Wymęczone, lecz warte zachodu

To chyba nie był dzień, który należał do Barcelony. Na La Rosaleda musiała wylać sporo litrów potu, by dopiąć swego – dała radę wyrwać rywalowi zwycięstwo, ale bynajmniej nie potoczyło się to równie łatwo, jak chociażby tydzień temu – tego sobotniego popołudnia wygrała bowiem z Malagą dość skromnie, bo 2:1.

Barca bardzo szybko wyszła na prowadzenie, już w 2. minucie po golu Munira, który z kolei poprawiał strzał Luisa Suareza. Dla jeszcze nie rozbudzonej dobrze Malagi było to jak wiadro zimnej wody wylane wprost na śpiącego w cieplutkim łóżku – tylko ją to rozjuszyło i podsyciło do natychmiastowego nadrabiania strat.

Było to do tego stopnia zorganizowane i skuteczne, iż sprawiało Blaugranie naprawdę spory problem przez sporą część meczu – to goście nagle stali się nieco stłumieni, gdy Andaluzyjczycy próbowali ich ugryźć. Z początku trochę brakło im szczęścia, bo, na przykład, w 15. minucie obili słupek bramki Claudio Bravo. Kwadrans po tym jednak naprawili swój błąd, kiedy Juanpi trafił do siatki z dystansu.

Mogło by się wydawać, że był to kolejny punkt zwrotny w tym spotkaniu – cóż, nie do końca. Zawodnicy Luisa Enrique potrzebowali jeszcze trochę czasu, by wreszcie wydostać się z amoku i zmienić bieg na wyższy, bo dopiero w drugiej partii spotkania, w 51. minucie raz jeszcze goście wyszli na prowadzenie, tym razem po przeuroczym golu Leo Messiego. Malaga jednak dalej była zupełnie niezrażona groźbą Barcy, ponieważ nadal utrudniała życie całej jej ofensywie, z golkiperem na czele. Prędko po golu Argentyńczyka stworzyli sobie kolejną okazję do ponownego doścignięcia Dumy Katalonii, zabrakło im jednak odważniejszego wykończenia akcji.

Procent posiadania piłki (ok. 82% w drugiej połowie dla Barcy) mówił wprawdzie sam za siebie, lecz gospodarze zanotowali jeszcze kilka ciekawych i co najmniej nieprzyjemnych dla obrony Azulgrany ataków. W tej na szczęście “coś” zdążyło się odblokować i nie dała się więcej zaskoczyć. Z drugiej strony jednak, na tym zamyka się lista strzelców tego starcia i jego najciekawszych fragmentów, bo gdy mecz był na swojej “ostatniej prostej” i z Malagi uszło już dużo powietrza, i Barca trochę uspokoiła oraz “wyregulowała” swoją grę.

Koniec końców, musiała się ona nieźle namęczyć, by przywieźć do domu trzy punkty. Wspomniałam o gorszym dniu podopiecznych Lucho, ale może to Andaluzyjczycy zwyczajnie czuli się wyśmienicie, w pełni sił, by uprzykrzyć trochę życia Barcelonie. I prawie im się to udało, lecz goście poderwali się wreszcie, tak, jak na mistrzów przystało i zanotowali kolejne, bardzo cenne zwycięstwo. O takowym mogę mówić co prawda każdego weekendu, bo jesteśmy na półmetku tego sezonu, a tabela Primera Division układa się naprawdę korzystnie z naszej perspektywy. Każdy komplet punktów jest więc bardzo cenny, dlatego: Visca el Barca!

FC Barcelona:

 Bravo – Adriano (73′ Roberto), Vermaelen (46′ Mathieu), Piqué, Vidal – Busquets, Iniesta, Turan – Munir (56′ Rakitić), Messi, Suárez

Malaga CF:

Kameni – Rosales. Ángeleri,. Weligton (83′ Duda), Torres – Juanpi, Camacho, Recio (69′ Fornals), Castro – Charles, Cop (80′ Santa Cruz)