Trudna miłość to wielka siła

W zasadzie całe moje pisanie może ograniczyć się tylko do pisania i mówienia o dwóch najznamienitszych piłkarzach naszego globu. Reszta się nie liczy. Ale zauważenie zwycięzcy, gdy jest on nadto widoczny dla wszystkich, to nie sztuka. Zamierzam więc trochę Was sprowokować, czyli nastawić swoje plecy na Wasze batożenie i przedstawić, w końcu raz jeden, poglądy zgoła niepopularne.

Jednakże zacznę typowo – od faktów, wszystkim śledzącym rywalizację Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo doskonale znanym. W tym sezonie giganci przechodzą samych siebie. W poprzednim C. Ronaldo umieszczono na szczycie zdobytych goli w jednym sezonie Primera Division. W tym, po niepowodzeniach w Lidze Mistrzów, wraca do strzelania na hiszpańskich boiskach. Na trzy kolejki przed końcem ma już 43 trafienia. Tyle samo ma Messi.

Po Gran Derbi rywalizacja o prymat najlepszego strzelca ligi trwa w najlepsze. Kiedy Castrol opublikował swój raport zawierający specjalne zestawienie porównujące szczegółowe statystyki obu zawodników z bieżącego sezonu wynikało z niego, że to jednak argentyński napastnik wydaje się górować nad swoim portugalskim rywalem “…w niemal wszystkich kluczowych statystykach, takich jak częstotliwość strzelania goli, skuteczność strzałów, kontakty z piłką, asysty, udane dryblingi czy celność podań” – czytamy.

Jak dotychczas w sezonie 2011/2012 Messi na Camp Nou strzelił 28 goli i zaliczył 10 asyst. “Atomowa Pchła” asystuje lub sam umieszcza piłkę w bramce drużyny przeciwnej średnio co 36 minut. “Statystyki pokazują jednak, że Ronaldo strzelił w La Liga więcej goli głową niż Messi” – zwracają uwagę analitycy. Warto również odnotować, że portugalski crack, częściej od Argentyńczyka pokonuje bramkarzy po strzałach z dystansu.

Chiński myśliciel i filozof Sun Zi, żyjący ok. VI w. p.n.e. w swoim słynnym traktacie Sztuka wojenna pisał: “Podniesienie włosa nie wymaga wiele siły, dostrzeżenie Słońca i Księżyca nie wymaga ostrego wzroku, zaś usłyszenie pioruna nie wymaga czujnego słuchu“. Po co więc nam zajmować się opisami piłkarzy “pospolitej urody”, którzy przeminą, znikną, “zamilkną” ich czyny i zostaną zapomniani, podczas gdy ci dwaj geniusze futbolu, zostaną zapamiętani po wsze czasy, a dzięki współczesnej technice zapisu oraz rejestracji dźwięku i obrazu, ich wyczyny uniesie wiatr historii poprzez pokolenia. Mnie zastanawia, co będzie się działo, gdy “nasze diamenty” nieco porysujemy, by straciły nieco na swojej wartości.

R+M…

W przypadku tego portugalskiego Ronaldo, to albo się go kocha, albo nienawidzi. Apollo futbolu. Najprzystojniejszy, najbogatszy, najbardziej wymuskany, po prostu idealny jak reklama żelu do włosów. Znalazłoby się jednak w jego biografii parę ciemnych stron, parę łatek, które można by przypiąć do tego nieskazitelnego wizerunku. Ale czy taką Multi-kulti Stars wypada ganić za parę romansów, nieślubne dziecko nawet? No i za to, że podwalał się do Paris Hilton? Zapewne dziś nie byłby tym, kim jest, gdyby to jednak rodzina nie była dla niego najważniejsza. Zresztą w lipcu się żeni. Bliscy wciąż są wokół niego. Zawsze może liczyć na radę szwagra, czy wsparcie matki. Jako wzór można go stawiać jeśli chodzi o relacje z panią Marią Dolores.

