Wypracowanie o ukochanym klubie – “Tylko blaski”

Słowem wstępu. Tekst został napisany przez 15-letniego fana. Pochodzi z zadania domowego, którego temat brzmiał: “Napisz krótkie wypracowanie o swoim ukochanym klubie i opatrz go odpowiednim tytułem”. Pytajniki w nawiasach, to moje wstawki, które zastanawiały skąd u małolata takie trudne słownictwo? Może zerżnął, ale czy to ważne?

Życzyłbym sobie takich treści lub w podobnym tonie, w wykonaniu naszych redakcyjnych koleżanek i kolegów. No i mnie oczywiście. Naprawdę moi drodzy, nieliczny już kwiat intelektualnie rozwiniętej i utalentowanej młodzieży, mógłby zawstydzić niejednego dorosłego redaktora. Że szkolny styl? A jaki ma być?

“Tylko blaski”

Od czasu przejęcia w 2008 roku przez Pepa Guardiolę stanowiska trenera FC Barcelony, klub ten zaczął przechodzić pewną transformację. Wraz ze swoim Misterem. Jedno pozostaje od lat wciąż niezmienne. Pep to obsesyjny entuzjasta i hedonista.

Ambitny, uparty, szczery. Wszyscy, którzy go znają te przymioty wymienia w pierwszej kolejności. Kiedyś Johan Cruyff powiedział o nim, że tak bardzo przejmuje się detalami, ze pewnego dnia może się rozchorować. – Obsesyjny, niezwykle zdeterminowany, bezpośredni, bliski, przyjacielski – wciąż mógłby wyliczać, aż do znudzenia kreśląc charakterystykę Guardioli, hiszpański guru sztuki, a prywatnie przyjaciel trenera David Trueba (?).

Z czym można “zjeść” Pepa Gurdiolę? To synonim współczesnego umiłowania futbolu. Opiekun pokolenia genialnych piłkarzy i współtwórca ich wybitnych osiągnięć. W rok po objęciu posady sternika dumnej fregaty, na której złotymi zgłoskami wypisana jest jej nazwa – Duma Katalonii – zdobył historyczne 6 tytułów FCB: Puchar Króla, Champions League, Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata. Rok później ma 40 lat. W maju po raz trzeci z rzędu wygrywa mistrzostwo Hiszpanii, triumfuje też w Lidze Mistrzów, zdobywając jako najmłodszy trener w historii ten tytuł po raz drugi. W tym sezonie brakuje mu jeszcze do kolekcji kolejnego Copa del Rey, Ligi Mistrzów i mistrza kraju.

Kiedy okazało się, że zarząd to właśnie jemu powierzy funkcję trenowania drużyny, sceptycznych komentarzy nie brakowało. W jaki sposób osoba tak młoda, o niewielkim doświadczeniu trenerskim, będzie w stanie zaprowadzić porządek w szatni pełnej genialnych, acz rozwydrzonych piłkarzy? Jemu laurkę wystawiają czyny i osiągnięcia. Pozycja drużyny Pepa Guardioli jest udokumentowana przez 13 trofeów zdobytych w 3,5 roku. Barcelona chce kolejnych. Słowo na niedzielę brzmi nieco hedonistycznie (?): “Rok 2012 poświęcimy na sprawienie sobie jak największej przyjemności”.  Czy to znaczy, że coś się zmieni w podejściu do gry ludzi, którzy zdobyli wszystko? Szczerze w to wątpię, aby nr 1 światowej piłki odnalazł nagle radość w przegrywaniu. W każdym razie trudno na to liczyć.

Guardiola jest hedonistą, który w myśl doktryny, kieruje się w swoim życiu wyłącznie zasadą poszukiwania przyjemności. No właśnie. To pewno dlatego Blaugrana prowadzona przez Pepa Guardiolę ma taką siłę, by wygrywać wszystko, by nie spocząć na laurach, tylko wciąż piąć się coraz wyżej. Przecież zdobyli już tak wiele, więcej niż inni śmieliby marzyć. Już przeszli do historii, a wciąż tę historię tworzą.

Dla mnie matrycą, wzorcem rozwoju i postępu Barcy, jej ewolucji przez trzy spędzone przeze mnie z nią lata, był finał Klubowych Mistrzostw Świata, które odbyły się w Japonii tamtego roku. Ledwie wybrzmiał ostatni gwizdek meczu z Santosem, a katalońska prasa wystartowała z ankietami zadając czytelnikom pytanie: czy mamy przed sobą drużynę wszech czasów? Brazylijskie media nazwały dzieło Guardioli „zespołem z innej planety”. Rzeczywiście. Oto na oczach najstarszych katalońskich kibiców z Camp Nou stało się coś, czego nie spodziewali się żyjący przez dekady w cieniu wielkiego rywala z Madrytu. Dziś już nie muszą skarżyć się na spiski sędziowskie, przywoływać bolesnej historii, wracać do mrocznych czasów dyktatur. Mają drużynę grającą w sposób rewolucyjny. To bardzo dziwny czas dla ludzi wyspecjalizowanych w cierpieniu. To piękny czas.

Wzorce graczy Barcelony bywają różnobarwne jak łowickie wycinanki. Pep Gurdiola wymyślił nowe zadania dla swoich podopiecznych, znosząc je niemal do poziomu boiskowej zabawy. Wszyscy razem tworzą jedną, wielką wspaniałą i szczęśliwą rodzinę. Wzorce niemal idealne, które dla innych po prostu są nie do skopiowania i być nie mogą. Paradoksalnie bowiem w przypadku Barcelony najprostsze rzeczy są najtrudniejszymi do powielenia.

W  jego marzeniach wszyscy gracze zespołu są pomocnikami. Rozgrywającymi w Barcelonie są nie tylko nominalni gracze drugiej linii, ale wszyscy: także obrońcy i napastnicy – stworzeni z jednej matrycy ukrytej w piwnicach „La Masia”. Gra zespołu z Camp Nou przypomina siatkówkę, w której dozwolony jest jeden kontakt z piłką każdego zawodnika. Tych jedenastu „pomocników” pazernych na piłkę przesuwa się w bloku, od pola karnego do pola karnego, wykonując swoistą żonglerkę między rywalami.

Gra Barcelony z założenia ma porywać. Gdy tak się dzieje, piłkarze “Pep Team’u” są w Katalonii hołubieni (?) niemal jak żyjące bóstwa. Herb klubu jest świętą pieczęcią. Inskrypcja (?) „més que un club”, już dawno przestała być tylko sloganem. Widzialne symbole w całej swej głębi jedynie dla tych najgłębiej wtajemniczonych spełniają też rolę tajemnych zaklęć szczęścia, które można dziś zastosować we wszystkich niemal aspektach życia. Małych czarodziei z katalońskiego Hogwartu cechuje przede wszystkim pokora i oddanie klubowi. To co mają, to czego się nauczyli, zawdzięczają ludziom pracującym na Camp Nou. Dzięki temu, że Guardiola jest absolwentem la Masíi, oraz dzięki temu, że przeszedł każdy szczebel w tym klubie, zna go i rozumie jak mało kto. Wszystko to sprawia, że dane nam jest przeżywać piękny okres naszego życia, który znaczy naszą ścieżkę wyborów, wiary oraz ideologii, kolorami – niebieskim i bordowym.

napisał: Piotrek – 15 lat