Tour de Euro #25: Emocje do końca w grupie D; dziś zakończenie fazy grupowej

Wczoraj zakończyły się zmagania w kolejnych dwóch grupach na Euro 2016. W grupie C batalię o pierwsze miejsce stoczyli Niemcy oraz Polacy, ale jeszcze ciekawiej było w grupie D, gdzie losy jej wygranego rozstrzygnęły się w ostatnich minutach meczu Chorwacja – Hiszpania. Dziś ostatnie spotkania w grupach E i F, po których nastąpi dwudniowa przerwa w turnieju.

Irlandia Północna – Niemcy 0:1
30′ Gomez

Irlandczycy odważnie rozpoczęli spotkanie, utrzymując się w pierwszych fragmentach na połowie faworyzowanych Niemców. Z samego utrzymywania się przy piłce niewiele jednak wynikało, a obrona dowodzona przez parę Boateng – Hummels nie miała wiele roboty. Z czasem obudziła się ofensywa. Coraz częściej futbolówka docierała do Mesuta Oezila, który umiejętnie obsługiwał swoich partnerów. Do niezłych okazji dochodził Thomas Mueller, ale napastnikowai Bayernu brakowało szczęścia – zamiast trafić do siatki, obijał słupki oraz poprzeczki. W 30. minucie zachował się jednak bardzo sprytnie. Sam nie wykańczał akcji, tylko podał do lepiej ustawionego Mario Gomeza, który przy pomocy pechowo interweniujących Irlandczyków wyprowadził mistrzów świata na prowadzenie. To mogło być jeszcze podwyższone, ale grający na pół gwizdka Niemcy nie wykorzystali kilku późniejszych okazji.

Po przerwie gra toczyła się cały czas w tym samym rytmie. Niemcy kontrolowali przebieg zdarzeń, raz po raz próbując sforsować twardo grających obrońców Irlandii Północnej, ale nie wkładali w te ataki pełni determinacji, bowiem wiedzieli, że jednobramkowa przewaga da im to, po co tak naprawdę wyszli na boisko. Zadowoleni wydawali się być także wyspiarze, którzy co prawda nie powiększyli swojego dorobku punktowego, ale bilans ich bramek nie był nieujemny, co daje nadzieję na awans z trzeciej lokaty. W dość spacerowym, kunktatorskim tempie obie ekipy dotrwały do gwizdka końcowego w poczuciu dobrze wykonanego zadania.

Irlandia Północna: McGovern – Hughes, McAuley, Cathcart, J. Evans – Ward (70′ Magennis), C. Evans (84′ McGinn), Davis, Norwood, Dallas – Washington (59′ Washington)

Niemcy: Neuer – Kimmich, Boateng (76′ Hoewedes), Hummels, Hector – Khedira (69′ Schweinsteiger), Kroos – Mueller, Oezil, Goetze (55′ Schuerrle) – Gomez

******************************************************

Ukraina – Polska 0:1
54′ Błaszczykowski

Polacy przed spotkaniem liczyli na awans z pierwszego miejsca. Aby to osiągnąć, musieli wygrać z jak największą liczbą strzelonych bramek, ponieważ w przypadku równej liczby punktów to właśnie one decydowałby o kolejności w tabeli. Biało-Czerwoni chcieli ten cel zrealizować, już w pierszych minutach stwarzając sobie dwie dogodne sytuacje do zdobycia bramki. Zawiodła jednak skuteczność, co od razu chcieli wykorszytać nasi rywale, którzy mimo to, że stracili już szanse na grę w następnej rundzie mistrzostw, nie wyglądali na zdemotywowanych. Najmocniej nasze serca zabiły około pół godziny po rozpoczęciu gry, kiedy to w sytuacji sam na sam z Łukaszem Fabiańskim znalazł się Andrij Jarmołenko. Napstnik występujący na co dzień w barwach Dynama Kijów minimalnie jednak chybił i do szatni piłkarze obu drużyn mogli schodzić w dość mieszanych nastrojach.

