Trzy do dwóch, choć niesmak pozostał

FC Barcelona wygrała z Realem Madryt 3:2, choć jest to zwycięstwo pozostawiające gorzki posmak. Mogło być bez problemu 4:1, a rezultat niestety jest jaki jest. Valdes poczuł zew natury i chciał niczym Messi lub Tello minąć Di Marię. Minął się jedynie z celem, a Real Madryt pozostaje przy nadziei na korzystny wynik na Santiago Bernabeu.

Zanim o Valdesie, porozmawiajmy o nieco przyjemniejszych rzeczach. Bardzo dobry mecz rozegrała defensywa Katalończyków, wraz z Sergio Busquetsem. Wiemy już, że Pique dostał od Vilanovy nową instrukcję, a polega ona na częstszym i odważniejszym angażowaniu się w akcje ofensywne. Często wyglądało to wręcz niesamowicie, bo chłopak Shakiry, mimo swojej dosyć kiepskiej zwrotności, dzielnie walczył o każdą – niemalże – straconą piłkę. W tym meczu to bardzo ładnie funkcjonowało, bo Mourinho i cały zespół Realu mógł się czegoś takiego nie spodziewać. Gorzej, jak w końcu rywale znajdą receptę na ujarzmienie niezdarnie, ale za to odważnie, szarżującego wieżowca.

Na pochwały zasługuje również Busquets, który doskonale znajdował sobie pole do gry, a jego zimna krew przy pressingu napastników Realu była godna podziwu. Bez kozery mógłbym przyznać, że Sergio popisywał się bardziej stoickim spokojem, niż sam mentor Xavi Hernandez. Dobrą robotę wykonywał również Mascherano, u którego forma z poprzedniego sezonu pozostała na ciągle wysokim poziomie. Andres Iniesta nie miał dobrego początku, bo pierwsze dwa jego podania trafiały do powietrza, lub do grajków w białych strojach. Jednakże im dłużej zegar bił, tym Don Andres grał cudniej. Zwieńczeniem jego wspaniałej gry podczas tego Gran Derbi było Iniestazo-asystazo przy bramce Xaviego na 3:1.

Fajne też było to, że atmosfera na murawie była bardzo przyjemna i wcale nie taka wulgarna, jaka bywała przez ostatnie sezony. Nie kopano się po nogach, nie deptano się specjalnie po dłoniach (to co zrobił Ramos na Pedro było całkowicie przypadkowe) i w ogóle obyło się bez rażących scen. Pewnie dlatego, że wówczas nieobecny był Pepe.

Teraz trochę o tych mniej sympatycznych sprawach. Alexis Sanchez najwyrażniej nie czyta naszego Bloga (zupełnie tego nie rozumiemy) i nie wziął sobie tym samym do serca naszych uwag. Próbując wymusić dwa rzuty karne znów wystawił się na pośmiewisko i dodatkowo umocnił stereotyp Barcelony-aktorów. Nadal apelujemy, aby ktoś mu wreszcie przemówił do rozsądku, że takie wymuszanie karnych jest po prostu słabe i narusza wizerunek klubu FC Barcelony. Warto przy tej okazji dodać, że karny dla Blaugrany został podyktowany słusznie, gdyż rzeczywiście Iniesta był faulowany przez Ramosa.

Ach, ten Valdes. Poczuł wiatr w swojej łysinie, albo po prostu pozazdrościł Tello, że tak łatwo sobie z Di Marią radził po lewej stronie boiska. Nic Valdesa nie usprawiedliwia, popełnił koszmarny błąd i musi za to zapłacić. Ludzie się spierają i dyskutują nad wartością Casillasa i portero Barcy, ale jak widać – bezcelowo. Skoro wcześniej sądzono, że Królewscy mają lepszego bramkarza niż Duma Katalonii, to teraz Ci ludzie już nie sądzą. Teraz są już tego pewni.

I jeszcze kilka słów na temat komentatorów. Jak usłyszałem, że mecz w TVP1 ma komentować pan Jacek Laskowski, pomyślałem, że lepiej być po prostu nie może. Nareszcie będę mógł z przyjemnością obejrzeć spotkanie w telewizji publicznej (!), nie zmuszając się do słuchania pana Szpakowskiego (Krisztiano Ronaldu, Concentrao i Ksawi). Szkoda tylko, że pan Laskowski miał u swojego boku tajemniczego kibica FC Barcelony, który na dodatek wiedział, co mówił Mourinho po każdej strzelonej bramce na Camp Nou. Nie mówiąc już o tym, że obaj komentatorzy przez prawie godzinę żyli w przekonaniu, że Albiol dostał żółtą kartkę. W tym pięknym śnie o słuchaniu zdolnego komentatora, musiał wkraść się taki niecny chochlik rodem z prawdziwej telewizji publicznej.

Reasumując, FC Barcelona teoretycznie jest w lepszej pozycji przed rewanżem na Santiago Bernabeu, jednakże to zwycięstwo Realu 1:0 lub 2:1 da awans Królewskim. Gdyby nie kiks Valdesa i gdyby w akcji poprzedzającej udało się strzelić gola na 4:1, Real byłby pod wielką ścianą płaczu.

No ale gdyby babcia miała wąsy, byłaby dziadkiem.

Superpuchar Hiszpanii
FC Barcelona 3:2 Real Madryt
0:1 Cristiano Ronaldo
1:1 Pedro
2:1 Messi (k)
3:1 Xavi
3:2 Di Maria