Trzy punkty pod choinkę i mroźne święta w Madrycie

rV_fcb

Gdy oglądałam dzisiejsze spotkanie z Valladolidem, zastanawiałam się wiele razy, co ciekawego można będzie o nim napisać. Co prawda, mecz zakończył się wynikiem 1:3, co siłą rzeczy oznacza, że te wszystkie gole musiały kiedyś paść. Owszem, w trakcie spotkania rzeczywiście trochę się działo, ale uwierzcie, naprawdę tylko trochę.

W pierwszej połowie pierwszą akcję zakończoną powodzeniem zafundował nam Xavi, dopiero w 43. minucie, gdy pod bramką Valladolidu mieliśmy niezłe zamieszanie. Dla nas, jako Cules, było raczej jasne, że czy prędzej czy później jej się doczekamy, dla Kastylijczyków natomiast ten strzał okazał się czymś w stylu urwania skrzydeł. Utrzymywanie remisu przez praktycznie całą pierwszą partię spotkania motywowało ich bowiem do dalszej walki. Niestety, miejsce motywacji zajęła świadomość, że pierwszy gol dla Barcy to tylko początek jej “koncertu”.

Pucela, mimo zdecydowanej przewagi Barcy na boisku, przejawiała chęci do gry, przynajmniej na początku. Czasem nawet udawało im się przenieść grę na połowę gości, choć nie wynikało z tego nic, co mogłoby im zagrozić. Przebudzili się dopiero w końcówce spotkania, nieco wcześniej niż Cristian Tello podbił nasze serca. Rozluźnioną obronę Barcy pokonał wówczas Javi Guerra, zdobywając tym samym gola honorowego dla swojej drużyny. Wtedy Barcelona prowadziła już dwiema bramkami, gdyż Xaviemu pozazdrościł Messi, pewnie wstydząc się pokazywać w szatni bez ani jednego gola po pierwszej połowie. Świadczy to o tym, iż piłkarze Valladolidu do ostatniego gwizdka sędziego wierzyli, że mogą w jakiś sposób dać o sobie znać widzom. Osobiście uważam, że to bardzo dobrze, ale z tą opinią nie zgodził się najwyraźniej wpuszczony na dosłownie ostatnią chwilę Tello. Jeszcze nie zdążył przywitać się z resztą drużyny na murawie, a już zdołał przechwycić piłkę, by sprawnie i szybko wyprowadzić akcję, wyminąć kilku obrońców z Valladolidu, przymierzyć i strzelić z dystansu. Jak na razie brakuje mi przymiotników, żeby to jakoś sensownie opisać.

Sądzę, że przebywający w szpitalu Tito Vilanova może być w pełni zadowolony z występu swoich podopiecznych. Barca kolejny raz sięgnęła po komplet punktów i to w dobrym, może nawet bardzo dobrym stylu, z tym, że na tle dość bezbarwnego meczu. Poza tym, David Villa mógłby zagrać trochę dłużej, niż kilka ostatnich minut. Mimo to jednak możemy jechać na święta z dobrymi nastrojami. A jeśli wspomnimy dodatkowo, że Real Madryt zakończył swoje spotkanie z podobnym rezultatem, z tym, że przegrywając, uśmiech sam ciśnie się na usta, prawda? Jakby ktoś nie wiedział, gdzie jest „hiszpański biegun zimna”…

 

źródło zdjęcia: fcbarcelona.cat