Wygrać z błędami

Luis Enrique ma poważny problem z wygrywaniem na wyjazdach z zespołami z najwyższej półki. Przegrana z PSG w ramach Ligi Mistrzów mogła być tylko wpadką. W końcu Enrique pracuje w klubie od niedawna, a latem Duma Katalonii przeszła poważne zmiany kadrowe. Dodatkowym wytłumaczeniem mogła być niedyspozycyjność Luisa Suareza oraz Thomasa Vermaelena. Barcelona w lidze zachwycała, ale na jej drodze stanęła absurdalnie groźna drużyna Carlo Ancelottiego. Nie ważne są nawet te trzy stracone punkty, ale to, że Barcelona ma poważne problemy w grze z najlepszymi.

Klasyk rozpoczął się od mocnego uderzenia, ale po końcowym gwizdku nikt nie pamiętał już o bramce Neymara, a każdy zastanawiał się, jak Leo Messi mógł zmarnować 100% szansę na ustanowienie wyniku na 2:0. To co działo się później było podsumowaniem formy graczy Barcelony. Drużyna Enrique ugrzęzła gdzieś pomiędzy topowymi drużynami a średniakami. Są za mocni na większość drużyn z La Liga, ale gorzej poukładani, żeby nie napisać słabsi, od pretendentów do wygrania pucharu Ligi Mistrzów.

Jeszcze nie ma co bić na alarm, ale trzeba mieć na uwadze, że żółte światełko przeszło w pomarańczowe i jest już tylko o krok od czerwonego. Wszystko będzie zależało od domowego meczu z PSG, a wcześniej od spotkania z Sevillą na Camp Nou, a w następnej kolejce z Valencią na wyjeździe. Jeżeli Barcelona bez problemu poradzi sobie na własnym terenie z tymi wymagającymi przeciwnikami, wszystko powinno powrócić do normy. Kataloński klub często miał problemy z wygrywaniem na wyjedzie, choć akurat w ligowych spotkaniach z Realem Madryt radził sobie całkiem dobrze. Jednak nie wynik jest tu najważniejszy, a styl w jakim drużyna Luisa Enrique poległa w Klasyku.

Można po raz kolejny wieszać psy na słabej obronie, czy Messim, który nie zrobił kosmicznych rzeczy, ale największym winowajcom takiego stanu rzeczy jest sam trener. Pep Guardiola wielokrotnie rotował składem, często ryzykując w najważniejszych meczach. Jemu to wychodziło, lecz Enrique nie ma aż tyle szczęścia. Mister kosztem szybkości na skrzydłach postawił na zrównoważenie wysokości w defensywie. Jednocześnie na boisku chciał mieć Mascherano i Busquetsa. To wszystko powodowało jeden wielki chaos zarówno w defensywie jak i ofensywie. Zawodnicy często gubili się przy kryciu lub zagrywali na pamięć, lecz na pozycjach występował ktoś inny.

Wszystko to potwierdzają słowa Mathieu i Rakiticia, które wzajemnie się zaprzeczają. Francuz na antenie programu „Le club Liza” powiedział: „Byłem zaskoczony, że wystąpię na lewej obronie, ale to decyzja trenera”. Dzień później Chorwat udzielił wywiadu dla UEFA.com, w którym powiedział: „Luis Enrique ma wszystko bardzo dobrze poukładane w głowie i jest osobą, która przed każdym meczem przygotowuje każdy szczegół”. Najwyraźniej jednak nie jest tak różowo, jak próbuje nas przekonać do tego chorwacki pomocnik. Skoro Mathieu przed samym meczem dowiaduje się, że zagra na lewej obronie, to jednak Enrique nie ma gotowego planu w głowie, lub nie dzieli się nim wcześniej z zawodnikami. Matheiu robił co mógł w meczu z Realem, żeby jak najlepiej zastąpić Albę na lewym skrzydle. Jednak Iniesta i Neymar posyłali do niego piłki jak do Hiszpana. Może to przyzwyczajenie, a może jednak źle poukładana strategia Enrique.

