W cieniu sław: Priorytety

Wielki tydzień już za nami, chociaż, co niektórzy pewnie dopiero zabierają się za świąteczne mycie okien, a kibice Barcelony mogą śmiało powiedzieć, że siedem ostatnich dni było dla nich niezwykle syte. Brzuchy pełne? To dobrze. Teraz nakarmmy drugą materię, z której jesteśmy stworzeni.

Człowiek jest ciekawą istotą. Tak różną od wszelkich innych stworzeń Boga, a zarazem tak prostą do pojęcia. Tak schematyczną. A przez to złą. Stworzono nas z dwóch materii. Ciała, które jest jakże przyziemne. I duszy, której natury wielu nie zna. By żyć (a nie tylko egzystować) karmić należy tak opakowanie jak i zawartość. Uprzedzam przed wyłączeniem artykułu, TAK to jest felieton na stronie o Barcelonie…

… i o Barcelonie również. Być może ten tekst wyda się Wam pruderyjny, filozoficzny bądź nijaki. Płytki i nudny. A już na pewno Ci, którym zdarzyło się czytać moje publikacje sprawdzą dwa razy, czy na pewno autorem jest ta sama osoba, która stworzyła tak kontrowersyjną serię jaką jest „W cieniu sław”. Czasem jednak i w płytkiej kałuży znaleźć można więcej niż w najgłębszych wodach oceanu.

Jedzenie, picie, seks, zabawa i pasje. To pragnienia ciała. Uciecha dla zmysłów. Cel dla wielu. Nic w tym złego jeśli wszystko jest legalne. Pytanie jednak brzmi, czy to naprawdę da nam szczęście? Czy jeśli będziemy mogli napchać żołądki jedzeniem i piciem z najwyższej półki z naszych ust nie zejdzie uśmiech? Czy mając za partnerkę bądź partnera najpiękniejszą osobę będziemy usatysfakcjonowani? Jeśli każdą wolną chwilę spędzimy na zabawie, będziemy zadowoleni z czasu i sposób w jakim go wykorzystaliśmy? Czy realizując swoje pasje sięgniemy szczytu marzeń? Nie.

Albo inaczej, może nie w pełni. Za dowód mogą służyć nam wszelakiej maści gwiazdy, które przecież mają kasy jak przysłowiowego lodu, seksownych partnerów, domy jak pałace i wszystko to o czym pisałem wyżej. Mimo to co roku znajduje się ich zaćpane truchła w wannie. Umierających z powodu upojenia alkoholowego gdzieś w kalifornijskim rowie, albo wiszących w garażu. A przecież mieli wszystko. Mówiono im, że mieli wszystko „czego dusza zapragnie”.

KŁAMCY! Okłamali ich. Okłamali Was. Okłamali i mnie. Ci ludzie mieli wszystko czego ciało zapragnęło, ale tak jak i nie karmiąc ciała umieramy, tak samo nie dostarczając pokarmu duszy doprowadzimy siebie do tego samego końca. Dusza pragnie czego innego.

Ile razy zadaliście sobie pytanie czemu Ronaldinho, który jest talentem ponad miarę, który zdolnościami zjada (tak, zjada) Messiego i Cristiano razem wziętych tak stoczył. To nie przez sodówkę. To przez umiłowanie życia konsumenta.

Kiedy R10 kończył się jako piłkarz nie byłem już dzieckiem. Ciągle powtarzające się pytanie „gdzie podział się ten jego uśmiech?” miało dla mnie łatwą odpowiedź i tę odpowiedź przekażę Wam dziś i od Was zależy czy weźmiecie ją na serio czy wyrzucicie za siebie.

Brazylijczyk pochodził z biednych dzielnic. Obdarzony pozaziemskim talentem wymarzył sobie wspaniały dom, samochody, kobiety i sławę. Mając czarodziejskie różdżki zamiast nóg wyczarował sobie to wszystko w mgnieniu oka. I co dalej? Co potem? Zjadł już wszystko co było do zjedzenia. Wypił już wszystko co było do wypicia i kupił wszystko co było do kupienia. Póki przyozdabiał swoje opakowanie malował się na jego twarzy uśmiech, bo coś zmieniał. Kiedy skończył z powierzchownością nie wiedział co robić dalej. Nadal malował i zamalowywał to co już było czymś innym, ale wciąż ogarniała go ta wszechobecna pustka. Czegoś brakowało. Znasz to uczucie, prawda?

Dusza żywi się czymś innym. Ona żywi się dobrym słowem. Ona żywi się dobrym uczynkiem. Ona żywi się czymś czego nie dają owoce tej planety.

Piszę to wszystko, bo przerażeniem ogarnia mnie to co dzieje się już z nami wszystkimi. Prostymi ludźmi.

Kiedy samolot niemieckich linii lotniczych rozbił się w Alpach oczywiście mimowolnie wielu o tym usłyszało. Tego dnia dla wielu jednak wydarzyła się rzecz o wiele straszniejsza. Messiego bolał palec! Nie, to nie żart. Odsyłam w tej sprawie na fcbarca.com, gdzie kibice pod artykułem o reakcji środowisk Blaugrany na katastrofę pisali: „po co taki news tutaj?”, „co to ma wspólnego ze sportem?”. Otóż wiele moi drodzy. Ci ludzie być może wracali szczęśliwi po zwycięstwie swojej ukochanej ekipy w Klasyku. Pojechali, obejrzeli mecz i chcieli wrócić, jednak straszna śmierć nie pozwoliła im na to.

Somos uno – jesteśmy jednym. Kiedyś pisaliśmy o tym z Szymonem Ludowskim. Zwracaliśmy wtedy uwagę na to jak podzielone jest środowisko barcelonismo. Jak bardzo patrzymy na siebie samych. Jak kibice jednej drużyny mogą być wobec siebie podli. Jak więc możemy oczekiwać, że ci sami kibice będą empatyczni na takie zdarzenie? Przecież to ich nie dotyczy. Tamci ludzie nie dają im szczęścia. Jednak bez palca Messiego nie będą mogli dawać kolejnych pstryczków w nos kolegom w szkole. A przecież to tylko szczyt góry lodowej.

Ta kwestia dotyczy wszystkich sfer naszego życia. Zadajcie sobie jednak pytanie, czy bardziej podobał się Wam ten Klasyk, w którym Pepe wraz z Pique rozmawiali o malutkim Sashy, czy może ten, w którym chamstwo prezentowali tak Królewscy jak i Barcelona?

Czy nie brakowało Wam w zwycięstwach nad ekipą Mourinho tego „czegoś”? Nie czuliście tej pustki?

Ja czułem. Teraz, mimo skromnego tryumfu czuję się syty. Lepiej zjeść mniej karmiąc oba budulce niż napchać tylko jeden pomijając przy tym drugi.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273