Podobno nie pali (przynajmniej nie dał się złapać publicznie), nie baluje po klubach, kiedy jest sezon w pełni. Na boisku owszem zdarzało mu się zachować niegrzecznie, nieodpowiedzialnie i brutalnie. Talenty aktorskie rekompensuje głęboko skrywaną inteligencją. To stu procentowy profesjonalista. Do czego się więc przyczepić? Mnie wkurzają jego miny, które serwuje sędziom, gdy nie dostanie karnego albo złapią go na wątpliwym “spalonym”. Ale za miny kartek się nie pokazuje. Są też słowa, którymi da się podsumować wątki dotyczące Portugalczyka.

Wszystko mi jedno co myślą o mnie inni. Jest mi obojętne, co mówią na temat mojego życia, bo tym, co naprawdę się dla mnie liczy jest gra w piłkę nożną. Jestem, kim jestem i jest ok. Podoba mi się moje życie, a wnioski jakie wysuwają ci, którzy oceniają mnie po pozorach, niech sobie wsadzą gdzieś. Może w końcu wyjdzie im to na dobre. Gdy ktoś mnie pozna osobiście, porozmawia, szybko zmienia zdanie na mój temat. dlatego wiem, ze nie muszę nic zmieniać“.

M+R…

Jedynym, ale to jedynym grzeszkiem Lionela Messiego jest jego natręctwo, jakim okazuje się być skłonność do zagrywania wylatującej mu zza kołnierza piłki ręką. Zbyt wiele podejrzał z zachowań swojego byłego kolegi z drużyny Barcelony Thierry’ego Henry. Większość upomnień kolekcjonowanych dzięki uprzejmości sędziów, jest właśnie za takie zagrania, jakby żywcem wyjęte z innej dyscypliny sportu, choć ściśle z okrągłą piłką związaną. Poza tym nic. W konwencji niniejszego tekstu mieści też taki opis mikrego Argentyńczyka.

Messi to piłkarz nieskazitelny, czysty jak kryształ, który zawsze gra uczciwie i w dodatku obdarzony jest gołębim sercem. Juma piłki z boiska za każdym razem kiedy strzeli trzy lub więcej goli w jednym meczu. Potem rozdaje je przyjaciołom, rodzinie bądź upycha w garażu swojego domu“. Może nawet dlatego ostatnio nie otwiera bramy garażowej, żeby nie wyglądało, że ma coś wspólnego z reklamą “Vizira”, choć Zygmunt Chajzer odcina się od spekulacji, jakoby przyjaźni się z graczem Barcelony poza boiskiem, ponieważ oprócz kiwania przeciwników specjalizuje się także w świadczeniu usług stomatologicznych.

…= W M

Mają statuty bożków w klubach, w których dane im jest występować. Lecz wszystkie porównania są wstrętne, a nawet nieprzyzwoite. Ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności. Cristiano śmiało mógłby w Hollywood zostać obsadzony w dowolnej roli, podczas gdy Messi, ze względu na wrodzoną skromność, mógłby zagrać co najwyżej Królewnę Śnieżkę. Każda inna rola wymagająca długich dialogów, byłaby nie do przeskoczenia. Ronaldo to top model, a Messi mini ratka. Ronaldo to zabójczy organizm wyhodowany na naturalnym nawozie. Messi to efekt cudu genetyki. Kiedy umięśnione nogi Portugalczyka wyrzucają prawdziwe pociski, Argentyńczyk odpowiada strzałami Panu Bogu w pośladek. Podobno kiedyś w holu sław na Santiago Bernabeu postawiono makietę ze zdjęciem CR7, na której wyglądał jak dorodna palma. Mówi się, że na Camp Nou nie ma nawet drzewek bonsai, żeby gwieździe Barcelony nie było przykro, że jest ktoś większy od niego.

Wystarczy tego znęcania się, zakrawającego wręcz na sadyzm. Mam nadzieję, ze po lekturze szybko Wam umilknie w uszach oddźwięk lekko ironiczny, a sam tekst uda się przyswoić na poziomie wielowarstwowym. Bez cudownej jednoznaczności, życie wydaje się być trywialnym do bólu.