W cieniu sław: Dość tej farsy!

abidal_lzy_2013_afp_650

O tym, że zarząd Barcelony z Sandro Rosellem na czele jest reżimowy, wie każdy kibic bez klapek na oczach. Reżimowy jest też zarząd Realu Madryt, ale nawet Florentino Perez nie sięga do pięt dzisiejszej “górnej półce” Blaugrany.

Rosell wygrał wybory w lecie 2010 roku. Wszystkie media trąbiły o tym, że teraz skończy się patologia. Że klub zacznie działać racjonalnie na rynku transferowym. Że zacznie się Złota Era Dumy Katalonii. Wybory nastały w najgorszym dla poprzedniego zarządu okresie. Po zdobyciu potrójnej korony, przyszedł sezon dużo słabszy. Wyszarpana liga w ostatniej kolejce, porażki z Interem i Sevillą w pucharach, do tego tragiczne ruchy na rynku, spowodowały, że łakomi (po cudownym roku) na sukcesy socios, chcieli zmian.

Wystarczy powiedzieć, że kandydat spod skrzydeł Joana Laporty zajął ostatnie miejsce. Siła mediów. Zarząd, który po latach posuchy zbudował najwspanialszą drużynę wszech czasów, odchodził w hańbie. Dlaczego? Bo nie udało się obronić Pucharu Europy? A może dlatego, że Ibrahimović się nie sprawdził?

A kto postawił na Rijkaarda? Kto za swojej kadencji, postawił na trenerskiego no name’a Guardiolę? O tym media podczas kampanii nie wspominały. Cóż, wygrał Rosell, a teraz płacimy za to krwią.

Dla większości kibiców Barcelony Johan Cruijff to już tylko nudny temat z historii. Laporta jednak wiedział kim jest Holender dla Barcelony. Nawet Di Stefano nie można porównać do byłego trenera. Ówczesny prezydent postawił sobie za cel oddać królom to, co królewskie. Dlatego Ronaldinho, mimo swojego koszmarnego upadku, zawsze będzie oklaskiwany na Camp Nou. Powiedziecie, że za Rosella byłoby tak samo. Uwierzcie mi, że gdyby to nie był Ronaldinho, którego ściągnął właśnie Sandro, to sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Prezydent mówiłby o zgniłym jabłku, które niszczyło klub. Albo jak Edmilson o czarnych owcach. Mówiłby wszystko, byle smród oddalić od siebie.

Cruijffa wyrzucił z posady honorowego prezesa Barcelony! Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby Perez poszedł do Don Alberto i powiedział mu: “Nie ma w statucie takiego stanowiska, dlatego musisz odejść”? Lincz i samosąd zostałby dokonany, zanim Florentino zdążyłby zamknąć usta. Ale on by tego nie zrobił. Bo mimo swoich wad, jest madridistą. Mimo, że słowo negocjacja u niego nie istnieje, to każdy ruch na rynku transferowym był robiony z miłości do Realu. Tak samo było z Laportą.

Ja osobiście nie mogę już patrzeć jak ten syfiasty zarząd niszczy nasz klub. W jak chamski sposób zabija historię i kulturę klubu. Tito jest ich pomiotem. Pep nigdy by nie powiedział, że piłkarz wybierający Barcelonę “wybiera projekt sportowy a nie finansowy”. Jakby Realowi nie zależało na sukcesach, a Messi grał dla Blaugrany charytatywnie.

A teraz “dziękują” piłkarzowi, który wygrał najtrudniejszy dwumecz. Człowiekowi, który za każdym razem wracał silniejszy. Usprawiedliwienia, jakoby było to spowodowane decyzjami sportowymi, jest kompletnym absurdem. Abidal zagrał cztery mecze. Każdy perfekcyjnie. Pique i Alves, grający padakę cały sezon, w Barcelonie zostają. Za zasługi, za nazwiska i Bóg Jedyny wie za co jeszcze. Jedno jest pewne – na 100 % nie za formę.

Łzy Abidala oczywiście oznaczały smutek związany z odejściem z klubu, dla którego walczył przez ostatnie dwa lata. Dla mnie są one symbolem rozpaczy nad losem Barcelony. Klubu, który jest w najgorszej sytuacji od lat.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273