Tomek wieczorową porą: Meho Kodro (odc. 9)

W wielu serialach zazwyczaj około dziewiątego odcinka zaczynają się cuda na kiju. Wracają bohaterowie, którzy zginęli, ktoś ginie albo kogoś prawie zabijają. Cykl, który prowadzę, nie należy do krwawych, dlatego takich zawirowań tu nie będzie. Jednak w związku z tym, że to odcinek dziewiąty – pojawi się wojna. Nasz bohater to znów napastnik. Postać znana zagorzałym kibicom La Liga, lecz w Barcelonie z powodu jedynie rocznego pobytu, raczej mało pamiętana. Strzelec wielu goli, niebezpieczny w powietrzu, zabójczy też z piłką przy nodze. Dziś zapraszam na przygodę z Meho Kodro. 

Czas ucieczki

Nasz bohater urodził się jeszcze w Jugosławii, jednak trudno dopasować go do kategorii “typowego Jugola” stworzonej przez Tomasza Hajto. W trakcie kariery Meho został obywatelem Bośni i Hercegowiny. Swoją przygodę z piłką rozpoczął w klubiku FK Blagaj. Tam zbierał swoje pierwsze szlify, ale nie tam miała toczyć się jego dalsza kariera. Seniorską przygodę z futbolem Kodro kontynuował w zespole z rodzinnego miasta – Velezie Mostar. Początki były trudne, jako osiemnastolatek nasz bohater musiał walczyć o każdą minutę na boisku. W pierwszych dwóch latach nie pojawiał się zbyt często w pierwszym składzie. Zdobył jednak Puchar Jugosławii. Triumf ten pozwolił zagościć drużynie z Mostaru w europejskich rozgrywkach. Ligowe występy umożliwiły nawet start w Pucharze UEFA dwa razy z rzędu. Co prawda nie udało się poprawić ani wyrównać historycznego ćwierćfinału, lecz o Velezie usłyszało szersze grono kibiców piłki nożnej. W zespole tym coraz mocniejszą pozycję zdobywał Meho. Z czasem stał się graczem podstawowego składu i jedną z najgroźniejszych broni ekipy z Mostaru. Po 6 latach gry Kodro musiał jednak opuścić Velez. Na Bałkanach rozpoczęła się wojna.

Nasz bohater obrał kierunek hiszpański, a w przeprowadzce do La Liga pomógł mu z pewnością dorobek w ojczystej lidze na starcie sezonu – 5 bramek w 5 spotkaniach. Meho trafił do ligi hiszpańskiej już jako zawodnik ukształtowany. Jego klubem został Real Sociedad, który radził sobie dość przeciętnie, o czym świadczy zaledwie 13. pozycja na koniec rozgrywek 1990/1991. Po pierwszym roku występów Kodro, drużyna z Kraju Basków zajęła piątą lokatę, dzięki czemu Bośniak znów mógł posmakować gry w europejskich pucharach. Sociedad nie utrzymało jednak dobrej dyspozycji i w kolejnych latach wróciło do pozycji ligowego średniaka. Ponadprzeciętnie za to spisywał się nasz bohater. Podczas czterech lat gry dla Realu za każdym razem notował dwucyfrowy dorobek strzelecki. Apogeum przypadło na dwa ostatnie sezony. Podczas rozgrywek 1993/1994 został trzecim snajperem ligi z 23 golami. Rok później wyprzedził go już tylko Ivan Zamorano, a Bośniak wpisał się na listę strzelców 25 razy. Taka postawa przykuła uwagę Johana Cruyffa. Holender ujrzał w Meho człowieka, który pomoże Dumie Katalonii wrócić na szczyt po krótkim chudym okresie.

Krótka historia

Barcelona zapłaciła za Kodro 5,5 miliona euro, co wówczas nie było kwotą małą. Z klubem pożegnali się Romario i Stoiczkow, co stanowiło dla naszego bohatera idealną okazję do gry w pierwszym składzie. Bośniak swoją szansę wykorzystał, choć tylko tę część o przebiciu się do wyjściowej jedenastki. 9 goli w 32 występach nie zostało uznane za wynik powalający. Był jednak jeden mecz, w którym Meho błysnął instynktem strzeleckim i zapisał się w pamięci kibiców. 10 lutego 1996 roku Barcelona grała rewanżowe spotkanie z Realem Madryt na Camp Nou. Wynik w 36. minucie otworzył Kodro. Akcję prawą stroną przeprowadził Ferrer, a Bośniak bez problemów pokonał bramkarza. W drugiej połowie swojego gola zdobył jeszcze Figo. Jednak przysłowiową “kropkę na i” postawił Kodro. Błąd obrońcy wykorzystał Bakero, podał do niepilnowanego Meho, a ten zabawił się jeszcze z bramkarzem oraz obrońcą, po czym umieścił piłkę w siatce. Nasz bohater miał więc swoje chwile chwały w Barcelonie. Zespół Blaugrany nie odzyskał jednak utraconego tytułu. Trzecie miejsce nie zostało przyjęte z entuzjazmem, nawet względem tego, że Real był dopiero szósty. Z posadą pożegnał się Johann Cruyff, który był głównym zwolennikiem sprowadzenia na Camp Nou Kodro. Bośniak także musiał zmienić otoczenie. Barcelona oczywiście odsprzedała go ze stratą. Tenerife kupiło Meho za 3,5 miliona euro. Transakcja była wiązana, bo z Teneryfy do Barcelony powędrował Juan Antonio Pizzi – król strzelców ubiegłego sezonu.

Nasz bohater znów trafił do zespołu, z którego odeszły największe armaty, ponownie też znalazł się w drużynie ze środka tabeli. W sezonie 1996/1997 nowy klub naszego bohatera zbierał jednak profity z bramek Pizziego. Piąte miejsce na zakończenie ubiegłych rozgrywek pozwoliło zagrać w Pucharze UEFA. Bośniak po raz kolejny mógł wystąpić na europejskiej arenie. Tym razem zaszedł rekordowo daleko. Tenerife niespodziewanie dotarło aż do półfinału, gdzie przegrało z późniejszym triumfatorem Schalke. Tak jak przypadku pobytu w stolicy Katalonii Meho nie grzeszył skutecznością. W trzecim roku gry nie trafił do siatki rywali ani razu, a Tenerife spadło z ligi. Kodro miał wówczas 32 lata, lecz pozostał jeszcze w La Liga. Powrócił do Kraju Basków, znajdując zatrudnienie w Deportivo Alaves. Wraz z nowymi kolegami nasz bohater zajął bardzo dobre szóste miejsce. Ponownie więc otworzyła się szansa na występy w Pucharze UEFA. Meho nie został jednak na kolejny sezon, a swoją karierę kontynuował w Izraelu. W barwach Maccabi Tel Awiw rozegrał zaledwie kilka spotkań, po czym przeszedł na emeryturę. Do świata piłki nożnej wrócił w 2006 roku. Pracę znalazł w miejscu, w którym wiodło mu się najlepiej – Realu Sociedad. Co ciekawe, został tam asystentem byłego kolegi z Barcelony Jose Marii Bakero. Kodro przemknął przez skład Dumy Katalonii niczym meteoryt. Mimo to zostawił po sobie kilka miłych wspomnień zarówno w drużynie Blaugrany, jak i całej lidze hiszpańskiej.