Luis Suarez dopiero półtorej godziny przed meczem dowiedział się, że zagra od pierwszej minuty w El Clasico. Trenerzy mają rożne metody szkoleniowe i przygotowawcze, ale przed tak ważnym meczem jak z Realem, wyjściowa „11” powinna być zwarta i doskonale znać wszystkie najmocniejsze i najsłabsze strony całej drużyny. Z Realem wyraźnie było widać, że oprócz doskonałego początku, nic w Barcelonie nie zagrało tak jak powinno. Xavi byłby dobrym wyborem za Rakiticia, gdyby tylko Barcelona w pierwszej połowie grała w piłkę. Środek pola całkowicie zdominował Real i Barcelona mogła się tylko biernie przyglądać coraz to groźniejszym atakom Królewskich.

Xavi niczego nie zepsuł, lecz ogromne pretensje można mieć do Busquetsa i Iniesty. Ten pierwszy już dawno zatracił gdzieś formę i jest cieniem samego siebie z pierwsze połowy zeszłego sezonu. Mascherano zjada go na śniadanie, ale Luis Enrique najwidoczniej wystawia skład meczowy na podstawie zasług lub innego dziwnego systemu. Inaczej tego skomentować się nie da, skoro ani Montoya ani Bartra, nie mogą wygryźć ze składu porażająco słabego Alvesa i Pique. Ale analogiczną sytuację mamy z Iniestą. Barcelona ma problemy ze środkiem pola, a Hiszpan po odejściu Guardioli rozgrywa coraz to gorsze sezony. Jeszcze na wiosnę potrafił zaczarować cały świat nieprawdopodobnymi dryblingami, których nie da się nawet powtórzyć w Fifie. Dzisiejszy Iniesta jest bierny, przewidywalny i nieskuteczny w atakach. Fajnie, że dał próbkę swoich możliwości i przeprowadził kosmiczną akcję w meczu z Ajaxem, po którym niestety nie padł gol, ale nawet to nie przysłoniłoby fatalnej formy Hiszpana.

Tylko kim tu zastąpić Xaviego, Iniestę i Busquetsa? Sergi Roberto nigdy nie będzie zawodnikiem takiej klasy, a Rafinhia po długim czasie leczenia kontuzji dopiero wejdzie do drużyny. Choć i tak mam obawy czy będzie grał tyle na ile zasługuje. Jeszcze dwa lata temu moim marzeniem było zobaczyć braci Alcântara, którzy rządzą i dzielą środkiem pola z każdym przeciwnikiem. Starszy z braci cierpi na permanentną kontuzję w Bayernie Monachium, a drugi może nie dostawać wielu szans i w rezultacie odejdzie w ciągu 2-3 lat. Obym jednak się mylił i to Thiago wróci do stolicy Katalonii, żeby wraz z bratem stanowić taki sam duet, jak kilka lat temu Xavi z Iniestą.

Przez ban transferowy Luis Enrique musi korzystać z obecnych graczy oraz zawodników z La Masii. Jednak już zaczynają się pierwsze plotki, że Pedro odejdzie zimą do Anglii, a latem z klubem może pożegnać się Xavi, Montoya i Bartra. Ile w tym prawdy wiedzą tylko sami zawodnicy, jednak każde uszczuplenie obecnej kadry Barcelony nie skończy się dobrze w perspektywie braku przeprowadzenia transferów. Z Realem wyszedł skład, którego średnia wieku wyniosła aż 28,7 lat, gdy Ancelotti wystawił drużynę mającą 26,6 lat. Jeszcze gorzej wygląda to, gdy weźmiemy pod uwagę staż wszystkich zawodników. Jedynie czterech graczy: Bravo, Mathieu, Suarez i Neymar, grają w drużynie krócej niż cztery lata.

To pokazuje, że obecni zawodnicy Barcelony są już zwyczajnie sobą zmęczeni. Zbyt małą liczba transferów spowodowała, że Iniesta, Busquets, Pique, a nawet Messi, utracili dawną świeżość. Możemy w dalszym ciągu obwiniać kolejnych trenerów o nieudolną grę ich drużyn, ale żaden trener nie jest w stanie od razu odmienić całego składu. Atak i obrona została znacząco przebudowana, ale na nic to się zdało przy ciągle tej samej linii pomocy. Czas Xaviego i Iniesty na Camp Nou dobiegł już końca, tylko zmienników brak, którzy mogliby przesądzić o wygranej w najważniejszych meczach. Bo co to za interes, skoro Messi musi się wracać do środka pola po piłkę, żeby ta została przesunięta pod pole karne przeciwnika. Barcelona ma poważny problem ze środkiem pola, które najprawdopodobniej będzie dało naprawić się dopiero za dwa lata. Do tego czasu pozostaje nam wierzyć w powrót formy Iniesty.