Początek drugiej połowy meczu nie zwiastował nam zmiany obrazu widowiska. Dalej przeważali nasi wschodni sąsiedzi, stwarzając sobie kilka groźnych sytuacji pod polem karnym drużyny prowadzonej przez Adama Nawałkę. Atakowali przede wszystkim skrzydłami, na których szaleli Jewhen Konoplanka i wcześniej już wspomniany Andrij Jarmołenko. Ukraińcy byli zdecydowanie bliżej strzelenia bramki, lecz w 54. minucie to piłkarze znad Wisły objęli prowadzenie. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkę przy otrzymał Arkadiusz Milik i po chwili zdecydował się na odegranie do wprowadzonego po przerwie Kuby Błaszczykowskiego. Ten, przekładając sobie piłkę na lewą nogę, zwiódł Rusłana Rotania, a po chwili uderzył tuż pod poprzeczkę bramki naszych rywali. Kilkanaście sekund po wznowieniu gry nasza reprezentacja mogła pójść za ciosem. Wówczas kapitalnym podaniem Robert Lewandowski włączył do akcji przebywającego na lewej stronie boiska Bartosza Kapustkę, ale ten trafił tylko w boczną siatkę. Później wszystko już wróciło do wcześniejszej normy i to piłkarze w żółtych strojach naciskali. Nie potrafili oni jednak przedrzeć się przez polski mur obronny, o którego sile stanowili przede wszystkim Kamil Glik i Michał Pazdan. Wynik więc nie uległ już zmianie i to my po raz drugi zgarnęliśmy trzy punkty.

Ukraina: Pyatov – Fedetskiy, Khacheridi, Kucher, Butko – Rotan, Stepanenko – Yarmolenko, Zinchenko (73′ Kovalenko), Konoplyanka – Zozulya (90+2′ Tymoshchuk)

Polska: Fabiański – Cionek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Krychowiak, Jodłowiec – Kapustka (71′ Grosicki), Zieliński (46′ Błaszczykowski), Milik (90+3′ Starzyński) – Lewandowski

******************************************************

Chorwacja – Hiszpania 2:1
45′ Kalinić, 87′ Perisić – 7′ Morata

Spotkanie między tymi drużynami zapowiadane było jako to o pierwsze miejsce w grupie. Hiszpania przed nim miała bowiem na koncie sześć punktów, natomiast Chorwacja o dwa mniej. Już po pierwszym gwizdku sędziego kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami objęli podopieczni Vicente Del Bosque, kilkukrotnie sprawdzając umiejętności golkipera rywali. Swoją przewagę udokumentowali już siedem minut po rozpoczęciu spotkania. Fantastycznym podaniem w pole karne ryali popisał się David Silva, a do piłki dopadł Cesc Fabregas. Były piłkarz Barcelony strzalił z ostego kąta, lecz tę próbę tuż przed linią bramkową wykończył Alvaro Morata. Kilka chwil później mogło dojść do wyrówniania. Błąd popełnił David De Gea, a przelobować go spróbował Ivan Rakitić. Ten natomiast niewiele się pomylił, trafiając w poprzeczkę bramki graczy z Półwyspu Iberyjskiego. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Vatreni dopięli swego tuż przed zakończeniem pierwszej połowy. Po dośrodkowaniu z lewej strony od Perisicia piłkę do siatki strącił Nikola Kalinić Do przerwy na tablicy wyników mieliśmy więc remis.

Drugą część gry lepiej rozpoczęli obrońcy tytułu. Częściej utrzymyali się przy piłce i wymieniali ponad dwa razy więcej podań od swoich rywali. W 67. minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzustu rożnego mogli ponownie wyjść na prowadzenie, ale minimalnie niecelnie główkował Sergio Ramos. Dosłownie kilka chwil później defensor miał jeszcze lepszą szansę na zdobycie gola. Podszedł bowiem do rzutu karnego, który sędzia podyktował po tym, jak w polu karnym rzekomo faulowany był David Silva. Jego uderzenie zdołał obronić natomiast Daniel Subasić. Niewykrozystane sytuacje lubią się mścić, co sprawdziło się także w tym przypadku. Na kilka minut przed zakończeniem meczu podopieczni Ante Cacicia lewą stroną wyprowadzili kontratak, a z lewej strony strzałem po krótkim słupku dzieła dopełnił Ivan Perisić. Doprowadził więc swoją drużynę na szczyt tabeli, spychając tym samym Hiszpanów na drugą pozycję.

