Trzymajmy kciuki, prasujmy koszulki…

 

Czuć w powietrzu nadchodzące wielkie piłkarskie święto. Czuć je wszędzie – w telewizji czy Internecie, w sercu lub patrząc na kalendarz. Jednocześnie nasuwa się też pytanie: a tym razem? Jak będzie tym razem? Myślę, że warto się nad tym zastanowić.

Barcelona, bo przede wszystkim o nią nam chodzi, pomimo wątpliwego startu sezonu, teraz prezentuje się właśnie tak, jak chcielibyśmy najbardziej. Przede wszystkim, nie cierpi na brak Messiego, o którym gada się wszędzie, którego nieobecność na El Clasico nietrudno było odnaleźć przeglądając jakąkolwiek stronę sportową, portale społecznościowe czy nawet zwykłe wiadomości. Wygrywa nawet bez zdrowego Argentyńczyka. Nie znaczy to oczywiście, że już go nie potrzebuje, bynajmniej. Doznała bardzo bolesnego ubytku i wybrnęła z tego. Zestawienia zacznijmy więc od liczb.

Barca jest więc bramkostrzelna. Dwaj z naszego latynoskiego Trio ustrzelili dotąd razem 18 goli w Primera División (Neymar 11, Suarez 9). Do tego jeszcze Messi, który zagrał w sześciu początkowych meczach sezonu i zdobył 3 gole. Nie zapominajmy też, że panowie wzajemnie sobie asystują – Brazylijczyk i Urugwajczyk mają tychże asyst po cztery, Leo zdążył zanotować dwie, a poza nimi do tej listy dopisał się również Munir el Haddadi (w meczu z Las Palmas i Villarealem) czy Marc Bartra, z jednym golem i asystą (oba w spotkaniu z Levante).

Głośno było w ostatnim czasie o Sergim Roberto. Nie pokonał on jak dotąd żadnego bramkarza, ale uczestniczył w kreowaniu gola trzykrotnie. Osobiście, spoglądając na tę krótką listę doszłam do wniosku, że trochę brakuje mi tu Ivana Rakiticia. Chorwat jednak lepiej prezentował się dotychczas w Lidze Mistrzów, niż w La Liga. Dotychczas brałam pod uwagę statystyki jedynie z Primera División, ale w perspektywie kondycji drużyny wydaje mi się, że możemy go ocenić jako dobrze dysponowanego. To jednak na marginesie.

Na to miejsce, u Królewskich układa się to inaczej. BBC uzbierało do tej pory razem 16 trafień (8 Ronaldo, 6 Benzema i 2 Bale). Jeśli chodzi o drugoplanowy udział w golach drużyny, Walijczyk asystował 5 razy, a CR7 – dwa. Karim Benzema zaś ani razu, należy jednak pamiętać, że on również nie wychodził na murawę od spotkania z Atletico Madryt ze względu na kontuzję, a więc już od ponad miesiąca.

Można również zauważyć, że w pewnym sensie goni ich Jese – ma na koncie jak dotąd 2 gole i jedną asystę. Pełni on bowiem rolę “luki” po niezdolnym do gry Francuzie, lecz ciężko tu mówić o regularności; w ostatnich pięciu spotkaniach pojawiał się na boisku, trzykrotnie pojawiając się w wyjściowej jedenastce, a dwukrotnie zmieniając, między innymi, Isco. Idąc dalej tym łańcuszkiem, Hiszpan z Benalmadeny strzelił do bramki rywali dotychczas tylko raz, ale asystował przy golu już trzykrotnie.

Przejdźmy teraz do następnego aspektu gry obu ekip. Największym problemem Barcy w tym sezonie okazała się, bezsprzecznie, obrona. Potwierdzenia nie trzeba szukać wyjątkowo dokładnie; wystarczy spojrzeć na bilans bramek i już jest on bardzo wymowny. W samej lidze hiszpańskiej Marc-Andre Ter Stegen zagrał czterokrotnie, podczas kontuzji Claudio Bravo (naderwanie włókna mięśniowego). Przez ten czas zdążył stracić przynajmniej jednego gola każdego spotkania, w tym raz aż cztery, w bardzo bolesnej porażce z Celtą Vigo. W ogólnym zestawieniu wszystkich rozegranych spotkań od samego początku sezonu, tak więc włącznie z Superpucharami Europy i Hiszpanii, ta statystyka układa się jeszcze tragiczniej.

Bez dwóch zdań więc, w o wiele lepszej formie jest Chilijczyk. Stracone pięć bramek w La Lidze na tym etapie rozgrywek nie jest może jego życiowym sukcesem – dla porównania, sezon temu zachował czyste konto aż do El Clasico, to znaczy do 9. kolejki. Mimo to sprawuje się lepiej i prawie pewne jest, że to on stanie między słupkami w kolejnym Gran Derbi. Myślę też, że raczej możemy mu zaufać, jeśli chodzi o to, co wówczas zaprezentuje.

