Wataha się wzmacnia

Mario

Pewnego słonecznego poranka trener Chelsea, José Mourinho, wybrał się do sklepu. Idąc wzdłuż ulicy, po raz kolejny tego tygodnia rozgrywał we własnej głowie ostatni półfinałowy mecz Ligi Mistrzów. Nagle zatrzymał się tuż przed drzwiami sklepu z napisem „Atletico Madryt”. Zajrzał przez szybę i z gracją baletnicy wbiegł do środka. Chwilę zajęło mu znalezienie kasy, do której się od razu udał. Portugalczyk na ciepły uśmiech pani przy kasie odpowiedział jedynie: „poproszę napastnika, obrońcę i chcę odzyskać bramkarza, którego zostawiłem tu jakiś czas temu”. Miła pani zza kasy zapytała: „Zapakować?”, ale Mourinho był już przy drzwiach zostawiając za sobą puste dźwięki jego szyderczego śmiechu.

Niewielu przypuszczało, że drużyna Diego Simeone zdoła walczyć o puchar Ligi Mistrzów. Od zawsze była to jedna z najlepszych kopalń światowej klasy napastników. Choć po znakomitej formie Torresa z Atletico i Liverpoolu za wiele nie pozostało, to rewelacja zeszłego sezonu wydała takich piłkarzy jak Sergio Agüero (Manchester City), Radamel Falcao (AS Monaco) czy Diego Costa (Chelsea Londyn). Nikt nie miał wątpliwości, że Costa zostanie sprzedany w tym okienku transferowym i tak się też stało. Najlepszy napastnik Rojiblancos przeszedł do Chelsea za 38 mln euro. Ciężko było zatrzymać zawodnika, który niemal do końca rywalizował na równi z Messim i Ronaldo o najlepszego strzelca La Liga. A Atleti potrzebuje pieniędzy. W 2011 roku mieli dług sięgający 200 mln euro wobec wierzycieli, hiszpańskiego fiskusa oraz piłkarzy, którym nie wypłacono pensji. Jednak w tym roku za sprawą sensacyjnych wyników, Atletico nie zamierza znów być jednym z wielu. Rywalizacja o mistrzostwo Primera Division będzie jeszcze bardziej zacięta.

Miałem nadzieję, że wszystko wróci do normy i walka o tytuł Hiszpanii znów będzie galaktycznym pojedynkiem podzielonym na dwa akty. Ale nic z tego. Atletico po sprzedaży Diego Costy i Filipe Luisa Kasmirskiego (obrońca) do Chelsea, Sergio Asenjo (bramkarz) do Villarreal oraz Adriana Lopeza (pomocnik) do FC Porto za 11 mln euro, nie da rady się tak szybko odbudować. Stracili również pozostałych bramkarzy: Thibaut Courtois (Chelsea) i Daniela Aranzubię (Deportivo La Coruña) oraz Davida Villę (New York City), Diego (Fenerbahçe SK), Jose Sosę (Metalist) i wypożyczyli zdolnego młodego pomocnika Oliviera Torresa do FC Porto. Bez wątpienia w nadchodzącym sezonie będzie to zupełnie inna drużyna.

Kto by pomyślał, że zesłany przez Pepa Guardiolę na banicję Mario Mandžukić znajdzie się w lidze hiszpańskiej. Bez wątpienia transfer 28-latka za 22 mln euro z Bayernu Monachium jest jednym z transferowych hitów. Chorwat w 54 meczach dla monachijczyków strzelił 33 bramki. Próżno szukać drugiego tak skutecznego napastnika za takie pieniądze. Ale nie ma co się dziwić, że Mandžukić wybrał Diego Simeone. Argentyńczyk ma zupełnie inny charakter niż Guardiola, bardziej pasujący do okiełznania takiego zawodnika, dlatego współpraca między napastnikiem a jego nowym trenerem powinna układać się pomyślnie. Co prawda Chorwat nie jest zawodnikiem przypominającym ostatnie „9” klubu, dlatego też Simeone musi dokładnie przemyśleć strategię ataku z nowym nabytkiem. Na pewno nie jest to drugi Diego Costa i też ciężko oczekiwać od niego powtórzenia wyczynu Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem, ale Mandžukić może pozytywnie zaskoczyć i stać się zmorą bramkarzy w La Liga.

