W drodze do Monachium; dobrze, ładnie i skutecznie

FC Barcelona z Bayernem Monachium to dwaj pierwsi półfinaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów sezonu 2011/2012. Kolejnymi zespołami zostały zgodnie z oczekiwaniami Real Madryt i Chelsea Londyn (po dramatycznym boju z Benfiką Lizbona). 27 razy zespół Pepa Guardioli mierzył się z przeciwnikami w rywalizacji pucharowej. Na swoją korzyść rozstrzygnął 26 taką próbę.

Prasa pisała:

Mocno poturbowany Milan w pierwszym spotkaniu na San Siro jeszcze obronił się przed Barceloną. Rewanż ćwierćfinału Ligi Mistrzów był już włoską drogą przez mękę. Na Camp Nou większość zespołów przyjeżdża bowiem jak na skazanie. Katalończycy jakby zapomnieli o trzech poprzednich spotkaniach. Pasiasty kotek znów dorwał pasiastą myszkę, lecz tym razem postanowił już ją pożreć. Przed spotkaniem naprawdę nie było na co narzekać i nad czym wybrzydzać. Płyta boiska była tym razem gładka jak stół, więc kataloński kocur zasiadł do kolacji na murawie. Jakby gdzieś się śpiesząc, bez większych ceregieli łapczywie wchłonął swoją ofiarę, dając jej jednak przerwę na jeden jedyny oddech między trzema śmiertelnymi kęsami.”

Hiszpanie zaprosili Włochów do wspólnej zabawy, jednak Master of Ceremony (MC spotkania) miała być tylko Blaugrana. Ale podopieczni Allegrego chyba nie zrozumieli intencji gospodarzy, próbując stawiać niewielki opór. Przybysze z sąsiedniej Italii nie docenili hiszpańskiej gościny, więc szybko zostali wyproszeni z przyjęcia.”

- To będzie nasz najtrudniejszy, a zarazem najpiękniejszy mecz sezonu – powiedział przed spotkaniem trener Katalończyków Josep Guardiola. – Najtrudniejszy, bo z włoskimi klubami ciężko się gra nawet Leo Messiemu. Ten bezlitosny snajper strzelił im w karierze tylko jednego gola, a tydzień temu na San Siro nie miał chwili swobody, poruszał się wyłącznie w tłoku.

W ostatniej serii spotkań między klubami z Hiszpanii i Włoch w tej edycji LM, Leo Messi właściwie nie zagrał wielkiego meczu, ale i tak był najlepszy na boisku. Pokazał po raz kolejny, że jest tym piłkarzem od którego dyspozycji strzeleckiej wiele zależy w przekroju całego spotkania. Współczesny Milan nigdy przez Barcelonę wychłostany nie został – jesienią przegrał 2:3 i zremisował 2:2, a w półfinale w 2006 roku przegrał 0:1 i zremisował 0:0. Tamten półfinał, to proszę Smoka, jednak inna epoka – epoka Milanu arcymocnego i broniącego trofeum, a także Barcelony już znakomitej, lecz czekającej dopiero na przyjście Guardioli, który jej system gry wzniósł na jeszcze wyższy, bliski perfekcji poziom.

Po wygranej w lidze nad Athletikiem Bilbao (2:0) Guardiola dał odpocząć kilku kluczowym graczom, by na Milan wystawić – terminologia hiszpańskiej prasy – jedenastkę galową. Znalazł się w niej także Xavi Hernández, który narzekał na drobne kłopoty z mięśniami. Barcelona całą energię wkłada w Puchar Europy, by wreszcie go obronić i obalić jeden z ostatnich argumentów przeciwników obwoływania jej drużyną wszech czasów. W kraju tytułu raczej nie obroni, choć wielu upatruje jeszcze choćby cienia szans przy ewentualnych potknięciach Realu.

A tymczasem szalejąca w szatni Milanu tajemnicza zaraza sprawiła, że na rewanż zabrakło zwłaszcza Holendra Marca van Bommela, bo bolał go kręgosłup, który nadwyrężył się zapewne pod ciężarem żółtych kartoników pokazywanych mu nagminnie w ostatnim czasie przez sędziów. W podstawowym składzie rossonerich Massimiliano Allegri zmienił tyle, że Daniele Bonerę zastąpił na prawej obronie Ignacio Abate.

Tydzień temu wydawało się, że prędzej Alexandre Pato będzie pauzował do końca sezonu, niż postraszy Barcelonę. Jednak zawodnik niespodziewanie wznowił treningi. Brazylijczyk przebywał w USA, gdzie miano wyjaśnić jego niedyspozycję mięśniową. Jesienią wystarczyła mu niecała minuta aby strzelić gola na Camp Nou. Ale powtórki z tamtego wydarzenia nie było. Pato nawet jako dżoker, na którego szybkość tak liczył Allegri, nie dotrwał do końca spotkania, a jego gościnny występ trwał tylko 14 minut. Szkoleniowiec drużyny z Mediolanu po golu Iniesty dokonał trzech zmian, jednak nie przyniosły one większego pożytku.

Barca zagrała dobrze, a co najważniejsze niezwykle skutecznie. Gdyby zagrała rewelacyjnie w ataku, to skończyło by się w moim mniemaniu dodatkowo 2-3 bramkami. W obronie to był kolejny mądrze rozegrany mecz. Szczególnie pressing i odbiory na połowie Milanu były wysokich lotów,a piłka krążyła (może nie cały czas) naprawdę szybko. Za to przy kilku klepkach ręce same składały się do braw. Piłkarze Rossonerich wyglądali tak jakby zostali wydrenowani przez zmęczenie i najwyraźniej odczuwali w nogach osiem marcowych spotkań w tym to, rozegrane i wydłużone do 120 minut (w Pucharze Włoch) z Juventusem Turyn.