Chorwacja: Subasić – Srna, Corluka, Jedvaj, Vrsaljko – Rog (82′ Kovacić), Badelj, Perisić (90+4′ Kramarić), Rakitić, Pjaca (90+2′ Cop) – Kalinić

Hiszpania: De Gea – Juanfran, Pique, Ramos, Alba – Fabregas (84′ Thiago), Busquets, Iniesta – Silva, Morata (67′ Aduriz), Nolito (60′ Bruno)

******************************************************

Czechy – Turcja 0:2
10′ Yilmaz, 65′ Tufan

Bardzo ważne spotkanie dla obu zespołów. Dobrze rozpoczęli je Czesi, którzy wyglądali na zawodników chcących rozstrzygnąć losy meczu najszybciej jak się da. Po chwili obrony Turków udało im się wyprowadzić pierwszą składną kontrę, która od razu zakończyła się golem. W ostatniej fazie Emre Mor wypatrzył Buraka Yilmaza, a snajper pewnie pokonał Petra Cecha. Strata bramki podziałała na naszych sąsiadów, którzy w dalszym ciągu prowadzili grę, ale często robili to na stojąco, co nie mogło zaskoczyć szczelnej tureckiej defensywy. Najlepszą okazją był strzał Sivoka, który zatrzymał się na słupku. Turkom do szczęścia brakowało jeszcze przynajmniej jednego gola, Czechom potrzebna zaś była wygrana, której gracze Pavla Vrby chcieli poszukać po przerwie.

Wtedy jednak cały czas bili głową w turecki mur, choć podopieczni Fatiha Terima nie grali w obronie jak choćby najlepsi w tym fachu Włosi. Po prostu rywal nie wystawił ich na największą próbę, stąd też o popełnienie błędu było trudniej. Ponadto Turcy potrafili wyjść z niezłą kontrą i napędzić strachu Petrowi Cechowi. Udało im się nawet zdobyć drugiego gola, choć nie padł on po szybkim ataku. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Inana i małe zamieszanie wykorzystał Ozan Tufan, który pokonał nieco zasłoniętego golkipera. Gol dość problematyczny, bo chwilę wcześniej były podstawy do odgwizdania spalonego. W każdym razie trafienie to pozwoliło awansować Turcji w klasyfikacji trzecich miejsc przed Albanię, ale żeby myśleć o awansie zaraz po meczu, potrzeba było jeszcze dwóch bramek. Te już jednak nie padły, podobnie jak żaden gol dla Czechów. Wobec tego Arda Turan i spółka czekają na przebieg wydarzeń, a Czesi mogą planować wakacje.

Czechy: Cech – Kaderabek, Sivok, Hubnik, Pudil – Plasil (90′ Kolar), Darida, Pavelka (57′ Skoda) – Dockal (71′ Sural), Necid, Krejci

Turcja: Babacan – Gonul, Topal, Balta, Koybasi – Inan, Tufan – Mor (69′ Sahan), Turan, Sen (61′ Ozyakup) – Yilmaz (90′ Tosun)

******************************************************

Bohater dnia: Ivan Perisić (Chorwacja)

******************************************************

22.06.2014, godz. 18:00, Islandia – Austria, grupa F

Islandia po swoich dwóch pierwszych meczach zajmuje drugie miejsce w grupie, mając zebrane dwa oczka. W ostatnim spotkaniu byli nawet blisko zwycięstwa, lecz w ostatnich minutach spotkania węgierscy piłkarze doprowadzili do wyrównania. Dzisiaj więc do zapewnienia sobie historycznego awansu potrzeba co najmniej remisu. “Spotkanie z Austrią będzie zupełnie inne. W dalszym ciągu jesteśmy niepokonani i tak ma pozostać” – mówił ostatnio Lars Lagerback. Szkoleniowiec reprezentacji dzisian nie będzie mógł skorzystać z usług zawieszonego za żółte kartki Alfreda Finnbogasona. Media spekulują, że mimo urazu poachwiny zagrać powinien kapitan zespołu, Aron Gunnarsson. Co ciekawe, dzisiaj niektórzy z pracodawców skrócili dzisiaj swoim pracowinkom czas pracy. Kadra trzecie spotkanie na mistrzostwach rozegra bowiem o 16:00 czasu lokalnego.

Austria w tabeli znajduje się tuż za plecami swoich dzisiejszych rywali, bowiem do tej pory udało się jej tylko raz zremioswać. Punkt ten wywalczyli w ostatnim spotkaniu z Portugalią, choć mieli dużo szczęścia, bowiem w ostatnich minutach z rzustu karnego nie trafił Cristiano Ronaldo. Zespół prowadzony przez Marcela Kollera powalczy więc dzisiaj o pierwsze w tych mistrzostwach zwycięstwo, które zapewniłoby awans do dalszej fazy turnieju. Reprezentacji tej po raz ostatni na wielkim turnieju z grupy wyszła trzydzieści dwa lata temu, kiedy to w Hiszpanii odbywał się mundial.

