W poszukiwaniu stabilności

 

Od meczu z Realem Madryt na Santiago Bernabeu nie dzieje się zbyt dobrze. Drużyna Luisa Enrique od początku sezonu nie błyszczała, ale grała na przyzwoitym poziomie, a transfery Mathieu i Bravo okazały się strzałami w dziesiątkę. Zespół po dwóch ligowych porażkach z rzędu powoli wraca na właściwe tory, zajmując drugie miejsce w La Liga. Ciężko jednak być optymistą widząc obecną grę Dumy Katalonii.

Dla Enrique przerwa na mecze reprezentacji powinna być czasem wytężonej pracy. Jego zespół ma wiele problemów, które muszą być natychmiast rozwiązane. Jednak trener powinien skupić swoją całą uwagę na osiągnięciu stabilności zespołu. Tej najbardziej brakuje, przez co zawodnicy podczas meczu często są zdezorientowani, nie wiedząc jak dokładnie mają grać. Tak samo jak kibice siedzący na trybunach Camp Nou, gdy widzą Leo Messiego wracającego po piłkę aż do własnych obrońców.

W takiej sytuacji od razu nasuwa się pytanie – gdzie byli pomocnicy? Jednym z głównych zadań defensywnego pomocnika, w tym przypadku Busquetsa, jest wyprowadzanie piłki od obrońców do linii pomocy. Jest katalizatorem łączącym środek pola. Hiszpan coraz częściej zawodzi, chociaż jest pierwszym wyborem Enrique na tę pozycję. Konkurencję ma poważną, ale Mascherano nie jest doceniany w oczach trenera jako pivot. Nie ma co się z drugiej strony dziwić, skoro Barcelona pomimo zakupu łączenie trzech obrońców, nadal ma poważne problemy w grze defensywnej.

Tutaj również nie ma żadnego zaskoczenia. Barcelona po odejściu Puyola zmagającego się z kontuzjami, które skutecznie wyłączyły go z gry na dwa lata (z przerwami) oraz Erica Abidala, nie może poradzić sobie ze skuteczną obroną własnej bramki. Promyk nadziei dał nam Mathieu, stając się ostoją linii obrony. Coś się zmieniło i Francuz stracił swoją dobrą formę. Nadal jest skuteczniejszy niż Pique czy Bartra, ale różnica nie jest już aż tak widoczna. To Mascherano kasuje większość akcji rywala, ale Argentyńczyk nie rozdwoi się i nie jest w stanie pokrzyżować wszystkich ofensywnych planów przeciwnika, co doskonale pokazują mecze z Realem, Celtą i Almerią.

W ubiegłym sezonie Tata Martino nie lubił rotować składem. Miał swoją podstawą „11” i zmieniał tylko w razie kontuzji lub gdy mógł sobie na zmiany pozwolić, np. w starciach ze słabszymi rywalami. Enrique od początku zapowiadał, że żaden z zawodników nie może czuć się zbyt pewnie. Dla trenera nazwiska ani zasługi nie miały mieć żadnego znaczenia. Choć o konfliktach z poszczególnymi zawodnikami mówi się dużo, to Enrique stosuje rotacje jakich już dawno w Dumie Katalonii nie było.

W 11 ligowych spotkaniach wystawiał za każdym razem inną „jedenastkę”. Jedynie obsadzanie w bramce Claudio Bravo i w ataku Leo Messiego nie zmieniło się. Obaj panowie wychodzili od pierwszej minuty we wszystkich dotychczasowych meczach La Liga. Kolejnymi ważnymi punktami w układance Enrique jest Dani Alves, który nie zagrał w jedynie trzech spotkaniach oraz Jordi Alba (również 8 meczów w podstawowej „11”), Mascherano (7 jako stoper, 1 raz jako pivot), Mathieu (7 + 2 jako lewy obrońca) i Busquets (10 występów). Na papierze nie wygląda tak źle, ale Enrique zbyt często kombinuje z obsadzeniem obrony, sprawdzając kto się z kim rozumie najlepiej. I jak początkowo ciężko było mieć zastrzeżenia do dwójek Mascherano – Mathieu oraz Pique – Bartra, tak teraz żadna para stoperów nie współpracuje ze sobą na tyle dobrze, żeby zagościć w podstawowym składzie na dłużej.

