Wielki Mathieu

 

Kojarzycie tego typu filmy, w których główny bohater jest najpierw wyśmiewany, a później pokazuje wszystkim swoją wartość i udowadnia, że się mylili? Pewnie każdy z Was przynajmniej raz taki widział. Widział też raczej Jeremy Mathieu, ale wtedy nie przypuszczał, iż to on będzie kiedyś pierwszoplanową postacią w takiej produkcji. Niektórzy dostrzegają nawet jego podobieństwo do aktora Paula Bettany. Jest ono pewnie, jakby to powiedział Jacek Gmoch, “naciągane jak plandeka na żuku”, ale trzeba otwarcie przyznać – na nominację do Oscara Francuz swoimi występami zasłużył.

Komedia

Zgodnie z konwenansami fabułę filmu należałoby przedstawić od początku. Długie południowoamerykańskie tasiemce tez pewnie są Wam dobrze znane. Oczywiście mam na myśli telenowelę pod tytułem “Kupmy sobie stopera”. Od momentu kompletnej klapy spowodowanej zakontraktowaniem pewnego ukraińskiego aktora nikt nie chciał wcielić się w rolę boskiego Alvaro. Może producenci bali się znów szastać gotówką, może potencjalni kandydaci nie czuli się na siłach, aby powalczyć o rolę ze starym wygą Puyolem. Tak jak w nowym programie TVP rolnik szuka żony, tak Barcelona szukała środkowego obrońcy. Wreszcie rozważono wszystkie opcje i zdecydowano się na zakup, który wywołał lawinę krytyki. Mówiono, że za stary, że za drogi, szydzono też z koloru jego włosów. Krzyczano głośno, iż z tak poważnego dzieła nie można robić komedii. Delikatnie rzecz ujmując Jeremy Mathieu dobrej prasy nie miał. Ostatecznie nie zwolniono ludzi odpowiedzialnych za jego sprowadzenie, a sam obiekt zainteresowania, wykorzystując wyciszające się stopniowo dyskusję na jego temat, spokojnie przygotowywał się do sezonu.

Sensacja

Debiut, mimo dużego doświadczenia Francuza, obarczony był dużą presją. Większe oczekiwania, większy rozmach. Mimo tego, premierowy występ wypadł bardzo dobrze. Widać było dużo pracy ze scenariuszem, a także korzystanie z porad reżysera. Nie zabrakło pościgów za napastnikami rywali, blokowania strzałów i pewnych interwencji. Zachwyty nie skończyły się na pierwszym akcie. Zdobywał sympatię widzów również w późniejszych spektaklach. Przypisywano mu rolę statysty, a nagle stał się głównym bohaterem wydarzeń w obronie Barcelony. Może i nie prezentował szczególnej finezji, ale ponadprzeciętną solidność na pewno. W każdym występie był jak bullterrier, wściekły byk i Tommy Lee Jones w Ściganym, i to razem wzięci. Peany na jego cześć można by mnożyć w nieskończoność. Zyskał nie tylko sławę, ale też więcej spokoju. Teraz już z właściwym gwieździe luzem zapala papierosa po udanym występie i nie martwi się, że ktoś znowu go przyłapie. Żaden z jego dotychczasowych występów nie godzi nazwać się horrorem czy też dramatem. Gra Mathieu to po prostu dobre piłkarskie kino.

Recenzja

Pomijając już nieco filmowe aluzje, zacznę od zalet. Wiadomo było od początku, że Jeremy doda katalońskiej defensywie centymetrów. Na plus zaskoczył mnie dodatkowo fakt skuteczności jego zagrań głową. Nierzadko napędza nimi akcje Blaugrany i niemal zawsze zagrywa tam, gdzie chce. Jeśli chodzi akurat o wyprowadzanie piłki, to z tym aspektem radzi sobie więcej niż lepiej. Najbardziej zszokował mnie jednak fakt szybkości Mathieu. Jak na takie gabaryty, jest chyba jakimś ewenementem pod tym względem. W tym miejscu skończę już z zachwytami i, jak prawdziwy recenzent, przejdę do krytyki. Jednego odnośnie Jeremy’ego boję się najbardziej – jego starć z szybkimi zawodnikami obdarzonymi dobrym dryblingiem. Francuz szybkość ma, ale koordynację ruchową i zwrotność już niekoniecznie. Może z czasem nabiorę do niego większego zaufania, lecz na chwilę obecną odczuwam niepokój, kiedy wyobrażam sobie tego typu starcia. Czasami też można u niego dostrzec dość dziwne zagrania, które mogą powodować dla drużyny zagrożenie. Nie wiem czy to wynik chwilowych braków koncentracji, czy braków technicznych. Ogólnie jednak, patrząc na całokształt i aspekt czysto sportowy oraz pomijając zapłacone za niego pieniądze, okazał się bardzo dobrym transferem. Polecam grę Mathieu i zapraszam wszystkich przed telewizory. To trzeba zobaczyć.