Spotkanie na Stade de France poprowadzi Szymon Marciniak, który za swój pierwszy występ na mistrzostwach zebrał bardzo dobre noty. Na liniach pomagać mu będą tradycyjnie już Paweł Sokolnicki i Tomasz Listkiewcz. Miejsca za bramkami zajmą natomiast Paweł Raczkowski oraz Tomasz Musiał. Arbitrem technicznym wyznaczony został pochodzący z Anglii Marc Clattenburg.

Przewidywane składy:
Islandia: Halldorsson – Saevarsson, Arnason, R. Sigurdsson, Skulason – Gudmundsson, G. Sigurdsson, Gunnarsson, B. Bjarnason – Sigthorsson, Bodvarsson

Austria: Almer – Klein, Dragović, Hinteregger, Fuchs – Alaba, Baumgartlinger – Sabitzer, Schoepf, Arnautović – Harnik

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie – Islandia debiutuje na mistrzostwach.

Nasz typ: Islandia – Austria 1:2

******************************************************

22.06.2014, godz. 18:00, Węgry – Portugalia, grupa F

Kto by się spodziewał, że po dwóch kolejkach w tej grupie za sznurki będą pociągać Węgrzy, którzy przewodzą w stawce? Ten, kto postawił na Madziarzy, zarobił z pewnością wiele. Nie oznacza to jednak, że ich zadanie się już skończyło. Co prawda awans mają już pewny – nawet w przypadku zajęcia miejsca trzeciego – ale na pewno ich celem jest teraz miejsce pierwsze, co byłoby największą sensacją pierwszej fazy na tym turnieju. Wyzwanie dzisiaj najtrudniejsze z możliwych, bo rywalem jest największy faworyt tej grupy z Cristiano Ronaldo na czele. Węgrzy potwierdzili już jednak, że potrafią z pozycji outsidera osiągnąć dobry rezultat. Tak było w starciu z Austrią, która prowadziła grę, ale najbardziej “ekstraklasowa” poza Polską reprezentacja odpowiedziała dwoma niespodziewanymi bramkami. W potyczce z Islandią, kiedy trzeba było samemu kreować akcje, było już gorzej, ale chyba nikt nie wątpliwości, że dziś dominować będzie Portugalia – można zatem korzystać z niezłych kontrataków.

Dla Portugalii to na razie turniej nieudany, ale paradoksalnie cały czas może ona zająć miejsce pierwsze, a co za tym idzie – trafić do teoretycznie łatwiejszej połówki drabinki w 1/8 finału. Reprezentacji z południowego-zachodu Europy do szczęścia brakuje wygranej przy założeniu, że Islandia nie może wygrać większą liczbą bramek z Austrią. Pytanie jest jednak elementarne: Czy podopieczni Fernando Santosa stworzą kolektyw, który byłby w stanie rywalizować ze wszystkimi? Do tej pory kadra za bardzo chciała zależeć od Ronaldo, który spisuje się słabo. Zamiast tego powinna oprzeć się na swoim potencjale, który jest jednym z większych na mistrzostwach. Młoda, zdolna generacja portugalskich piłkarzy może tu zajść naprawdę daleko. Najpierw trzeba się jednak uporać z Węgrami.

Przewidywane składy:
Węgry: Kiraly – Lang, Juhasz, Guzmics, Kadar – Nagy, Gera – Nemeth, Kleinheisler, Dzsudzsak – Szalai

Portugalia: Patricio – Vieirinha, Pepe, R. Carvalho, Guerreiro – W. Carvalho, Moutinho, Gomes – Nani, Eder, Ronaldo

Historia meczów obu drużyn w ME:
Będzie to ich pierwsze bezpośrednie starcie.

