Więcej niż manita, więcej niż klub…

Barca nie zdejmuje nogi z gazu. Kolejne zwycięstwo w to sobotnie popołudnie było nie tylko drogą po trzy punkty, ani też dominacją, czy nawet koncertem – rywale z Madrytu zostali rozstrzelani 6:0, nie mając do powiedzenia praktycznie nic przez niemal całe spotkanie.

Starcie z Getafe było kolejnym takim, które Blaugrana ułożyła niemal w stu procentach pod siebie i w zasadzie to jedyna tworzyła na murawie coś konkretnego. Nie godząc w dobre imię przeciwników, bezsprzecznie nie radzili sobie dobrze. Rozpoczęli spotkanie od gola samobójczego w 8. minucie, kiedy to Juan Rodriguez wpakował piłkę do własnej siatki po dośrodkowaniu. Smutek osłodził im wprawdzie, jeszcze szybciej niż stracili bramkę, Leo Messi, marnując jedenastkę trzy minuty później. Blaugrana zrekompensowała się jednak bardzo szybko, i, jak się okazało, zdenerwowana podwoiła swoje starania. Już po 20 minutach gry Munir El Haddadi wykorzystał podanie Argentyńczyka w polu karnym Getafe główką w taki sposób, że palce lizać.

Co ciekawe, Azulones dość szybko schowali się w cień przytłoczeni presją wywieraną przez Barcę – dwanaście minut potem trafiła ona raz jeszcze do bramki, tym razem po prostopadłym podaniu Pchły do Neymara, a on, nareszcie się przełamując, po raz trzeci w ciągu pół godziny pokonał Guiatę, a to nie był koniec ostrzeliwania w tej partii meczu. W 40. minucie do piłki dopadł Messi, najwyraźniej wciąż nękany wyrzutami sumienia za nieudany rzut karny – odkupił więc swe winy, kiedy w przeuroczy sposób, obróciwszy się po dostaniu futbolówki, trafił do bramki po raz czwarty.

Druga partia spotkania od samego początku była skazana na “formalne dokończenie spotkania”, a przynajmniej tak właśnie wyglądała w skrócie. Rzuconych na kolana gości pierwszy dobił jeszcze Neymar, po raz drugi notując bramkę w tym spotkaniu w 51. minucie, ponownie po asyście Leo Messiego. A to nadal nie był koniec.

Ostatnią bramkę, powszechnie uznaną za najpiękniejszą, strzelił Arda Turan, po rzucie rożnym, kiedy po podaniu od Gerarda Pique strzelił do siatki z przewrotką. Jedynie przez ostatnie trzydzieści minut goście wykrzesali z siebie choć trochę siły, by skomplikować Azulgranie nagminne wyprowadzanie kontr, które ich pogrążały. Z drugiej strony Blaugrana nie czuła już wewnętrznej potrzeby dalszego zwiększania prowadzenia, gdyż zwycięstwo, prawdę powiedziawszy, zapewniła sobie już po 45. minutach spotkania.

Nie mogę powiedzieć, że Barca grała przez te półtorej godziny sama ze sobą, bo to byłaby przesada, jednak w dużym stopniu to spotkanie należało właśnie do niej. Najpewniej przyczyniła się do tego bardzo słaba forma Geta w tym sezonie, bo zajmują oni 18. pozycję w tabeli Primera Division. Do tego dochodzi też rozmach, z jakim kroczy Barca i który napawa optymizmem przed rewanżem z Arsenalem Londyn w środę, który naprawdę ma szansę wygrać. Na obecną chwilę nie można jej nic zarzucić, jedynie cieszyć się, chwalić i trzymać kciuki za tę wspaniałą passę.

FC Barcelona:

Bravo – Alba, Mathieu (61′ Vermaelen), Pique (69′ Bartra), Vidal – Iniesta (61′ Samper), Roberto, Turan – Neymar, Haddadi, Messi

Getafe:

Guiata – Emi, Vergini, Velasquez, Pereira – Yoda, Rodriguez, Medran, León (55′ Gómez) – Wanderson (78′ Mensah), Scepovic (54′ V. Rodriguez)


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273