Tour de Euro #6: Kto faworytem? Kto czarnym koniem? Oto nasze przewidywania

Faworyt to często rola niewdzięczna, z którą nie radziło sobie w historii wiele klasowych drużyn, a także wspaniałych sportowców. Każdy turniej wiąże się jednak z pewnymi przewidywaniami. Wszyscy zastanawiają się, czyje notowania stoją na starcie najwyżej i kto ma największe szanse na osiągnięcie sukcesu. My także się nad tym pochyliliśmy. Sprawdźcie, jak typują redaktorzy (niezależnie od siebie), którzy współtworzą ten cykl!

Piotr Sturgulewski:
Faworyta do końcowego sukcesu należy moim zdaniem upatrywać w drużynie gospodarzy. Francuzi będą bowiem występowali przed własną publicznością, która z pewnością doda im skrzydeł. Tak, jak to miało miejsce trzydzieści dwa lata temu, kiedy triumfowali, prezentując się w roli organizatorów imprezy. Teraz także każdy liczy na sukces, mimo tego, że w kadrze zabrakło takich postaci, jak Franck Ribery czy Karim Benzema. Oczy wszystkim będą za kilka dni zwrócone w kierunku Paula Pogby oraz Antoine’a Griezmanna, którzy zespołowi mają dać nową jakość. Będą oni odpowiedzialni za kreowanie ataków pod bramką przeciwników, natomiast wspierać ich będzie Blaise Matuidi, a za jego plecami znajdą się Laurent Kościelny z Adilem Ramim. Biorąc pod uwagę, jak ta kadra prezentuje się na papierze, śmiało już można przyznać jej medal.

Daleko zajść może także reprezentacja Belgii. Co ciekawe, w Mistrzostwach Europy zagra ona po raz pierwszy od 2004 roku. Od tego czasu Czerwone Diabły zrobiły znaczny postęp, o czym świadczy fakt, iż obecnie w rankingu FIFA zajmują miejsce drugie, wyprzedzając między innymi Niemców czy Hiszpanów, a ustępując jedynie Argentyńczykom. Tego sukcesu nie byłoby, gdyby nie młode gwiazdy, które przebojem wdarły się do drużyny. O sile tej kadry stanowią bowiem tacy gracze, jak Eden Hazard, Kevin De Bruyne, Axel Witsel, Radja Nainggolan oraz Thibaut Courtois. I wcale nie można zarzucić im braku doświadczenia. Piłkarze ci dwa lata temu brali udział w ćwierćfinale Mistrzostw Świata.

W roli czarnego konia turnieju widzę z kolei Chorwację. Kraj ten dysponuje bowiem jedną z najsilniejszych drużyn od lat. Trener Andre Cacić między słupki najprawdopodobniej oddeleguje Danijela Subasicia, a defensywą dyrygować będą Verdan Corluka oraz Darijo Srna. Jescze lepiej ich jedenastka prezentuje się, jeśli spojrzymy na ofensywę. W drugiej linii rządzić mają Ivan Perisić, Luka Modrić i Ivan Rakitić, którzy będą posyłać piłki do najwyżej ustawionego Mario Mandżukicia. Przemawia za nimi również historia. Vatreni podczas mundialu rozgrywanego osiemnaście lat temu właśnie we Francji sięgnęli po brązowe medale. Myślę, że teraz też mogą zajść wysoko.

Hubert Bochyński:
Nie będę oryginalny przy wymienianiu moich faworytów tegorocznego Euro. Większość z tych zespołów to europejska (a nawet światowa) czołówka od dobrych kilku/kilkunastu lat, więc ich w tym gronie zabraknąć nie może. Wielu typuje, że może to być turniej gospodarzy i ja się z tym zgodzę. Reprezentacja Francji doczekała się niesmowicie zdolnego pokolenia, z którego można by wystawić dwie naprawdę silne drużyny, mogące bić się o najwyższe laury. Pogba, Griezmann, Payet czy Matuidi mają za sobą kapitalny sezon w swoich klubach. Ostatnie spotkania pokazują, że formę mogą przełożyć także na kadrę, na co bardzo liczą fani nad Sekwaną. Pamiętajmy też, że gospodarzowi często pomagają także “ściany”.

Zawsze musi być jednak jakieś “ale”. Raphael Varane, Kurt Zouma, Mamadou Sakho, Jeremy Mathieu – tak mogłoby wyglądać zestawienia stoperów, na które zdecydowałby się Didier Deschamps. Poza graczem Barcelony wszyscy byli pewniakami. Byli, bo na Euro nie zagrają. Sakho ma problemy z dopingiem, a pozostali nie wystąpią przed własnymi kibicami ze względu na mniej lub bardziej poważne kontuzje. Kto w ich miejsce? Koscielny, Mangala, Rami, Umtiti – przepraszam, ale jeśli miałbym wybierać, bez wahania zdecydowałbym się na zestaw numer jeden. Z tego drugiego każdy może zagrać turniej życia, ale równie dobrze zawalić w najważniejszym momencie. Linia obrony to chyba najsłabsza formacja Trójkolorowych. Zaskakiwać może także brak miejsca dla takich zawodników jak Ben Arfa, Lacazette czy Gameiro, którzy podczas ostatniego roku spisywali się naprawdę bardzo dobrze. Selekcjoner nie widział dla nich jednak miejsca, postawił natomiast na Oliviera Girouda oraz Andre-Pierre’a Gignaca.

