Wykonane według planu

Alegria-de-los-jugadores-del-B_54362453375_54115221152_960_640

 

Tak, jak mówiłam wcześniej, spotkanie Barcelony z Osasuną nie obfitowało w wiele niesamowitych emocji, a faworyt był ściśle określony. Na Camp Nou nie mieliśmy dziś żadnych niespodzianek, „Blaugrana” bowiem rozgromiła gości 5:1.

Na samym początku spotkania widać było, że gracze z Pampeluny byli gotowi do ciężkiej walki, w drugim kwadransie gry udało im się nawet wyrównać wynik. Ich szczęście w tym meczu skończyło się jednak właśnie po bramce Raula Loego . Chwilę później zmuszeni byli grać w osłabieniu, gdyż czerwoną kartkę otrzymał Alejando Arribas, a rzut karny wykorzystał Leo Messi. Od tamtej pory błysk „Los Rojillos”, który i tak był nieznaczny, zaczął szybko słabnąć. „Barca” szybko przejęła kontrolę nad grą, ostatecznie kończąc to spotkanie manitą.

Pechowcami meczu byli z całą pewnością David Villa, który grał dziś od pierwszych minut, Alexis Sanchez i Thiago. Krytycy po tym meczu nie pozostawią prawdopodobnie na Chilijczyku suchej nitki, gdyż odkąd zmienił Pedro w połowie drugiej partii, nie wykorzystał ani jednej z wielu sytuacji podbramkowych. Wygląda to naprawdę nieciekawie, zważywszy na to, jak często dobre podania dostawał Alexis. Wraz z nim za głowę łapał się „El Guaje”, który także nie odnalazł szczęścia przez całe spotkanie. Najgorzej najprawdopodbniej czuł się w samej końcówce, gdy jego strzał odbił się od poprzeczki pustej bramki i spokojnie potoczył się w drugą stronę. Swoje trzy grosze chciał także dołożyć Thiago, ale jemu również szczęście nie dopisywało i parę razy minimalnie przestrzelił bramkę. Dla nich ten mecz to z pewnością szczęście w nieszczęściu. Thiago jednak gra dość regularnie w pierwszej jedenastce, zdecydowanie bardziej martwiłabym się o Davida i Alexisa. Szczęśliwy może być natomiast Leo Messi, który zdobył dziś swojego dwusetnego gola w La Lidze.

Mimo to sądzę, że „rozstrzelani” dziś piłkarze Osasuny daliby wszystko, by ich nieszczęście polegało na niecelności pojedynczych zawodników na tle zwyciężonego meczu. Wspominali, że nie chcieliby wyjechać z Barcelony ośmieszeni, niestety, zupełnie im się to nie udało. Gdy stracili swojego głównego obrońcę, nie byli w stanie skutecznie bronić swojego pola karnego przed atakami „Blaugrany”, nie mówiąc już o wyprowadzeniu kontrataku. Gdyby nie potężny pech Alexisa czy „El Guaje”, którzy dwoili się i troili, by zdobyć wreszcie upragniąną bramkę, rezultat spotkania byłby najpewniej o wiele bardziej upokarzający. Oczywiście, trochę bez sensu jest zastanawiać się nad tym, co by było, gdyby było, zawsze to powtarzam i powtarzać będę, aczkolwiek sam fakt, że „Los Rojillos” nie umieli powstrzymać całej masy strzałów, które o włos nie wpadły ich do siatki, jest naprawdę dołujący.

Nie nasza jednak w tym głowa, by rozczulać się nad pokonanymi rywalami. Zwycięstwo Barcelony naprawdę było do przewidzenia, nie dało się określić jedynie, czy będzie ono  dość „delikatne”, tak jak miało to miejsce w drugiej kolejce tego sezonu, czy tak, jak było to teraz, miażdzące. Graczy Osasuny pocieszyć może tylko fakt, że przecież nie są jedyną drużyną, którą zawstydziła wielka „Barca”.

Teraz jednak myślmy o wiele ważniejszym meczu, który odbędzie się już w środę.