W cieniu sław: Hipokryzja jest koloru białego

“Mel zapewne chciałby wierzyć, że sędziowie nie są za Realem Madryt, ale czy będzie tego samego zdania po tym spotkaniu?”. Takie oto zdanie po meczu Królewskich z Betisem Sevilla, wypowiedział dziennikarz tygodnika “Piłka Nożna”, Leszek Orłowski. Liczba błędów w lidze hiszpańskiej jest przeogromna . Ale nie o tym będzie dzisiejszy felieton. Nie, dzisiejszy felieton poruszy kwestie zupełnie inne. Smutne, a czasem nawet żałosne.

Na konferencji prasowej w końcu po wielu miesiącach pojawił się znów chamski Portugalczyk Mourinho. Tak gwoli przypomnienia, ostatnimi dniami w mediach z głupotami na ustach pojawiał się rzecznik trenera Realu, który wyręczał go w marudzeniu. Nadeszła jednak chwila, że sam “król” wyszedł z zamku do pospólstwa. Zaatakował Pepa, a właściwie osobę do złudzenia przypominającą z opisu Guardiolę jednak nie posiadającą imienia, nazwiska czy nawet pseudonimu. Z wywodów The Special One jasno wynikało, że uważa trenera Barcelony za dwulicowego i fałszywego mężczyznę. O ironio mówi to największy ze znanych większości hipokrytów. Ale ja nadal nie o tym. Świadkami rabunków będziemy chyba już do końca sezonu i na to wpływu nie mamy. Możemy jednak zareagować na bezczelność i kłamstwa ludzi utożsamiających się z Królewskimi w Polsce.

Tak, o tym dziś będę pisał. O hipokryzji wśród właścicieli pewnej popularnej strony dla kibiców Los Blancos. Powiem więcej zaatakuję ich bronią, której używa trener ekipy, którą to tak kochają, czyli wysłanie wyrazów niezadowolenia bez ich wcześniejszego zaadresowania. Na tymże portalu zawsze widniały, widnieją i widnieć będą kontrowersyjne tematy i newsy. Naprawdę nic mi do tego, szczególnie, że na łamach naszego Bloga też pojawia się tematyka, która znajduje swoich przeciwników. Jednej rzeczy redaktor nawet najmniejszej strony (a co dopiero mówiąc o takim hegemonie) robić nie może. Redaktor ma prawo być stronniczy, być krytyczny, ale nie może kłamać, a tym bardziej nie przystoi mu być hipokrytą.

Prawdziwego kibica “Białych” boleć musi to, że po czterech latach bez tryumfu w lidze, puchar za mistrzostwo może być zdobyty w sposób taki, a nie inny. Królewscy nawet bez pomyłek sędziowskich na ich korzyść byliby na prowadzeniu, z tym, że Blaugrana traciłaby do stołecznych jedynie punkt, a nie dziesięć. “Kibiców” prowadzących tejże wcześniej wymienionej strony ten fakt nie denerwuje. Ba! Nie jest dla nich nawet neutralny. Sytuacja w La Lidze ich raduje i napędza ich kłamstwa oraz głupotę. Tak, nie boję się tych słów, bo nie są one bezpodstawne. Na samym początku sezonu Real pokonał na wyjedzie Sociedad. Mecz bez większej historii, gdyby nie brutalny faul na Sergio Ramosie. Leszek Orłowski powiedział wtedy: “Francuz obskrobał obrońcy Królewskich marchewki”. Co dziwnego jest w tym sformułowaniu? Wydawać by się mogło, że nic. Jednak na www.zróbmyzigływidły.pl pojawiła się informacja jaki to nieprofesjonalny jest komentator ligi hiszpańskiej na Canal Plusie. Zastanawiam się, aż do dziś jakich słów oczekiwali panowie piszący tego newsa? “Ależ mu się wje**ł w nogi”? A może: ” to było kur***ko mocne wejście”? Jeżeli oczekiwali takich słów rodem z rynsztoku to źle trafili, bo i człowiek jest to na poziomie i kanał bardzo popularny. Ale czy ci “kibice” wraz z idącą za nimi ślepo gimnazjadą zakończyli już swoje żałosne występy? Oczywiście, że nie! Teraz weszli na drogę kompromitacji i napisali pismo by pan Leszek L. nie komentował więcej  meczów z udziałem ich ukochanej drużyny, argumentując swoje pismo jakoby dziennikarz miał serce w barwach blau y grana.

Idąc z kolejki na kolejkę, z rabunków na rabunki mieliśmy coraz więcej złości w sobie i coraz więcej bzdur na popularnej stronie naszych odwiecznych rywali. W meczu z Rayo Vallecano, gdzie Sergio Ramos zmasakrował Costę, który później został opieprzony przez Pepego, który z kolei nazwał go nurkiem, byliśmy świadkami kolejnych skandali. Pomijając brak czerwonych kartek dla obu stoperów Królewskich i karnego dla klubu z przedmieść Madrytu, widzieliśmy czerwień pokazaną piłkarzowi gospodarzy za to, że Khedira potknął się o własne nogi. Szczerze? Miałem nadzieję, że przynajmniej raz przeczytam na tej stronie jakieś słowa rozsądku. Co miałem w zamian? Dziesięć informacji o tym, że piłka trafiła w rękę Busquetsa i kolejnych dziesięć o odgwizdanym spalonym na Falcao. A może tak coś o sobie i o swoim klubie? Ależ skąd! Na youtube pewien osobnik związany z tą witryną postanowił dodawać filmiki, w których to widać jak sędziowie ewidentnie pomagają Barcelonie. W swojej kolekcji ma już zatrważającą  liczbę meczów, w których dokonano tych obrzydliwych rabunków, liczba ta wynosi dokładnie… jeden.

W meczu z Betisem sędzia nie podyktował dwóch EWIDENTNYCH karnych dla beniaminka. Tak jest, dla beniaminka, który walczy o życie i byt w lidze. Co mogliśmy przeczytać na obiektywnej stronie kibiców Los Blancos? A no to, że sędziowie byli bezbłędni, a arbitrzy zasłużyli na szóstkę z plusem za prowadzenie zawodów. Na dodatek szanowny redaktor ów strony wybił mi z głowy medycynę, na którą chciałem się wybrać. Zawsze myślałem, że staw, który łączy ramię z przedramieniem nazywa się łokciowym. Ale od niedzieli już wiem, że jego prawdziwa nazwa to “kolano”.

Czy ci mili państwo uważają, że swoją pseudo złośliwością robią nam krzywdę? Bzdura! Mnie to szczerze bawi. Ale z kłamstwem zamierzam walczyć. Kradzieże w Primera Division wbrew punktowi widzenia arbitrów i kibiców nie szkodzą Barcelonie prawie wcale (niestety prawda jest taka, że w tej lidze wygrywać będą tylko Blaugrana i Real). Te intrygi mogą być śmiertelne dla takich klubów jak Betis, takich jak Rayo, czy inny Racing, które przez błędy sędziego mogą momentalnie znaleźć się w piekle Segunda Division.

Jak ta liga zamierza walczyć  o miano najlepszej z angielską, kiedy nie ma wyciąganych konsekwencji na sędziach?

Jeżeli któremuś z adminów strony przyjdzie to czytać, to proszę by przekazali swoim czytelnikom ode mnie jedno zdanie. “Przykro mi Madridistas, że przez waszych redaktorów hipokryzja w moich oczach przybrała kolor biały”.