Diego Simeone odniósł spektakularny sukces zatrzymując u siebie Koke. Pomocnikiem zainteresowane były największe klubu z Europy, a jednak Hiszpan podpisał tego lata nowy kontrakt z Rojiblancos do 2019 roku. Jest to też najlepiej opłacany piłkarz drużyny ze stolicy – za sezon zainkasuje 6 mln euro. Zarówno Barcelona jak i Manchester United, które były nim najbardziej zainteresowane, mogły mu zaoferować o wiele lepsze warunki, ale w Atletico jest gwiazdą i prawdziwym liderem środka pola. Dla Simeone zatrzymanie Koke było sprawą kluczową, bo bez niego Mandzukić, ani Antoine Griezmann, nie byliby tak skuteczni.

Właśnie, transfer Griezmanna do Atletico Madryt był niemałym wydarzeniem. Nie dość, że Atleti ma obecnie rewelacyjny atak, doskonałą defensywę oraz skuteczny środek pola, to dodatkowo sprowadzili do siebie jednego z najlepszych skrzydłowych młodego pokolenia. Francuz przeszedł za 30 mln euro z Realu Sociedad San Sebastian. Można zachodzić w głowę jakim cudem gracz, który błyszczał na Mundialu w Brazylii za kontuzjowanego Francka Riberiego, został oddany za grosze, chociaż równolatek James Rodriguez trafił do Realu Madryt za 80 mln euro. Nic na obecną specyfikę rynku transferowego nie da się poradzić, lecz trzeba przyznać, że Atletico ma smykałkę do robienia świetnych interesów, a transfer Griezmanna takim właśnie jest.

Thibaut Courtois nie będzie łatwo zastąpić, ale w kwestii bramkarzy Atletico nie daje za wygraną. Najpierw sprowadzili Miguela Ángela Moyę z Getafe za 3 mln euro, a w połowie lipca ogłosili transfer świetnie prezentującego się w zeszłym sezonie Jana Oblaka z Benfiki Lizbony za 16 mln euro. Słoweniec ma trudne zadanie jakim jest zastąpienie Courtois, który w Atletico bez wątpienia wyrósł na najlepszego bramkarza młodego pokolenia. Jednak mając takich obrońców jak Miranda i Diego Godin, 21-letni bramkarz nie ma się czego obawiać.

Od początku tegorocznego okienka Diego Simeone bacznie przyglądał się sytuacji Cristiana Ansaldiego z Zenitu St. Petersburg. Początkowo klub chciał dokonać transferu definitywnego, ale ostatecznie zakończyło się na wypożyczeniu. Jest to gracz niezwykle przestronny, który może występować zarówno na swojej nominalnej pozycji, czyli lewej obronie, jak i na prawej czy w środku pola. Mając w pamięci ubiegłoroczną krótką ławkę Atleti, taki zawodnik to prawdziwy skarb.

Atletico nadal musi wzmocnić skład kilkoma piłkarzami, ale na pewno do klubu ze stolicy nie trafią Hiszpanie Torres, Cazorla i Callejón, ani Meksykanin Chicharito z Manchesteru United, który podobno był oferowany Atletico. Za to w składzie już niedługo może pojawić się rodak Simeone, 29-letni Ezequiel Lavezzi, którego Paris Saint Germain chce się pozbyć. Argentyńczyk miałby kosztować Atletico 18 mln euro, ale na przeszkodzie finalizacji transakcji ma stać wysoka pensja zawodnika. Lavezzi co prawda nie zachwycał na Mundialu w Brazylii i nie był pierwszym wyborem reprezentacji prowadzonej przez Alejandro Sabellę, ale ciężko nie rozpatrywać jego ewentualnych przenosin do Hiszpanii, jako wzmocnienia ataku Rojiblancos. Gdzie jak nie tu mógłby odżyć i stać się ważnym ogniwem drużyny. Jednak ważniejszym wzmocnieniem byłby Alessio Cerci z Torino. Simeone ma być zdeterminowany do pozyskania skrzydłowego w tym okienku.

Atletico Madryt wydaje niewielkie pieniądze w porównaniu z hiszpańskimi gigantami, lecz to drużyna Simeone dokonuje rozsądnych, a przy tym ważnych i tanich transferów. Drużyna ze stolicy po raz kolejny udowodni nam w nowym sezonie, że ma jaja, a spore długi i problemy kadrowe są niczym. Barcelono i Realu strzeżcie się, bo po raz kolejny walka o mistrzostwo rozegra się między trzema drużynami. Lecz tym razem Simeone i jego wataha jeszcze bardziej jest żądna krwi.