Liczyć się należy także z Niemcami oraz Hiszpanami, którzy wygrali poprzednie dwa mistrzowskie turnieje. W obu zespołach nastąpiły w minionych latach pewne zmiany pokoleniowe i obie nie znajdują się obecnie w wybornej formie. Mówimy jednak o tzw. ekipach turniejowych, które potrafią skoncentrować się na najważniejszych imprezach, prezentując właśnie wtedy najlepszą grę. Nie ma się co oszukiwać – mimo napływu świeżej, młodej krwi to na tych bardziej doświadczonych zawodnikach będzie spoczywała odpowiedzialność w obu kadrach. Zarówno Joachim Loew, jak i Vicente del Bosque będą musieli odpowiednio zbilansować wystawiane przez siebie jedenastki, bo niełatwe zadanie czeka ich od samego początku – umówmy się – mogli trafić w grupach na mniej wymagających rywali.

Wysoko cenię sobie także Belgów, których niektórzy już na mundialu dwa lata temu stawiali w gronie faworytów. Wówczas bardzo młody skład prowadzony przez Marca Wilmotsa nie prezentował się na miarę swoich wielkich możliwości, ale doświadczenie wyniesione z brazylijskich boisk może im tylko i wyłącznie pomóc w tym roku. Wśród powołanych nie brakuje zawodników ogranych na najwyższym poziomie, ale znajdziemy także młodych wilków, dla których będzie to okazja na pokazanie się piłkarskiemu światu. Wrażenie robi zwłaszcza linia ataku – z czwórki Benteke, Lukaku, Batshuayi, Origi na boisku będzie przebywać prawdopodobnie maksymalnie dwóch. A przecież do tego należy doliczyć Hazarda, De Bruyne, Mertensa czy kreatywną pomoc z Nainggolanem na czele. Nieco problemów Czerwone Diabły mogą mieć w obronie – Vincent Kompany w najwyższej formie w tym sezonie się nie znajdował, ale dla reprezentacji był zawsze nieocenionym ogniwem. Wobec jego braku miejsce w wyjściowej jedenastce może zyskać Thomas Vermaelen. Zwróćmy uwagę na ten zespół, bo może solidnie zamieszać w stawce.

Szukając czarnego konia, zatrzymałem się dłużej na zespole Anglii. Wielu pewnie powie, że ekipa Roya Hodgsona powinna występować wśród faworytów, ale poprzednie nieudane imprezy pokazują, że taka łatka nie jest dla nich korzystna. W większości przypadków drużynie brakowało chemii oraz dobrej ręki trenera. W zasadzie zawsze można było znaleźć kilka indywidualności, które mogłyby pociągnąć kadrę do dużych sukcesów. Tak jak w przypadku Francji, ogromna odpowiedzialność spoczywa na defensywie, bo mając w ataku takich graczy jak Rooney, Sturridge, Kane, Vardy czy fantastyczny młokos Rashford można być pewnym, że każdego dnia znajdzie się ktoś, kto błyśnie skutecznością. Zespół Trzech Lwów na ogół błyskawicznie przechodzi przez eliminacje, ale na głównym turnieju nie jest już tak kolorowo. Teraz może i nawet powinno być inaczej. Tym bardziej że Anglicy nie mają bardzo trudnej grupy.

Na każdym wielkim turnieju znajdzie się też ktoś, kto zaatakuje z tzw. drugiej linii. Tym razem widzę takich kandydatów w drużynach Chorwacji i Austrii, co wielu może zdziwić. Siła ekipy z Bałkanów duża jest już od jakiegoś czasu, ale do tej pory nie udało się jej wykorzystać. Pokolenie Rakiticia, Modricia czy Mandzukicia stać jednak na to, by sprawić niespodziankę w starciu z każdym rywalem, a jeśli będzie ich więcej, to dlaczego nie myśleć o sukcesach? Spoglądając na kadrę Chorwatów i porównując ją choćby do Greków sprzed ośmiu lat, większe wrażenie robi na mnie ta pierwsza. Jeśli trener rezygnuje z takiego talentu jak Alen Halilović i twierdzi, że ma jeszcze lepszych zawodników, to stać ich na pewno na wiele. A Austria? Drużyna mocno niedoceniana, ale jakże doświadczona. W pomocy brylują Alaba, Junuzović czy Arnautović, w obronie grają Fuchs (mistrz Anglii), Wimmer czy Dragović, a do tego dochodzi kilku innych znanych zawodników. Co prawda trener rzadko decyduje się na rotację i na ogół korzysta z 14-15 piłkarzy, co na takim turnieju może okazać się przeszkodą nie do pokonania, ale sądzę, że warto temu zespołowi się przyjrzeć. Islandia czy Węgry w grupie są drużynami nieco słabszymi, a Portugalia też nie jest przecież potentatem i można z nią powalczyć. A później kto wie, przy szczęśliwym losie może okazać się, że w kolejnej rundzie trafi się kolejny przeciwnik w zasięgu. Może nie jest to (jeszcze) ekipa na walkę o medale, ale futbol nie takie niespodzianki już widział. Nie zdziwię się jednak, jeśli połowa z moich przewidywań się nie sprawdzi, taki urok sportu.

******************************************************
Do Mistrzostw Europy 2016 pozostało 8 dni.