do rewanżu. Jeżeli, to przed nami naprawdę niezły mecz.

Poza tym, to starcie wyróżniło się niczym, nad czym można by się „wylewać”. Dla nas najważniejsze jest to, że na konto „Barcy” wpłynęły kolejne trzy punkty po interesującej i nawet wyrównanej walce. Nie martwi nawet, że właśnie skończył się weekend. W takiej sytuacji po prostu nie da się być smutnym! No, chyba, że ktoś bardzo liczył na to, że zobaczy nowe buty Messiego, w których ten jednak się nie pojawił. Ci mogą być faktycznie smutni.