Wojenne łupy

Real Madryt był czwartym zespołem z najwyższej półki, którego Barcelona z Luisem Enrique pokonała w tym sezonie. Po zwycięstwie nad PSG, Manchesterem City oraz Atletico Madryt, w ubiegłą niedzielę dołączył również Real Madryt. Po jesiennym blamażu na Camp Nou, wygrana z Królewskimi miała dodatkowe znaczenie. Choć teraz dla Barcelony wygrywanie z najlepszymi to chleb powszedni, na początku sezonu nie było to takie oczywiste.

Pierwszy poważny sprawdzian dla Luisa Enrique przyszedł całkiem szybko, bo już 30 września 2014 roku. Po wygraniu pięciu spotkań i zremisowaniu jednego w lidze, Barcelona mierzyła się w grupie Ligi Mistrzów z PSG. Messi i spółka doskonale znają ten zespół, w którym aż tak wiele od ostatniego sezonu się nie zmieniło. Paryżanie nie mieli być żadną przeszkodą w wywalczeniu pierwszego miejsca w grupie. Ale rzeczywistość okazała się bolesna i to Barcelona musiała przełknąć gorycz porażki. Enrique postawił na sprawdzoną jedenastkę i bez zaskoczeń wystawił Ter Stegena – Alvesa, Mathieu, Mascherano, Albę – Busquetsa, Rakitica, Iniestę – Pedro, Messiego i Neymara. Pique nie cieszył się u Enrique wielkim zaufaniem, bo forma Hiszpana nie pozostawiała złudzeń, że nie jest on jeszcze gotowy na trudy sezonu. Rakitić wkrótce miał złapać dołek i musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, a Suarez nadal był zawieszony. Ostatecznie gra Barcelony nie wyglądała tak źle. Zawiódł przede wszystkim Ter Stegen fatalnie wybijając piłkę w jednej z sytuacji, jak również Alves, zupełnie nieradzący sobie z szybkimi skrzydłowymi graczy Laurenta Blanca. PSG pokazał klasę i w trudnym meczu wygrał 3:2. Jedyne na co było stać Enrique to zmiana systemu gry z 1-4-3-3 na 1-3-3-1-3, gdy w 83 minucie na placu gry zameldował się Sandro za Alvesa. To mogła być zagrywka godna remisu, gdyby tylko Sandro w jedynej okazji wykazał się lepszą celnością.

Na kolejne wielkie spotkanie musieliśmy czekać zaledwie miesiąc. Nadal niepokonana w lidze Barcelona jechała na Santiago Bernabeu, udowadniając, że porażka z PSG to tylko niewielka wpadka. Wszyscy wiele obiecywali sobie po Suarezie, któremu kończył się ban akurat tego dnia. Trener postanowił nie kalkulować i wystawił w pierwszym składzie Urugwajczyka kosztem Pedro. Szkoda, że takiej samej pewności zabrakło w ustalaniu linii obrony. Enrique postanowił nie rezygnować z Mascherano w środku defensywy, ale nie chciał tracić przewagi w grze powietrznej, dlatego na lewej stronie umieścił Mathieu. Kuriozum całej sytuacji dodaje fakt, że Jordi Alba był od początku sezonu jednym z najlepszych graczy. Zrezygnowanie z niego oznaczało dla Iniesty i Neymara dużo więcej pracy. Mecz zaczął się rewelacyjnie dla Barcelony. Suarez z prawego skrzydła dośrodkował do Neymara, który bez problemu pokonał Casillasa. O wydarzeniach z kolejnych minut meczu każdy cule wolałby zapomnieć. Plan Enrique nie wypalił i nawet w 72 minucie Sergi Roberto jedyne co mógł zrobić, to nie dopuścić, żeby jego drużyna straciła kolejnego gola (co zresztą uczynił). Drużyna Ancelottiego zadała śmiertelny cios, po której Barcelona nie podniosła się nawet w kolejnym meczu z Celtą Vigo, przegranym 0:1. Barcelona nie tylko straciła lidera na rzecz Realu Madryt, ale spadła na czwarte miejsce w tabeli.