Identycznie jest z pomocą. Rakitić cieszył się sporym zaufaniem trenera i zaliczył sześć występów pod rząd, ale w żadnym ze spotkań nie błyszczał, przez co trener zamienił go na Xaviego. Rakitić wrócił na mecz z Celtą. Nawet słabsza forma Iniesty nie spowodowała posadzeniem go na ławce. Dopóki był zdrowy to grał. Teraz Enrique musi szukać alternatyw w postaci Sergiego Roberto i Rafinhi. To właśnie Brazylijczyk wystąpił w dwóch ostatnich meczach, ale na kolejny raczej nie ma szans. Trener nie postawiłby na niego, gdyby Barcelona pod nieobecność Iniesty usiałaby grać z Realem czy Atletico. Wtedy na środku pomocy wystąpiłby Rakitić z Xavim i tak też może być w najbliższym spotkaniu ligowym z Sevillą. Chyba, że Iniesta będzie już w pełni sił, w takim wypadku Enrique nie będzie bał się go wystawić.

Atak jest trochę bardziej skomplikowany. Wszyscy oczekiwali na powrót Suareza, ale gdyby Urugwajczyk mógł grać od początku sezonu, Munir ani Sandro nie dostaliby tylu szans. A z tego pierwszego trener często korzystał, bo aż sześciokrotnie wystawiał go w podstawowym składzie. Tyle samo występów ma Pedro. To wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo w ataku będą dzielić i rządzić niepodzielnie Messi z Suarezem i Neymarem. Enrique po raz kolejny nie popełni błędu, jak w meczu z Almerią i powinien konsekwentnie stawiać na wielkie, barcelońskie tridente w ataku.

Jednak to co najbardziej martwi, to mała liczba oddanych strzałów przez drużynę w bordowo-granatowych strojach. Barcelona ma najniższy procent strzałów oddanych zza pola karnego wśród wszystkich wielkich europejskich ekip. Nawet Bayern ma 32,2%, gdy Barcelona jedynie 27,5%. Jedyną bramkę z dystansu w tym sezonie z większej odległości strzelił Rakitić. Równie źle jest w rankingu oddanych strzałów na bramkę rywala. Barcelona oddała jedynie 189, gdy zajmująca 15 miejsce w Bundeslidze Borussia Dortmund 193. Jednak w porównaniu z Realem Madryt (199) nie wygląda to tak źle, ale tylko gdy zapomnimy, że Królewscy w tym sezonie imponują skutecznością.

Wszystko to przekłada się na mizerną liczbę goli w tym sezonie. Duma Katalonii strzeliła najmniej bramek od ostatnich 7 lat. 33 gole na koncie w rozgrywkach ligowych i Ligi Mistrzów nie imponują, tym bardziej, że ponad 3/4 tych bramek zdobył Neymar (14 goli) z Messim (11). Pozostałe bramki są autorstwa Sandro (3), Rakitica (2) oraz Xaviego, Pedro, Munira i Alby (wszyscy po 1).

Enrique musi w znaleźć swoją podstawową „jedenastkę”. Robienie średnio 4 zmian kadrowych na mecz w porównaniu z poprzednim, to lekka przesada. Tym bardziej teraz, gdy Barcelona od dwóch kolejek przestała być liderem hiszpańskiej ekstraklasy. Znalezienie optymalnego składu to klucz do sukcesu, a lepszego momentu hiszpański trener już nie będzie miał. Prawdziwy test dopiero przed nim.