Po drugiej stronie boiska będziemy mieć, prawdopodobnie, Keylora Navasa, który aktualnie również boryka się z urazem mięśnia. Lekarze Królewskich przewidują jednak, że wróci na dzień Gran Derbi. Z całą pewnością byłaby to wspaniała wiadomość dla gospodarzy Klasyku, jako, że bramkarz z Kostaryki spisywał się w ostatnim czasie naprawdę świetnie, tracąc zaledwie trzy bramki w dziewięciu spotkaniach. To też pozwoliło Realowi na zachowanie czystego konta w sześciu kolejkach La Ligi. Gorzej zaczęło im się wieść, kiedy Navas musiał zostać zastąpiony na czas powrotu do zdrowia – o ile Kiko Casilla zadebiutował w Primera Division z całkiem przyzwoitym rezultatem (tracąc tylko jednego gola przeciw Las Palmas), to kolejne starcie, z Sevillą, było już zdecydowanie porażką, nie tylko ze względu na sam rezultat. Możemy podejrzewać go wprawdzie o brak wprawy czy doświadczenia, przybył bowiem do klubu 17 lipca tego roku, nie zmienia to jednak faktu, że Rafa Benitez najpewniej nie zaufa mu jeszcze do tego stopnia, by bronił bramki Los Blancos, podczas gdy Keylor Navas będzie do dyspozycji.

Tak właśnie skupmy się teraz na innej, niemniej ważnej kwestii. Ostatnie spotkania Barcy pokazały, że w drużynie sytuacja jest znacznie lepsza, niż na początku sezonu, a przy tym stabilniejsza, nie tylko na boiskach w Hiszpanii, ale też w Lidze Mistrzów. Dwa poprzednie mecze Blaugrana wygrała bez straty bramki, podczas gdy trzy kolejki temu Eibar strzelił jej jedną, a 17. października Rayo Vallecano – dwie. To dość dobra tendencja. Wspominałam również o dobrej formie strzelców, co także nieźle prosperuje. Mówi się również o Leo Messim, który miałby mieć szansę na “wyrobienie się” na El Clasico, choć, moim zdaniem, nasze chęci i dobrze wyglądająca lista nazwisk powołanych na mecz nie są tak istotne, jak jego zdrowie – pośpiech bez dwóch zdań nie jest wskazany. Znacznie szybciej jednak do formy wraca Ivan Rakitić, który, według lekarzy, kuruje się efektowniej, niż przewidywano; jego powrót do kadry przed 21. listopada jest więc bardziej prawdopodobny. To z pewnością kolejna dobra informacja.

Realowi tymczasem, jak napisałam wyżej, podwinęła się noga, dość boleśnie, w niedzielnym meczu z Sevillą. Jednym z najważniejszych powodów są naturalnie kontuzje, taka, jak wymieniona już Keylora Navasa czy Sergio Ramosa, który być może będzie operowany ze względu na kontuzję barku. Nie jest wykluczona jednak jego obecność na Santiago Bernabeu podczas Gran Derbi. Do tego dochodzi też niedyspozycja Marcelo.

Mimo licznych urazów Jamesa, Carvajala, Pepe, Benzemy czy Bale’a, Królewscy dawali radę zdobywać komplet punktów aż do niedzieli (oprócz remisu w Derbach Madrytu). Gdyby jednak rozłożyć te spotkania na czynniki pierwsze, zauważymy, że Los Blancos mają tendencję do utraty posiadania piłki i ogólnie kontroli nad spotkaniem wraz z upływem czasu. Ten fakt potwierdza chociażby to, iż Sevillistas w ich ostatnim meczu zaczęli się rozkręcać właśnie w drugiej połowie – po upływie 45 minut meczu na Ramon Sanchez Pizjuan mieliśmy remis 1:1, a kolejnego gola Królewscy zdobyli dopiero w 93. minucie, tak więc już przegrywając, tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.

Rafa Benitez na konferencji prasowej zaznaczył, że przed El Clasico najważniejsze będzie odzyskanie stabilności w grze. Reasumując te wszystkie dane, rzeczywiście, Los Blancos muszą o nią walczyć, bo obecny stan rzeczy nie wróży dla nich zbyt dobrze, w przeciwieństwie do tego, co mogliśmy zakładać jeszcze w poprzednim miesiącu. Z Barcą natomiast sytuacja ma się dokładnie na odwrót. Możemy spodziewać się po Blaugranie niemalże maksimum, bo sądzę, że będzie ją na to stać.

Do Gran Derbi pozostało jeszcze trochę czasu, a nie da się przecież wykluczyć żadnych niespodzianek. Staram się też nie być stronnicza, ale manewrując tu chociażby samymi liczbami i faktami, widzimy, kto wysunął się na prowadzenie w tym wyścigu “przed Klasykiem”. Nieznacznie co prawda, ale jednak. Trzymajmy więc kciuki, uśmiechajmy się do proporczyków na ścianie, prasujmy nasze koszulki i wierzmy w zwycięstwo z całego serca, bo jest ono w zasięgu Dumy Katalonii.