W meczu, który na dobrą sprawę mógłby się podobać (tu punkt widzenia zależny był od punktu siedzenia) nie zabrakło jednak kontrowersji, zwłaszcza, gdy sędzia dyktował drugi rzut karny dla gospodarzy. – Barcelona otrzymała dwa karne – jeden od nas, drugi od sędziego – stwierdził trener Milanu. W swoim niezadowoleniu z pracy holenderskiego arbitra wtórował mu Zlatan Ibrahimović. – Doprowadziliśmy do remisu i wtedy podyktowano przeciwko nam kolejnego karnego. Nie rozumiem tego, ponieważ piłka nie była nawet w grze, a on zagwizdał. To było dziwne i popsuło mecz – stwierdził były gracz Barcelony zaraz po spotkaniu. – Barca nie potrzebuje tego typu rzeczy, w końcu mówimy o najlepszej drużynie na świecie. Teraz już rozumiem dlaczego Jose Mourinho jest wściekły, kiedy tutaj przyjeżdża.

Nas bardziej od wypowiedzi Ibry cieszy, że dwoma golami z karnych Messi wyrównał kolejny rekord, do tej pory należący do Jose Altafiniego z 1963 roku. Wtedy to ówczesny gracz Milanu zdobył w rozgrywkach o Puchar Europy 14 goli. Obie bramki Leo zdobyte w tym spotkaniu, było właśnie kolejno 13 i 14 trafieniem w tegorocznej Lidze Mistrzów. Genialny Argentyńczyk został tym samym samodzielnym rekordzistą pod względem goli zdobytych w tych rozgrywkach w jednym sezonie. Wcześniej rekordowe 12 bramek z sezonu 2010/2011 dzielił z Holendrem Ruudem van Nistelrooyem.

Jeśli jednak bez dodatkowych kontrowersji podsumować oba spotkania, to w każdym z nich Barcelona przeważała nad mistrzem Włoch i nad drużyną zmierzającą pewnie po scudetto. Bluagrana miała więcej sytuacji stu procentowych, więcej strzałów, więcej czasu przy piłce. Milan nie miał żadnych argumentów (może jedynie poza agresywną grą we własnym polu karnym). Ostatecznie to Barcelona awansowała do półfinału w pełni zasłużenie. Gdyby pominąć spotkanie na San Siro, Katalończycy wygrali po raz jedenasty z rzędu, strzelając średnio 3,3 gola na mecz.

Zatem znamy już pary wszystkich czterech półfinalistów. Miałem nadzieję na kolejne spotkanie Chelsea – Barcelona. To nie tylko będzie rewanż za półfinał z 2009 roku z błędami arbitra Ovrebo z drugiego spotkania, jak również błędami pana Starka w pierwszym spotkaniu (m.in. nieodgwizdany karny po faulu Bosingwy na Henrym). Będzie to także rewanż za 1/8 finału w sezonie 2004/05, gdy w pierwszym spotkaniu sędzia Frisk wyrzucił Drogbę i później po nawołaniach Mourinho (pamiętne wchodzenie szwedzkiego arbitra do szatni Katalończyków) oraz groźbach “fanów”, Frisk musiał zakończyć sędziowską karierę. W końcu będzie to rewanż również za drugie spotkanie (fenomenalne widowisko), kiedy Collina nie gwizdnął faulu Carvalho przy decydującej bramce Terry’ego. Rok później znowu były kontrowersje, gdy Asier Del Horno wylatywał po brutalnym zagraniu na Messim.

Barca – Chelsea to bez wątpienia szlagier. Zawsze w tych spotkaniach jest skumulowany ładunek wielu emocji, czy to związanych bezpośrednio z grą, czy też z błędami arbitrów. Jeśli tylko Chelsea będzie w stanie zagrać na bardzo wysokim poziomie i będzie w stanie się przeciwstawić Barcelonie, to z pewnością znowu będą kontrowersje, a jeśli dołożymy do tego, że pomiędzy tymi spotkaniami odbędzie się Gran Derbi, to znów będzie mowa tylko i wyłącznie o “nieomylnych panach w czerni”.

Przed rewanżem na Santiago Bernabeu, wszystko zostało już wyjaśnione na Cyprze. Ten mecz z APOEL-em miał być tylko formalnością dla graczy Królewskich i tak właśnie się stało. Mourinho dokonał kilku zmian w porównani z pierwszym spotkaniu na Cyprze. Na boisku od początku pojawili się Varane, Altintop, Sahin oraz Granero. Bramki strzelali Ronaldo, Higuain, Di Maria i Kaka. Real Madryt wygrywa w dwumeczu 8:2 i awansuje do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z Bayernem Monachium, który z kolei w dwóch rozegranych spotkaniach z Olimique M. strzelił rywalowi łącznie cztery bramki zachowując przy tym czyste konto po stronie strat własnych.

Droga do półfinałów piłkarskiej Ligi Mistrzów w Monachium ukazała nam po raz kolejny piękno tego sportu. Czy jest się fanem Barcelony, Realu Bayernu czy Chelsea nie można pozostać obojętnym przede wszystkim wobec ciężkiej pracy piłkarzy na boiskach. Niespodziewanych zwrotów akcji, niesamowitych bramek oraz wspaniałych zagrań i indywidualnych popisów współczesnych geniuszy futbolu. To wszystko jest przecież solą futbolu zwłaszcza tego z pod szyldu Champions League.