„Tylko” czy „aż” remis?

Real-Madrid-FC-Barcelona-Foto-_54363278873_54115221152_960_640

Cały internet, cały świat sportowy i wszystkie media  żyły dzisiejszym El Clasico i, prawdę powiedziawszy, to nic dziwnego. Jak to przeważnie bywa, zobaczyliśmy piękny mecz w wykonaniu obu drużyn, w którym raz Real, raz Barcelona przejmowała inicjatywę. Akcja zmieniała się tak szybko jak w typowej meksykańskiej telenoweli, najlepsi zawodnicy świata zaserwowali nam dawkę naprawdę mocnego futbolu i sprawiedliwy remis na podsumowanie tego spotkania.

Poza przerwą kibice nie mieli chyba żadnego momentu wytchnienia. W zależności od tego, kogo „niosły skrzydła”, pod bramką Jose Manuela Pinto i Diego Lopeza co chwilę mieliśmy prawdziwe końce świata. Na zmianę to Jordi Alba, to Mesut Ozil, to Cesc Fabregas (choć to właśnie on strzelił bramkę dla „Barcy”, dlatego mimo wszystko chwała mu za to) , to Cristiano Ronaldo, to Leo Messi, to Karim Benzema, to Andres Iniesta przechwytywali piłkę i zatrzymywali nam dech w piersiach. Gdyby tak jeszcze pozbyli się tej znanej wszystkim kibicom niechęci wobec siebie…

No właśnie. Podczas ostatnich Gran Derbi cieszyliśmy się, że między tymi dwiema drużynami wreszcie zapanował pokój, przynajmniej w większości przypadków. Tego dnia jednak znów widzieliśmy docinki słowne, niekiedy wściekłość i rękoczyny, a na stadionie niemiłosierne gwizdy i świecenie Xaviemu czy Messiemu po oczach zielonymi światełkami. Na szczęście nie dochodziło do tego wszystkiego zbyt często, ale z całą pewnością nadpsuło niezwykły urok tego wyśmienitego meczu. Było też trochę agresji, jednak wiadomo, że jest ona nieodłączną częścią sportu, istotne jest natomiast, czy to przejaw woli walki czy raczej umyślne deptanie czyichś dłoni.

Zostawmy jednak przyjaźnie i nieprzyjaźnie pomiędzy odwiecznymi rywalami. Pierwsza połowa meczu, choć zakończyła się bezbramkowym remisem, z pewnością nie była nudna. Mieliśmy całe mnóstwo ciekawych akcji, głupich albo fantastycznych interwencji, po prostu nie dało się wyjść po następne chipsy czy piwo. Ciężko też stwierdzić, komu bliżej było do zwycięstwa. Z jednej strony Barcelonie – przecież pierwsi się przełamali i dobrze działali w swoim polu karnym, ale dopiero w drugiej części spotkania. W pierwszej nieco się tam gubili i to dlatego tak często zagrażał im gospodarze tego spotkania. Ci z kolei nieznacznie zwolnili tempo mniej więcej w połowie całego meczu, żeby przebudzić się ponownie w 81. minucie i wyrównać rezultat. Obie ekipy stanęły na wysokości zadania, dlatego jeżeli chcemy być uczciwi, nie powinniśmy wyróżniać żadnej z nich po tym pierwszym półfinałowym meczu. No, chyba, że pochwalić młodego Raphaela Varane’a za w ogóle niespodziewaną i bardzo ładną bramkę ratującą „Los Blancos”.

Po tym spotkaniu nie dojdzie jeszcze do hejtów żadnej z drużyn, a przynajmniej nie powinno dojść. Trochę szkoda, bo w końcu znacznie lepiej jest przegrywać i zremisować po wyrównaniu, niż prowadzić, a zremisować, aczkolwiek warto myśleć pozytywnie: nie znamy jeszcze zwycięscy tego dwumeczu, dlatego możemy być pewni, że rewanż na Camp Nou to gwarantowane emocje od pierwszej do ostatniej minuty meczu. Dziś jednak, może nie do końca usatysfakcjonowani, idziemy spać, przejedzeni wręcz futbolem „z najwyższej półki”.