Wychłostać Fattaha? Jak najbardziej tak! Si vis pacem para bellum

418931_491326174262780_445213108_n
Cuda się zdarzają. Ale kto by się spodziewał, że świadkiem jednego z nich będziemy właśnie we wtorek? Przeciwko Barcelonie świadczyło wszystko. Wynik z pierwszego meczu był gorzej niż zły. Nikt jeszcze w historii Ligi Mistrzów nie odrobił straty z pierwszego spotkana, kiedy ta wynosiła 2:0 lub wyżej. Dodatkowo barcelońska maszynka ostatnio się zacięła, udowadniając tym samym, że nie jest samograjem i nieobecność na ławce trenera bardzo jej doskwiera. Dodatkowo dwie kompromitujące porażki z Realem. Ale najbardziej pesymistycznym faktem było to, że przez 13 kolejnych meczów “Blaugrana” traciła przynajmniej jedną bramkę, a w rewanżu z Milanem czyste konto było kluczem do sukcesu. Te wszystkie fakty odebrały nadzieję wielu kibicom Barcelony. Także mnie…

Nie jestem kłamcą, ani obłudnikiem, który powie, że wierzył w Barcelonę całym sercem (mimo, że myślami byłem w Hiszpanii). Jeszcze wczoraj pisałem z moim Cule-kumplem o tym jaki autobus jutro zaparkuje w białym prostokącie na Camp Nou. Z resztą, przeczytać o moich przewidywaniach mogliście dzisiaj, kiedy wraz z kilkoma koleżankami i kolegami z redakcji bawiliśmy się w typera (dodać muszę, że mój imiennik ma zadatki na nowego Nostradamusa). Kocham Barcelonę, jest ona dla mnie najważniejszą rzeczą z rzeczy mniej ważnych, ale starałem się myśleć racjonalnie i zdrowy rozsądek mi mówił, że odpadniemy.

Bardzo teraz żałuję, że zwątpiłem w tych chłopaków. W ludzi, którzy zostali w trzy tygodnie postawieni pod murem. Zebrali dwa mocne prawe sierpowe od Realu i kolejne trzy lewe od arbitrów, którzy cierpią chyba na kurzą ślepotę. Właściwie może nie zwątpiłem w zawodników, a w system. System, w który od dłuższego czasu bawią się arbitrzy. Barcelonie nie wypada podyktować karnego, bo to nurki. Poza tym, dla UEFA bardzo zależy na zlikwidowaniu hegemonii w piłce nożnej. Bo hegemon na dłuższą metę się nie sprzeda, znudzi się. A futbol to poza pasją i emocjami, niesamowity interes, którego nie imają się kryzysy.

Po zagraniu a’la Bartman piłki przez Zapatę, po nieodgwizdanych ewidentnych karnych na Pedro i Adriano w meczach z Realem, zwątpiłem, że Barcelona będzie wstanie pokonać wszystkie przeciwności losu.

A jednak. Ta ekipa jest najlepsza w historii. Jest legendą, która cały czas wypełnia nowe strony w dziejach futbolu. Xavi powiedział, że to pokolenie potrzebowało remontady. Nie zgadzam się. To pokolenie otrzymało od “Dumy Katalonii” już absolutnie wszystko i ewentualny mega comeback, byłby jedynie wisienką na pysznym torcie. Ale Messiemu i spółce to nie wystarczałoi dokonali rzeczy niemożliwej. Być może tak historycznej jak gol Iniesty z 93. minuty meczu z Chelsea. “Blaugrana” zabiła Włochów, którzy słyną z obrony Częstochowy.

Tej nocy wszystko stało się inne. Barcelona stała nad przepaścią i musiała zrobić krok do przodu, dzięki Bogu był to kangurzy skok, który pozwolił znaleźć się na drugiej krawędzi otchłani. Tego dnia były dwie możliwości. Albo Barcelona sięgnie po raz kolejny niebios, albo rozpadnie się w drobiazgi, być może już na zawsze. Dziś mi, i wielu kibicom Barcelony, powinno być wstyd. Wstyd, że zwątpili w ludzi, którzy pokonali “Królewskich” na Bernabeu 6-2. Że spisali Puchar Mistrzów na straty.

Czy należy się takiemu Fattahowi chłosta? Jak najbardziej! Bo nadzieja umiera ostatnia,  a ja o tym zapomniałem.

Co do samego spotkania, już niebawem moi koledzy rozpieszczą Was artykułami o historycznym spotkaniu i niesamowitej ekipie. Ja od siebie chciałbym dodać tylko jedno: Jeżeli Mou myślał, że nas pokonał i wreszcie będzie miał spokój, to bardzo się pomylił! Barcelona nie umarła hipokryto. Obyś miał w tym sezonie jeszcze wiele powodów do płaczu.

Si vis pacem para bellum, Mou.

Si vis pacem para bellum.