W cieniu sław: Nie przesadzajmy

Adriano w walce o piłkę z Khedirą. Fot. Sport.es

Oczywiście, że chciałem zwycięstwa Barcelony. Nie kibicuję żadnemu innemu klubowi, czy to z ligi polskiej, czy też drużynie z mojego regionu. Piłka nożna powinna cieszyć oko, pozwolić nam się podniecać genialnymi zagraniami i akcjami. Nic i nikt nie daje mi tego poza Blaugraną.

Po sobotnim Klasyku można było usłyszeć wiele rzeczy. Że to znów ten zajebisty Real zatrzymał Barcelonę. Że liga zaczyna się na nowo i takie tam.

Pewnie Was teraz zaskoczę, bo dziś nie będę hejtował (tak zdaniem wielu ludzi robię) drużyny z Katalonii. Jasne, że gra wyglądała źle, ale kurcze nie przesadzajmy. Nigdy nie byłem skłonny do usprawiedliwiania kogokolwiek, czy też czegokolwiek. Możemy gdybać dlaczego w podstawowym składzie wybiegł Adriano na pozycji stopera, a nie testowany tam od jakiegoś czasu Alex Song? Dlaczego całe spotkanie na ławce przesiedział Villa? Po co wchodził Alexis?

Ale co nam po tym? Jakby Tito wystawił inną jedenastkę, a wynik byłby ten sam, o ile nie gorszy, to znaleźlibyśmy inne zapytania i pretensje do trenera. Taka jest prawda.

W lidze naprawdę osiągnęliśmy naprawdę świetne rezultaty. Sześć zwycięstw i jeden remis na siedem rozegranych kolejek to coś spektakularnego, a mimo to wykrzywiamy się. Bo 8 punktów na tym etapie rozgrywek to nadal mało, bo to był mecz u siebie i takie tam gadanie.

Śmieszne jest to, że Marki, Asy, Sporty i inne gazety obserwują różnicę między Barceloną a Realem, a wszyscy jakby oślepli i zapomnieli, że na ogonie Dumie Katalonii już teraz siedzi Atletico. I o ile ta bardziej czerwona część Madrytu nie da się po raz n-ty pokonać Królewskim w lidze, to będzie miała realne szanse na włącznie się do wyścigu o mistrzostwo.

Ale nie o drużynie Falcao teraz. W tym sezonie mamy bardzo dużo szczęścia. Nie powinniśmy byli wygrać, a nawet zremisować z Osasuną, a jednak zdobyliśmy trzy punkty. To samo było trochę ponad tydzień temu w Sevilli. Teraz też nie powinniśmy byli wygrać i sprawiedliwości stało się zadość.

Ja osobiście jestem bardzo szczęśliwy. Z takimi kłopotami w obronie i z niezwykle trudnym terminarzem, mogliśmy być w dużo gorszym położeniu. Ten sezon pokazuje nam wiele rzeczy. Krytyka Ceska była przesadzona, bo chłopak dał nam już ważne trzy oczka. Teraz media koncentrują się na Alexisie, który ma dopiero pierwszy dołek formy odkąd gra w Barcelonie.

Szkoda, że Katalończycy nie widzą gdzie naprawdę leży problem, a mianowicie w naszych – wydawać by się mogło, nieskazitelnych – wychowankach. Busquets gra tragicznie. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Żeby było śmiesznie, jeszcze w sierpniu dyskutowałem o nim z moim redakcyjnym kolegą, Kubą Sewerynem. Broniłem Sergio jak tylko mogłem. Oczywiście, że zdawałem sobie sprawę, że może wirtuozem nie jest, ale potrafi uspokoić grę w środku pola (to był mój argument na wyższość Sergio nad wieloma piłkarzami na tej pozycji). Właściwie potraFIŁ.

Ile to już idiotycznych strat miał Hiszpan w tym sezonie? W meczu z Osasuną kiedy w słupek trafił Nino to Busi bawił się na dwudziestym metrze. To jego wina, że napastnik rywali zabrał mu piłkę i zagroził bramce. Co by było, gdyby wtedy uderzał Ronaldo, albo jakikolwiek inny lepszy zawodnik niż były napastnik Teneryfy? No właśnie. Z resztą nie trzeba przykładu szukać daleko. Negredo strzelił na 2-0 po żałosnym podaniu DM Barcelony.

Dalej mamy Valdesa, który puszcza kolejną szmatę. Otwórzmy oczy na prawdziwe problemy – bo one istnieją – a nie szukamy nowych naprawdę niewielkich. Remis nie jest tragedią. Wraca Pique i szanse dostanie nareszcie Montoya, który wnosi do gry dużo więcej niż Alves. Co do Martina to patrzymy na narodziny gwiazdy. Zaufajcie mi. To defensor kompletny. Na swojej stronie prawie bezbłędny.

Jest dobrze. W Lidze Mistrzów mamy za sobą najtrudniejszego rywala, Benfikę. W La Lidze kilka trudnych terenów też można uznać za zaliczone. Chłopaki są głodni sukcesów i to jest najważniejsze. A nie to, że gdzieś się potknęli. Przesada, i jeszcze raz przesada.