Nasz typ: Węgry – Portugalia 0:2

******************************************************

22.06.2014, godz. 21:00, Szwecja – Belgia, grupa E

Dla Szwedów to mecz o wszystko. Skandynawowie awansują do 1/8 finału tylko wtedy, gdy pokonają w dzisiejszym starciu Belgię. Zadanie to nie będzie jednak należało do łatwych, bo podopieczni Erica Hamrena spisują się do tej pory słabo. W meczu z Irlandią ledwo wywalczyli remis, a z Włochami zanotowali porażkę po golu straconym w samej końcówce. Ponadto nie udało im się jeszcze żadnej bramki zdobyć samodzielnie (jedyne trafienie to samobój Irlandczyków). W ataku są zdani tylko na Ibrahimovicia, który w pojedynkę nie jest w stanie nic zrobić, za to w defensywie nie ustrzegają się drobnych błędów, które potem są opłakane w skutkach. Jeśli nic w swojej grze nie zmienią, trudno im będzie myśleć o pokonaniu Belgów, którzy prezentują się coraz solidniej.

Czerwone Diabły nie mają jeszcze zapewnionej przepustki do dalszej fazy, ale im wystarczy dziś ledwie remis, który da drugie miejsce (na pierwsze nie mają już szans). Po delikatnym falstarcie w spotkaniu z Włochami, w drugiej kolejce zaprezentowali się znacznie lepiej, pewnie pokonując Irlandię 3:0. Piłkarze Marca Wilmotsa świetnie zaprezentowali się zwłaszcza w kontrataku, po którym zdobyli dwie bramki. Widać, że z każdą kolejną udaną akcją ta grupa piłkarzy się rozkręca i przy dobrym nastawieniu oraz współpracy jest w stanie osiągać wyniki, na które wielu kibiców liczy. W składzie nie ma raczej co liczyć na wiele zmian względem wspomnianego meczu z Irlandią, prawdopodobnie nastąpią tylko pewne kosmetyczne roszady.

Przewidywane składy:
Szwecja: Isaksson – Nilsson-Lindelof, Johansson, Granqvist, Olsson – Larsson, Ekdal, Kallstrom, Zengin – Guidetti, Ibrahimović

Belgia: Courtois – Meunier, Alderweireld, Vermaelen, Vertonghen – Witsel, Nainggolan – Mertens, De Bruyne, Hazard – R. Lukaku

Historia meczów obu drużyn w ME:
- 2000 (faza grupowa) Belgia – Szwecja 2:1

Nasz typ: Szwecja – Belgia 0:2

******************************************************

22.06.2014, godz. 21:00, Włochy – Irlandia, grupa E

Włosi jak do tej pory zgromadzili na swoim koncie sześć punktów. W pierwszym ze spotkań odnieśli efektowne zwycięstwo nad Belgią, natomiast w drugim przeciwstawili się Szwecji. Oba te starcia kosztowały podopiecznych Antonio Conte dużo energii, dlatego też media spekulują, że ten w dzisiejszym meczu da odpocząć wielu ze swoich kluczowych graczy. Z pewnością nie zagra Antonio Candreva, który od niedawna zmaga się z problemami z mięśniem przywodziciela. Ostatnie badania wykazały, że pomocnik występujący na co dzień w barwach Lazio Rzym do pełnowiarowych treningów będzie mógł wrócić dopiero przed zmaganiami w ćwierćfinałach.

Irlandczycy z kolei tylko raz zremisowali. Punkt udało im się zdobyć w meczu ze Szwecją, lecz gdyby nie bramka samobójcza jednego z zawodników, najprawdopodobniej udałoby się im odnieść zwycięstwo. Następnie przyszła porażka z kadrą Belgii, która gole na wagę zwycięstwa strzelała dopiero w drugiej połowie. Drużyna prowadzona przez Martina O’Neilla wciąż ma jednak szanse na awans. Aby zajść do dalszej fazy turnieju, dzisiaj trzeba trimufować, co z pewnością nie będzie łatym zadaniem. Obie drużyny po raz ostatni mierzyły się ze sobą cztery lata temu w ramach czempioonatu rozgrywanego na polskich i ukraińskich boiskach. Wówczas wygrała ekipa z Półwyspu Apenińskiego, a bramki dla niej strzelali Antonio Cassano i Mario Balotelli.

Przewidywane składy:
Włochy: Buffon – Barzagli, Bonucci, Darmian – De Sciglio, Florenzi, Sturaro, Motta, El Shaarawy – Zaza, Immobile

Irlandia: Randolph – Coleman, Duffy, Keogh, Brady – Hendrick, Whelan, Quinn – Hoolahan – Long, Walters

Historia meczów obu drużyn w ME:
- 2012 (faza grupowa) Włochy – Irlandia 2:0

Nasz typ: Włochy – Irlandia 1:1