Liga toczyła się dalej, a Barcelona musiała po raz kolejny mierzyć się z PSG tym razem na Camp Nou. Dani Alves nie mógł zagrać w tamtym meczu. Montoya nie był ulubieńcem Enrique, a Douglas nadal był wielką niewiadomą. Jedyną opcją do obsadzenia prawej strony był Adriano. Trener ponownie zaskoczył składem – w linii defensywnej wystawił aż czterech stoperów. Na prawej zagrał Bartra, w środku Pique z Mascherano, a na lewej powrócił po nieudanym ligowym eksperymencie Mathieu. Jakby tego było mało, w środku pola wystąpił Busquets, Iniesta oraz… Messi, zaś atak tworzyli Suarez z Neymarem i Pedro. Czy miało prawo to wyjść? Jak najbardziej. Barcelona po nieudanym rozpoczęciu spotkania i stracie bramki już w 15 minucie, przebudziła się i rozegrała jeden z najlepszych meczów pierwszej połowy sezonu. Takie ustawienie pozwoliło na częste kontakty Messiego z piłką, co odciążyło Iniestę w rozgrywaniu piłki, obrona mogła skupić się jedynie na utworzeniu szczelnego muru, a atak czekać na genialne piłki od Argentyńczyka. Jednym z bohaterów meczu został Marc Bartra, koncertowo wywiązujący się z zadań prawego obrońcy. Może i nie wspierał kolegów w grze ofensywnej, ale czyścił prawą stronę niczym Alves za najlepszych lat. Nawet dynamiczny Lucas nie potrafił znaleźć sposobu na Hiszpana. Wygrana 3:1 z PSG okazała się punktem wrotnym w kolejnych ciężkich meczach Barcelony.

Duma Katalonii po wyeliminowaniu Elche z 1/8 Pucharu Króla trafiła na Atletico Madryt. Był to prawdziwy katalońsko-madrycki maraton rozpoczęty przez ligowe spotkanie na Camp Nou. Enrique na początku roku kalendarzowego odnalazł swoją once de gala, w której znaleźli się: Bravo – Alves, Pique, Mascherano, Alba – Busquets, Rakitić, Iniesta – Neymar, Suarez i Messi. Niech o skuteczności takiego składu przemówi fakt, że trzy strzelone gole podczas ligowego meczu z Rojiblancos zdobyła cała ofensywna trójka. Jedyne co mogło niepokoić w grze Barcelony, to przeciętna gra pomocników, którzy nie wspierali atakujących. Atletico w meczu ligowym nie istniało, co wcale nie oznaczało, że kolejne dwa mecze, tym razem pucharowe, okażą się dla podopiecznych Enrique spacerkiem. Pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe zostało rozegrane w Barcelonie. W 85 minucie sędzia podyktował rzut karny dla katalońskiego klubu. Strzał Messiego obronił Oblak, ale Argentyńczyk zdołał umieścić piłkę w siatce po dobitce. Enrique wystawił tę samą jedenastkę co we wcześniejszym spotkaniu, zmieniając jedynie bramkarza. Tydzień później Blaugrana była już na Vincente Calderon. Mecz nie rozpoczął się zbyt dobrze, bo już w 1 minucie Torres wykorzystał swoją sytuację. Osiem minut później Neymar wyrównał wynik spotkania, co oznaczało, że Atletico nie może już kalkulować. Ostatecznie Barcelona wygrała 3:2 po trudnym meczu. Enrique w przeciwieństwie do Martino znalazł sposób na bandę Diego Simeone, nie przegrywając żadnego z trzech spotkań.

