W cieniu sław: Nie David. My też tego nie rozumiemy

villa_1650731a

Od dłuższego już czasu zadaję sobie pytanie, “z jakiej planety urwali się Pep Guardiola i Tito Vilanova?”. Cóż, normalni oni nie są. Oczywiście pisząc to, zdaję sobie sprawę z faktu, że znów wielu kibiców nazwie mnie sezonowcem, głupkiem, chamem itp. A wszystko dlatego, że krytykuję Josepa i jego byłego asystenta. Ludzi, którzy z zardzewiałej “Blaugrany” zrobili drużynę totalną, grającą takiż sam futbol.

Ja naprawdę tego nie neguję, bo czuję się zaszczycony, że mogę żyć w czasach, w których mój ukochany klub skompromitował Real na Bernabeu. Że rozjechał dwa razy Manchester United z najlepszym trenerem świata na ławce. Że jako pierwszy klub w Hiszpanii Barcelona wygrała potrójną koronę. Ja to wszystko pamiętam i doceniam, ale to już minęło, dziś nie jesteśmy (jeszcze) Mistrzem Hiszpanii. Na dodatek bardzo jest prawdopodobne, że już na 1/8 zakończy się nasza przygoda z Ligą Mistrzów. Taka jest teraźniejszość.

Dokładnie rok temu napisałem dwa felietony, w których spakowałem i chciałem jak najszybciej pozbyć się Pepa. Nie wstydzę się tego. Obrzucono mnie błotem, obrażano. Ja jednak zdania nie zmieniam tak łatwo i piszę co uważam za słuszne, nie pod publikę. A uwierzcie, mógłbym.

Pewnie, że artykuły na fcbarca.com są “poruszające” w dobrym tego słowa znaczeniu, bo “Duma Katalonii” jest w nich przedstawiona jako nieskazitelna i cudowna. Blog jest jednak blogiem, a naszym celem jest pokazanie Wam, drodzy Czytelnicy, Barcelony z innej strony. Być może, to my przedstawiamy ją taką, jaką rzeczywiście jest. O ironio.

Bo prawda jest taka, że gdzieś głęboko pod stertą pucharów leży coś bardzo śmierdzącego. Coś co się psuje i zamiast to wyrzucić, władze klubu siedzą i patrzą jak daleko ten odór się rozniesie. Szczęśliwie dla Barcelony w Madrycie wylało szambo i zepsute jabłko z Katalonii nie rzuca się w oczy, ale kto wie czy za rok, dwa, trzy to Camp Nou nie będzie stać po “uszy” w gównie? Możliwe? Bardzo.

Zlatan Ibrahimović do “Blaugrany” się nie nadawał, ale w potoku lamentów znaleźć możemy też prawdę. Szwed może czuć się oszukany i zraniony, bo Barcelona potraktowała go paskudnie i nie fair. Narobiono “Ibrze” apetytu. Mówiono, że gra będzie ustawiona pod niego. W końcu zastąpić miał Samuela Eto’o, który był głównym egzekutorem w ataku, dowodzonym dziś przez Messiego. Ibrahimović, wbrew wszystkiemu co się o nim mówi i pisze, wcale nie przyszedł do “Dumy Katalonii” z myślą, że to on jest najlepszym piłkarzem świata. Nie. Szwed wiedział, że nie ma lepszego od Messiego. Zlatan chciał uzupełnić Argentyńczyka, często dostawiając przysłowiową nogę.

I tak jak już pisałem, nie będę gadał, że oddawanie Ibrahimovicia było strasznym i niewybaczalnym błędem. Ale właśnie teraz brakuje nam kogoś takiego jak rosły napastnik PSG, albo jak Samuel Eto’o. Messi i Cristiano nie mają tych jaj co wyżej wymieniona dwójka. Pamiętacie może pierwsze “El Clasico” Guardioli? Mimo, że Real był osłabiony, to postawił na Camp Nou tak szczelny mur, że przebicie go wydawało się niemożliwe. Kiedy do wykonywania rzutu karnego podszedł Eto’o i przegrał pojedynek z Casillasem, wielu pomyślało, że dziś twierdzy Ikera zdobyć się po prostu nie da. A jednak… 1-0, bramkę strzela Kameruńczyk, który jeszcze chwilkę wcześniej wydawał się być antybohaterem spotkania.

Powiecie pewnie, że “Samu” wbił piłkę z pół metra do bramki, na dodatek zrobił to całkowicie koślawie. Może i tak, ale najważniejsze, że zrobił to, mimo że mecz mógł się dla niego skończyć po oddaniu (żałosnego swoją drogą) strzału z jedenastu metrów.

Rok później tego samego “wyczynu” dokonał Zlatan Ibrahimović. Szwed wszedł na boisko w drugiej połowie, żeby pomóc bezradnym kolegom i bądź co bądź zapisał się w historii klubu chyba najpiękniejszym (i najważniejszym?) wolejem. Może nie wiecie, że “Ibra” w meczach z Realem w barwach Barcelony rozegrał nieco ponad… 30 minut! A mimo, to strzelił gola na wagę zwycięstwa.

Messi jest najlepszy, co do tego nie mamy wątpliwości, ale czasem pęka. Co jest absolutnie normalne, bo jest człowiekiem. Ale kto ma zdjąć z niego presję kiedy i jemu nie idzie? Pedro? Alexis? Naprawdę bliżej do tego młodemu Tello niż tej dwójce.

Najbardziej żal mi Villi. Bo jest chłopakiem z jajami, który potrafi zachować zimną krew kiedy dookoła świat się pali (np. w meczach z Realem i United). Mimo wszystko Hiszpan jest tylko rezerwowym, bo przecież Alexis jest młody i w końcu wróci. Villa jest rezerwowym, bo Pedro walczy. Cholera! Co jest? To jakieś żarty?

Mimo że nie wierzę w to, że uda nam się wyeliminować Milan, to marzy mi się, żeby Villa zagrał i wykopał Włochów za burtę. Chciałbym, żeby następnego dnia Rosell zaprosił Davida i jego agenta do gabinetu w celu przedłużenia kontraktu.

A na koniec jeszcze jedno życzenie. Chcę, żeby Villa wziął umowę do ręki, wstał, podarł ją i wyrzucił do kosza.

Co jest? Dlaczego to zrobiłeś - powiedziałby zdziwiony Rosell.

Nie zasługuję na kontrakt. Daj go walczakowi Pedro. Ja odchodzę, robić coś mało ważnego. Strzelać gole.

Za dużo tych marzeń, ale czemu nie miałoby się to stać? A nie, zapomniałem. Villa pewnie nie zagra z Milanem i mój scenariusz będzie można sobie wsadzić głęboko w tyłek.

Ale nie martw się David, nie tylko Ty ich nie rozumiesz. To kosmici…

… albo wariaci.