W Barcelonie już wiosna!

Cóż za ciekawa kolejka La Ligi, a jeszcze ciekawsze jej zakończenie – wczoraj mieliśmy, między innymi, derby Madrytu, a dziś swoisty rewanż pomiędzy Barcą i Palanganas. Po zaciętym, wymagającym dla obu drużyn spotkaniu, gospodarze dokonali małej remontady i odesłali Sevillę do domu wygrywając 2:1.

Spotkanie rozpoczęło się dość intensywnie, nieco z przewagą Barcelony, ale bez przesady. Sevilla bowiem zaczęła pewna siebie, szybko notując dwie czy trzy całkiem niezłe akcje. Barca także odpowiedziała podobną ilością dobrych ataków – warto wyróżnić ten pod bramką Claudio Bravo w 8. kiedy po zamieszaniu w polu karnym przestrzelilł Kolodziejczak. Pięć minut później niemniej nerwową sytuację mieliśmy po drugiej stronie boiska – wtedy dobry strzał oddał Luis Suarez, który został obroniony przez Sergio Rico. Zaraz potem rzut rożny chciał wykorzystać Leo Messi, lecz obił słupek, co z kolei usiłował poprawić Suarez, lecz tak samo obił bramkę.

W 20. minucie to Sevilla otworzyła wynik spotkania – po niezłym dośrodkowaniu bez większych komplikacji trafił Vitolo. Z upływem czasu gra zaczęła nabierać tempa i warto zaznaczyć, że nie spadło ono aż do samego końca spotkania – Barca, podstawiona pod ścianę, musiała szybko zacząć działać, Sevilla zaś zmuszona była się bronić. Rezultat jednak wyrównał Leo Messi po upływie pół godziny gry, trafiając perfekcyjnie z rzutu wolnego. Później już, aż do końca pierwszej partii spotkania, na tablicy wyników oglądaliśmy remis, lecz emocji bynajmniej nie brakowało – energicznie i żywo grała linia ataku gospodarzy i jednocześnie średnio działała defensywa, przez co raz na jakiś czas, regularnie, Sevilla przedostawała się pod pole bramkowe Azulgrany. Udawało jej się to dość często z kontrataków, bo muszę wspomnieć, iż Barca także musiała się wybitnie wysilić, by pokonać Sergio Rico drugi raz – to jednak powiodło się dopiero w drugiej części meczu.

Zaczęła się więc ona z przytupem, ponieważ Duma Katalonii potrzebowała ledwie trzech minut, by wyjść na prowadzenie – wtedy, także przy zamieszaniu w polu bramkowym Sevillistas, dokładne podanie Luisa Suareza wykorzystał (uwaga!) Gerard Pique, notując tym samym swoje pierwsze trafienie w tym sezonie Primera División.

Sevilla próbowała na to odpowiedzieć bardzo szybko – Iborra i Gameiro stworzyli sobie równie ciekawą i naprawdę niebezpieczną akcję, mając przed sobą tylko Claudio Bravo. On na całe szczęście, z zimną krwią, fantastycznie obronił ten strzał. Po tym z kolei Barca od razu wyprowadziła kontrę – szczęścia próbowali wspólnie Neymar i Leo Messi, jednak Brazylijczykowi go dziś bez dwóch zdań brakowało. A to wszystko w przeciągu około pięciu minut. Chwilę potem Barca znów podjęła się przełamania muru zbudowanego przez Sevillę, a w szczególności ich golkipera. Niezłą sytuację zorganizował sobie Sergi Roberto, ale na drodze kopniętej przez niego piłki pojawił się, niechcący jak myślę, Luis Suarez. Szkoda, bo poza tym Sergi niezbyt dobrze radził sobie w tym spotkaniu. Dziesięć minut później znów mieliśmy naprawdę świetną akcję z Urugwajczykiem w roli głównej – jej zalążkiem było podanie Messiego do Neymara, lecz piłka odbiła się do jednego z obrońców gości, co chciał wykorzystać Suarez. Nie udało mu się to jednak, bo trafił w nią kolanem.

Przerażona widocznie Sevilla, czując nóż na gardle wyraźnie podkręciła obroty i zaczęła grać znacznie odważniej – przez ostatni kwadrans spotkania poprawiła sobie co najmniej procent posiadania piłki, bo w samej końcówce meczu obejrzeliśmy już może dwie, maksymalnie trzy równie dobre akcje Barcy, co wcześniej, podczas gdy Andaluzyjczycy otarli się o remis co najmniej dwa razy częściej. Najintensywniej grali tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego, kiedy trzy razy z rzędu wykonywali rzut rożny, aż w końcu piłka została wybita z pola karnego Blaugrany. Po tej akcji Messi i Neymar zdążyli wyprowadzić całkiem niezłą kontrę, lecz pech trzymał się tego drugiego aż do samego końca.

Koniec końców, mamy powody do radości, bo choć zwycięstwo Barcelony było dość skromne i niedosyt może pozostać, to obejrzeliśmy naprawdę ciekawy i emocjonujący mecz, w którym gol mógł paść, na dobrą sprawę, w każdej minucie. Sevilla jest dla Dumy Katalonii niewygodnym przeciwnikiem, ponieważ, jak pamiętamy, to ona ostatnia zabrała jej punkty. Do tego nie omieszkam wspomnieć derbów Madrytu. To dość zabawna sytuacja, bo wydaje mi się, że bez względu na to, jak skończyłoby się to spotkanie, wynik i tak byłby korzystny dla Barcelony. Po porażce Królewskich i tym zwycięstwie Barcy, co pewnie już wszyscy dokładnie sprawdziliście, w jednej części Madrytu mamy -8, a w drugiej: -12. Z całym szacunkiem do największych rywali Barcelony – jak tutaj się nie cieszyć? Czy to wiosnę czuć w Katalonii?

FC Barcelona:

Bravo – Alba, Mathieu, Pique, Vidal (55′ Alves) – Turan (64′ Iniesta), Busquets, Roberto (75′ Rakitić) – Neymar, Suarez, Messi

Sevilla:

Rico – Coke, Rami, Kolodziejczak, Tremoulinas – N’Znonzi, Cristoforo (63′ Konoplyanka) – Vitolo, Iborra (75′ Munoz). Krohn-Dehli – Gameiro