W cieniu sław: Skąd te hektolitry spermy?

Czy Wy też poczuliście się ochlapani madrycką spermą? Ja na razie uskakuję to w prawo, to w lewo, ale jedyną receptą na ten deszcz nasienia jest zaciągnięcie majtek przez onanistę z Madrytu. Może się mylę, ale co takiego osiągnął Real, że redaktor Wołowski ślini się na samą myśl o Mourinho? Wygrał ligę, gratuluję, w końcu przecież musiał. I to wszystko? Co takiego zwojował Cristiano? Strzelił kilkadziesiąt bramek w tym całą masę z karnych. I tyle.

Ja pytam poważnie, o co do cholery chodzi? Powiedzmy sobie przecież wprost, ta liga nie jest nazbyt konkurencyjna. Ba, ona w ogóle nie jest konkurencyjna! Barcelona – Real, Real – Barcelona i tak w koło Macieju. Czym, więc jest wygranie takiej ligi, w której ma się jednego rywala? No właśnie, niczym. Pamięta ktoś może sezon 2009/10? Wtedy to odpadliśmy z Copa del Rey i Ligi Mistrzów, ale odnieśliśmy tryumf w lidze. Z tego co pamiętam, kibice uznali ten sezon za przeciętny, zresztą oceniam go w ten sam sposób.

Dzisiaj mamy jednak eksplozję w Madrycie. Real wygrał ligę! Detronizacja króla. Urra burra. Mourinho uznał, że w tym sezonie najważniejszym trofeum był właśnie puchar za mistrzostwo kraju. Rok wcześniej, takie cudowne odznaczenie, Mou przydzielił Pucharowi Króla. Niech się tylko zastanowię, dlaczego?

Teraz w stolicy Hiszpanii polerują tron dla Jose. Po raz n-ty pytam się kurcze za co? Rok temu przyniósł im michę (na dodatek zgniecioną i sponiewieraną przez klubowy autokar), a dziś wrzucił do niej ziemniaka. Brawo!

Cristiano znów przestał być pokorny. Coraz częściej szczeka, że przegonił Messiego. Że znów jest najlepszy. I nie przeszkadzałoby mi to, ale nie strawię gadania o tym jak to Real raz na zawsze zdetronizował Barcelonę. Kiedy tak się stało? Po wygranym Gran Derbi na Camp Nou całe 2-1? A może po zajebistym cyrku w ćwierćfinale Copa del Rey? Odpowiem mi ktoś, bo nie wiem?

Ja rozumiem głód sukcesu, ale takie chore skamlanie to już lekka przesada. Spójrzmy co się działo ostatnio w hiszpańskiej piłce. Atletico, które też jest z Madrytu (warto o tym przypomnieć władzom państwa), wygrało Ligę Europejską. Zawsze myślałem, że tryumf na arenie międzynarodowej – nawet w dawnym Pucharze UEFA – jest bardziej ceniony niż jakikolwiek tryumf na terenie kraju. Ale co ja tam wiem. Kibice czerwono-białych zostali spałowani, ostrzelani i rozgromieni przez madrycką policję. Dlaczego? Przecież wyszli się bawić i radować. W końcu wygrali ten puchar drugi raz w ciągu trzech sezonów, a to nie lada sztuka. W każdym bądź razie kazano się tłumowi rozejść do domów. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że kibiców Blancos potraktowano zupełnie inaczej. “Biali” balowali i chuliganili na Cibeles kilka dni, bo nareszcie udało się odebrać cokolwiek Barcelonie. Niech droga madrycka władza mi powie dlaczego w taki sposób traktuje się Królewskich, a w zupełnie inny kibiców Atletico?

Nie warto już nawet nawet wspominać o beznadziejnym gadaniu pani Esperanzy Aguirre, która wpadła na “wspaniały” pomysł na odwołania piątkowego finału. Santiago Bernabeu nas (Katalończyków i Basków) nie chciało, to przyjęło nas Calderon. “Ale będą gwizdy” – nie byłoby. A teraz?! Będą tak głośne, że usłyszy je sam Franco (niech mu ziemia ciężką będzie) i to przez panią! A no właśnie, byłbym zapomniał. Pani Aguirre nawiązała do dawnego tyrana. “Do tego Pucharu musi być szacunek, bo przecież wręczał go osobiście Franco”. Cóż, jest się kim chwalić.

Ciekawe dlaczego nikt się nie przyczepił do “remontu” stadionu Realu. No chyba, że klocek, którego zostawił po sobie w sedesie Pepe, był tak duży, że znów zapchał kanalizacje, to przepraszam, zwracam honor.

Ludzie! To jest paranoja. Obwieszczono Mou prorokiem futbolu kiedy tak naprawdę nie zrobił (oczywiście w stolicy Hiszpanii) jeszcze nic. Nie dajmy się omotać pismakom, pseudoredaktorom i gadaniu kibiców. Naprawdę, nic się nie stało. Real wygrał ligę. Szczere gratulacje!

Tak gwoli porównania. Pep podał się do dymisji, bo wygrał w tym sezonie “tylko” trzy tytuły, a ma przecież jeszcze szanse na czwarty. Mou Team natomiast wygrał pucharów… 1 (jeden). Guardiola mówi, że się wypalił, natomiast, niektórzy zaczynają myśleć i wierzyć w to, że Jose sam się począł. Coś tu jest nie tak.

Paranoja.