Wisienki na baskijskim torcie

Wygląda na to, iż Katalończycy czują się znakomicie w roli snajperów. Tego sobotniego popołudnia, podczas spotkania z Realem Sociedad San Sebastian Azulgrana nie pozostawiła zbyt wiele miejsca do popisu swoim gościom, wygrywając z nimi 4:0.

Wynik okazał się miarodajny – mecz w większości rzeczywiście był jednostronny, a Barca wzięła się do atakowania od samego początku. Niezłe akcje miała już około 10. czy 12. minuty, choć, po stronie przeciwnej, Sergio Canalesowi udało się parę razy przedostać do bezpośredniego starcia z Claudio Bravo. Nie stworzył jednak większego zagrożenia ani razu.

Co dalej? Blaugrana wyszła na prowadzenie już w połowie pierwszej partii, gdy do siatki trafił Neymar, po zgranej akcji z Messim i Danim Alvesem. Potem natomiast nastąpiła chwila ciszy, tak, jakby gospodarze próbowali uśpić czujność Realu Sociedad. I udało im się to, bo Luis Suarez pokonał Rulliego dwadzieścia minut później. A zrobił to wprost wybornie, ponieważ dośrodkowanie Alvesa usiłował z początku przyjąć jego kolega z reprezentacji, czujnie jednak asekurował go Urugwajczyk.

Drugie czterdzieści pięć minut otworzyły dwie kartki dla Basków, Sergio Canalesa i Rubena Pardo. W odpowiedzi zaś, bez większych niespodzianek, raz jeszcze “zapunktował” Neymar, trafiając po asyście Mathieu. Dało się również zaobserwować, iż swoje trzy grosze w tym meczu chciał dołożyć także Leo Messi. Systematycznie próbował ostrzeliwać pole karne piłkarzy z San Sebastian, którzy w tym meczu zwyczajnie nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Od czasu do czasu wprawdzie Claudio Bravo zmuszony był interweniować, tak, jak na przykład przy strzałach Yuriego lub Brumy, podobne akcje jednak nie stanowiły dla niego większego problemu, a czasem goście strzelali po prostu niecelnie.

Z początku i Pchle brakło szczęścia – zanim pokonał Rulliego obił każdy centymetr jego poprzeczki lub był blokowany, lecz gol najwyraźniej był tego wieczora jego głównym celem, bo wytrwale do niego dążył. Aż wreszcie go zdobył, w doliczonym czasie gry, niczym wisienkę na tym baskijskim torcie.

Pomimo iż mecz niekoniecznie rzucał na kolana, jeśli chodzi o emocje i akcje przyspieszające pracę serca. Myślę jednak, że wszyscy się zgodzimy z tym, iż taką Barcelonę zawsze jest przemiło oglądać. Bez dwóch zdań podtrzymuje swoją świetną passę, a fakt, iż do bramki strzeliło dziś całe nasze Tridente tylko uświetnia to zwycięstwo i cenne trzy punkty. Warto również wspomnieć, iż swój jubileuszowy mecz, bo już dwusetny w kadrze, rozegrał dziś Gerard Pique. Do pełni zdrowia powrócił także Javier Mascherano, który dziś wyszedł w podstawowej jedenastce. Mogę więc jedynie pogratulować im bardzo udanego świętowania. Oby tak dalej, oby tak dalej!

FC Barcelona:

Bravo – Alves (62′ Adriano), Pique, Mascherano (Bartra 69′), Mathieu (66′ Alba)– Busquets, Iniesta, Rakitić – Messi, Suarez, Neymar

Real Sociedad:

Rulli – Elustondo, Gonzalez, Martinez, Yuri – Canales (58′ Oyarzabal), Pardo, Granero, Priet – Vela (81′ Bruma), Agirretxe (73′ Hector)