Trzy obowiązkowe punkty

2013-03-09_BARCELONA-DEPOR_16.v1362859729

Zgodnie z wszelkimi scenariuszami, spotkanie z Deportivo La Coruna zakończyło się skromnym, choć dosyć potrzebnym zwycięstwem Barcelony 2:0. Największym zaskoczeniem był fakt, że w szeregach “Dumy Katalonii” najlepszym zawodnikiem był… Alexis Sanchez.

Nie jest to szczerze powiedziawszy nic zaskakującego. Deportivo La Coruna jest najsłabszą ekipą w lidze, więc siłą rzeczy nie była ona w stanie zagrozić w większym stopniu liderowi tabeli, by wywieźć ze stolicy Katalonii remis, nie mówiąc już o zwycięstwie.

„Barca” przejęła kontrolę nad grą od pierwszego gwizdka sędziego. Początkowo nie wynikało z tego nic konkretnego, choć przede wszystkim wyglądało to na szybką rozgrzewkę. Po pierwszych dziesięciu minutach gospodarze zaczęli działać, co chwilę starali się atakować.  Każda następna próba stawała się co raz bardziej niebezpieczna dla Oliveiry, jednak Katalończycy nie mogli znaleźć sposobu, by go pokonać. Z czasem do gry dołączyła się też drużyna z Coruny, jakkolwiek by to nie brzmiało. Z tego jednak też nie rozwinęło się zbyt wiele. Aż w końcu, dość niespodziewanie, pod koniec tej nieco monotonnej pierwszej połowy, do siatki w urokliwy sposób trafił ktoś, na kogo nigdy byście nie postawili, kto naprawdę tego gola potrzebował, bo dorobek w tym sezonie ma wyjątkowo ubogi. Domyślam się, iż wiecie już, że chodzi o Alexisa. Ostatnie kilka minut tej połowy to tylko coś w stylu opadających po tym strzale emocji, to znaczy co raz wolniejszych i prostszych podań między graczami „Blaugrany” na środku boiska.

Druga połowa zaczęła się tak, jak przebiegała większość pierwszej partii tego meczu. Wydawało się jednak, że do piłki co raz częściej dochodzili zawodnicy Deportivo, lecz na boisku pojawił się Leo Messi, dlatego też ich pole gry zostało jeszcze bardziej ograniczone. Do samego końca meczu sytuacja była dość spokojna, to jedni, to drudzy od czasu do czasu wyrywali się z piłką pod bramkę przeciwnika, ale jedyne, co można o tych zrywach powiedzieć, to to, że były. Całe to dość nudne spotkanie podsumował Messi, podwyższając prowadzenie „Barcy” na 2:0.

Tak, jak się spodziewaliśmy, zwycięstwo przyszło dość łatwo, a spotkanie przebiegało spokojnie i było prawie całkowicie „napisane” przez Barcelonę. Ciężko stwierdzić, czy jest to zadowalające, skoro zdobycie trzech punktów było, jak już mówiliśmy, formalnością. Co więcej, podczas jesiennego meczu obu tych drużyn mecz skończył się znacznie wyższym wynikiem, wobec tego na temat tego spotkania nie da się powiedzieć zbyt dużo.