To jak będzie, Maestro?

Xavi-Hernandez-Barcelona-2013-2014

Transfery, transfery, jesteśmy w kwiecie letniego okienka, więc bez dwóch zdań jest o czym mówić. Na naszych oczach wietrzy się szatnia Dumy Katalonii, chociaż oczywiście nie braknie aspektów nie tak pięknych, jak brzmienie „odświeżania składu”. Zawsze znajdzie się temat do gorączkowego plotkowania.

Czy muszę komukolwiek streszczać czy udowadniać, kim dla drużyny przez ostatnie lata był Xavi? W związku z jego transferem tworzy nam się kolejna, wyborna telenowela. Moi drodzy, nie wiem jednak, czy wiecie, że Hiszpanie nie są w nich specjalistami.

Oczywiście El Maestro ma swoje lata, w tym wszystkie poświęcone jednemu klubowi, jednej miłości i ma prawo chcieć zmienić otoczenie na koniec swojej, krótko mówiąc, fenomenalnej, genialnej kariery –  ku temu nie ma wątpliwości, choć być może zdaje się to nieprawdopodobne. Czego można chcieć od reszty świata, kiedy serce bije tylko w jednym jego zakątku? I kiedy krew płynąca w żyłach jest w kolorach blaugrana? To bardzo filozoficzne pytania i naprawdę nie chciałabym, by odpowiadał na nie zarząd klubu.

Messi powiedział kiedyś, że karierę chciałby zakończyć w swoim rodzinnym mieście. To żadna Eureka, jeśli powiem Wam, że to niestety nie Barcelona – jak najbardziej może tego chcieć, zważywszy na to, że jest tak bardzo przywiązany do ojczyzny. Dlaczego więc Xavi nie mógłby mieć podobnych marzeń związanych ze schyłkiem swojej kariery? Mógłby, pewnie, że tak, ale czy ktoś serio wie, czego chciałby Xavi? Generalnie jest raczej dyskretną osobą, a chyba nie od dziś wiadomo, że nie warto bazować na tym, czym żywi nas Mundo Deportivo. Jak dla mnie to wszystko, czego dowiedzieliśmy się w tym tygodniu wygląda tak, że zarówno Zubizarreta, Raúl Sanllehí, czy kto tam inny bierze udział w negocjacjach, czy nawet sam Xavi, mają humory jak kobieta w ciąży. Sytuacja jest mega niepoważna oraz zaczyna się robić męcząca i nudna. Zostaje, odchodzi, czy odejdzie za pół roku, czy dalej sytuacja stoi? A dlaczego sytuacja stoi?

Nie wiadomo, lecz jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi.

Nie mam pojęcia, co mogłabym dodać. Myślę o drużynie, do której wciąż należałby Xavi i tej zbudowanej bez niego. Pomijając jego klasę, oraz, z drugiej strony, jego wiek i prawo do zmęczenia materiału, Barcelona zdawałaby mi się stracić w barwach. Z jakiegoś powodu stałaby się, najzwyczajniej w świecie, zupełnie inna i nie wiem, czy dałoby się to naprawić jakimś młodym substytutem. Tak, jak opowiadał sam zainteresowany o odejściu Ronaldinho z Azulgrany – ciężko było przywyknąć do codzienności, która stała się nagle szarobura i pozbawiona optymizmu. Na Facebooku z kolei pełno jest grafik porównujących skład z ubiegłego sezonu i sprzed kilkunastu lat. Bardzo dużo się pozmieniało, jeśli domyślacie się, do czego zmierzam.

Nie mogę powiedzieć, że to źle, bo ile wygrywać może jeden, ten sam skład? To logiczne i normalne, aczkolwiek nie powiecie mi, że łezka w oku Wam się nie kręci, kiedy porównujecie wyjściowe jedenastki z kwietnia tego roku i z sezonu 1998/99 czy któregoś koło tego. A teraz pomyślcie, że Xavi także byłby fuera. Smutno, prawda? Kiedy hiszpańskie rozgłośnie piorą nam mózgi niesamowitymi zwrotami akcji w sprawie jego transferu, można to łatwo zrozumieć. Oczywiście z pewnością znajdą się i tacy, którzy w ogóle nie trzymaliby zawodnika z Terrassy. Osobiście jednak nie należę do takich.

Mierząc się z rzeczywistością, która jest niezbyt wyrozumiała i sentymentalna, jak wspominałam, zdaję sobie sprawę, że ten Xavi, który balansuje pomiędzy progiem Camp Nou a Nowym Jorkiem, czy jakimkolwiek innym miastem, to nie ten sam piłkarz, który zgarnął już niecałe trzydzieści trofeów, czy choćby nie ten sam, co został mistrzem Europy dwa lata temu. Kiedy jednak rozum mówi „idź”, serce lubi skręcać w drugą stronę. Wtedy czujemy się rozdarci. To trochę charakteryzuje, co myślę o tym wszystkim. Być może w biurze zarządu sprawa jest przesądzona, ale w takich tasiemcach tak naprawdę rzadko kiedy można być pewnym końca równie szybko, chociaż mówię to nieco ironicznie. Tak więc na poważnie, dam Wam radę, której mogliście się nie spodziewać: cierpliwie czekać na oficjalne wieści.

Swoją drogą nie mam na myśli oczywiście tego, iż Xavi całkowicie się „wystrzelał”. Jestem pewna, że nie – niewątpliwie mógłby pokazać nam wszystkim, że stać go jeszcze na wiele. Zależy jednak, czy Luis Enrique chciałby na siłę wydobywać takie złoto. Ja mam jedynie nadzieję, że po prostu zaufa Xaviemu tak, jak ufało mu dotąd tylu szkoleniowców – po pierwsze dlatego, że mowa o świetnym zawodniku, a po drugie dlatego, że myśląc o Katalończyku automatycznie myślę o Blaugranie. Jeżeli chodzi bowiem o piłkarza, którego mama była skłonna ryzykować własne małżeństwo, by jej syn pozostał w klubie, o takiego, który od małego biegał w granatowo-bordowym „pasiaku”, chyba po prostu nie może być inaczej.