City w Lidze Mistrzów to nie City z ligi angielskiej, ale patrząc na zawodników jakich posiada Pellegrini, ciężko nie mówić o nich jak o czołówce piłkarskiego świata. Dodatkowo to mistrz Anglii, więc nie można było ich lekceważyć, przynajmniej nie w pierwszym meczu, po którym zostawili fatalny obraz gry. Barcelona dominowała niemal przez cały mecz. City nie miało żadnego pomysłu na Barcelonę, za to Duma Katalonii miała na City (a przynajmniej Suarez miał). Urugwajczyk dwukrotnie trafił do siatki rywala, chociaż miał okazję do zdobycia hat-tricka. W końcówce meczu Messi nie strzelił z rzutu karnego (ani dobitki), przez co czekał nas drugi nerwowy mecz. Przynajmniej na papierze, bo Manchester City nadal zawodziło. Enrique zmuszony był do rotacji w składzie i za kontuzjowanego Busquetsa zagrał Mascherano, a w obronie parę stoperów tworzyli Pique i Mathieu. Reszta pozostała bez zmian. Barcelona łatwo poczynała sobie z graczami Pellegriniego, ale zabrakło celności. Hart wzniósł się na wyżyny sztuki bramkarskiej i gdyby nie jego parady, Messi, Neymar i Suarez mieliby co najmniej po dwie bramki. Barcelona wygrała 1:0 i wydawało się, że problemy z początku sezonu już dawno są za Enrique.

Niedzielny Klasyk miał raz na zawsze zmazać słaby występ Barcelony na Santiago Bernabeu z jesieni zeszłego roku. Na Camp Nou mogli pokazać niemal 99 tysięcznej widowni, kto tak naprawdę rządzi w Hiszpanii. Pomimo powołania Busquetsa do kadry meczowej, Enrique nie zdecydował się ryzykować i wystawiać go do pierwszego składu. Na pozycji defensywnego pomocnika wystąpił Mascherano, a Mathieu i Pique tworzyli parę stoperów. Obyło się także bez wynalazków w postaci braku Alby czy Rakiticia. Pierwsze minuty w wykonaniu obu zespołów były zachowawcze. Barcelona z każdą minutą zyskiwała coraz więcej przestrzeni, ale zabrakło im pomysłu na przedostanie się pod pole karne rywala. Od czego jest jednak Leo Messi. W 19 minucie z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne wprost na głowę Mathieu. Francuz bez problemu umieścił piłkę w bramce. Po stracie gola Real zaczął grać coraz ofensywniej, spychając Barcelonę do defensywy. Taka gra zemściła się i w 31 minucie Bravo został pokonany przez Ronaldo. Końcówka pierwszej połowy to ciągłe ataki Królewskich na bramkę gospodarzy. W drugiej połowie obraz gry zbytnio się nie zmienił. To Barcelona była atakowana. W 56 minucie bramkę z niczego strzelił Suarez i od tego momentu obraz gry zmienił się o 180 stopni. Real będący w trudnej sytuacji musiał się odtworzyć, a Barcelona tylko na tym zyskała. Można było mieć uczucie deja vu z meczu City. Messi, Neymar, Suarez, a nawet Alba mogli podwyższyć wynik meczu, ale brakowało im skuteczności. Po wejściu Rafinhi w 84 minucie Enrique zmienił system gry z 4-3-3 na 4-4-2, ustawiając w drugiej linii Mascherano, Busquetsa, Xaviego oraz Rafinhę. Jak można się domyślać było to ustawienie defensywne, co przyniosło skutki w końcowych minutach meczu, w których Real nie potrafił przedrzeć się pod pole karne Barcelony, chociaż w pierwszej połowie nie mieli z tym żadnego problemu. Blaugrana wygrała 2:1 utrzymując pozycję lidera, a Enrique udowodnił, że potrafi grać i wygrywać z obiema stołecznymi drużynami.

Droga którą przeszli gracze oraz trener była długa, żmudna, pełna zakrętów. Początkowe trudności mogły niepokoić, ale była to tylko cisza przed burzą, uśpienie rywali, aby nie pokazywać im od razu pełnego potencjału. Oczywiście nikt nie chciał przegrać tych meczów, ale dla nowego i mało doświadczonego trenera był to skok na głęboką wodę. Wystarczyło dać mu czas oraz odrobinę zaufania aby stworzył zespół taki, jaki on sam chce. To się udało i choć Barcelona nie gromi kolejnych rywali (potencjalnie by mogła, gdyby wykorzystywała przynajmniej co drugą dobrą sytuację), to regularnie wygrywa z najlepszymi. Walka o półfinał Ligi Mistrzów z PSG pewnie nie będzie odbiegał od standardów i Barcelona ostatecznie wygra oba mecze, a także majowe spotkanie z Atletico na Calderon. Enrique jeszcze nie zakończył zbierać skalpów.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273