W cieniu sław: Bądźcie sobą

alexis sanchez thiago barca fcbarcelona barcelona barca blog barcablog shop online store shirt keyring barca alexis sanchez thiago barca fcbarcelona barcelona barca blog barcablog shop online store shirt keyring barca

O tym, że w Barcelonie nie gra się łatwo wie chyba każdy. W katalońskiej tiki – tace, można brać udział, albo się w niej pogubić, zginąć i przepaść. Ilu to piłkarzy już przychodziło do “Blaugrany” ze statusem gwiazdy, a odchodziło samotnie, opuszczając klub tylnymi drzwiami? Transfery, wbrew wszystkiemu co się o Barcelonie mówi, są bardzo ważnym elementem polityki klubu. Wszyscy wiemy, że bez takich piłkarzy jakimi byli dla nas Ronaldinho, czy Samuel Eto’o, bylibyśmy w takiej sytuacji jak Arsenal obecnie.

Sztab szkoleniowy, wraz z zarządem, bada dokładnie rynek transferowy, żeby do klubu trafił piłkarz, który ma nie tylko odnaleźć się w tak gigantycznym klubie, ale też wnieść do niego coś nowego. Coś co ma zapewnić świeżość i pozwolić na dalsze utrzymywanie się na szczycie. Innymi słowy, każdy wielki klub kupując zawodnika, chce go takim jakim jest i jakim był w swoim poprzednim zespole.

Ronaldinho był czarodziejem. Piłkarzem, którego nazwisko nawet największemu spaślakowi nie zainteresowanego futbolem, zapadło w pamięci. Sztuczki, piękne bramki, ważne asysty i przede wszystkim “zmartwychwstanie” “Blaugrany”. Z tego zasłynął Brazylijczyk, który mimo swojego przykrego końca w klubie, zawsze będzie ustawiany na poziomie Kubali, Xaviego czy Messiego, bo przyszedł i (do pewnego momentu) cieszył się grą. Robił to samo co w PSG. Robił to, czego od niego oczekiwano.

Eto’o miał być typowym kilerem. Snajperem co się zowie. Napastnikiem jakiego od czasów Ronaldo Camp Nou nie widziało. Kameruńczyk, tak jak i Gaucho, zachował swoją piłkarską tożsamość. Obaj stworzyli zabójczy duet, mimo że byli zupełnie inni.

Ale byli sobą. Wiedzieli, że zostali sprowadzeni do stolicy Katalonii dlatego, że się nadają, a nie dlatego, żeby ich wypróbować.

Dziś mamy (nie)przyjemność oglądać Alexisa. Chilijczyka, który słabiutkie Udinese doprowadził do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Silnego, szybkiego skrzydłowego, który przy chudzielcach takich jak Messi czy Pedro miał wprowadzić także siłę fizyczną do ataku Barcelony.  W pierwszym sezonie mu się to udawało, a dziś? Szkoda gadać.

Skąd ta zmiana? Dlaczego Sanchez znalazł się na bardzo stromej równi pochyłej? Tego możemy się tylko domyślać. Rok temu Alexis był podstawowym i bardzo skutecznym skrzydłowym. Może dlatego, że piłkarze, którzy mieli odciążyć Messiego w strzelaniu goli, byli albo ciężko kontuzjowani (David Villa, Ibrahim Afellay), albo grali niesamowitą padakę (Pedro). Presja na byłym napastniku Udinese była znacznie mniejsza. Pod bramką rywali zachowywał spokój. Nie skłamałbym, gdybym powiedział, że po Messim najlepszym zawodnikiem Barcelony w poprzednim sezonie był właśnie Alexis.

Dziś mamy niestety piłkarza zupełnie innego. Napastnika, który po blisko trzydziestu kolejkach strzelił ledwie dwa nędzne gole. Chłopaka, który symuluje i przewraca się o własne nogi. Drybling, który charakteryzował najlepszego piłkarza Serie A w roku 2011, odszedł gdzieś hen daleko. Irytujące szukanie na siłę Messiego. Chęć klepania piłki i pokazanie, że “ja też to potrafię”. Nie Alex, to nie ty.

W podobnej sytuacji jest Thiago Alcantara. Syn mistrza świata, który jeszcze grając w rezerwach, był namaszczony jak następca samego Xaviego. Wczorajszy mecz pokazał jak wiele mu do Hiszpana brakuje. Sytuacja młodego pomocnika jest o tyle dobra, że jego forma jest niestabilna, a takie rzeczy piłkarzom w tym wieku się przebacza. Jednak młodzian niebezpiecznie zbliża się do swojego kolegi opisanego wyżej. Na siłę chce pokazać, że jest genialny. Że każde podanie będzie piękne i wypieszczone, a “brazyljana” jest w jego krwi. Nawet nie wiecie jak bardzo denerwuje mnie to, że Alcantara niemal zawsze podaje do kolegów (nawet tych stojących w odległości pięciu metrów od niego) w sposób ekwilibrystyczny.

Polityka Barcelony różni się od tej jaką prezentują inne kluby. Jeżeli ktoś trafi do “Dumy Katalonii” to tylko dlatego, że już udowodnił, że się nadaje. Zapewne Pep ściągając Alexisa, nie chciał nauczać go wszystkiego od początku. Chciał mieć tą dryblującą bombę, która potrafiła zniszczyć Milan na San Siro. Kibice chcieliby Thiago z ostatniego pre-sezonu Guardioli, kiedy ten grał po prostu swoje. Nie kombinował. Grał prostą piłkę.

Bo futbol naprawdę jest prosty. Problem w tym, że niektórzy piłkarze mylą “prosty” z “prostacki”. Nic bardziej mylnego.

Jeżeli Thiago i Sanchez, zaczną być sobą, to ich szansa nadejdzie, a wszyscy, którzy ich teraz skreślają będą się chować pod dywan ze wstydu.