Wywiad z Martinem Lasarte, byłym trenerem Luisa Suareza

Długa kariera menadżerska Martina Lasarte (urodził się w Montevideo, 20 marca 1961 roku) związana jest nie tylko z odkryciem takich piłkarzy jak Antoine Griezmann czy Asier Illaramendi, ale również miał on przyjemność wprowadzenia samego Luisa Suareza do wielkiej piłki.

Był rok 2005, a urugwajski super-snajper dopiero co skończył 18 lat. Mimo to Lasarte był pewien, że Suarez jest gotowy na ten wielki moment. „Był chłopcem, który grał jak mężczyzna” – mówi nowy trener Universidad de Chile. Zapraszamy do lektury wywiadu jednego z pierwszych trenerów nowej gwiazdy Barcelony.

Maj 2005. Copa Libertadores. Barranquilla – Nacional de Uruguay.  Co pan zapamiętał?

To był debiut Luisa. Pamiętam, że było bardzo gorąco, a Suarez został wpisany na listę 25 zawodników w ostatniej chwili. Grał na prawym skrzydle i pokazał, że nie popełniliśmy błędu dając mu szansę. Chwilę później mieliśmy następny mecz i pamiętam jak Lendoiro powiedział mi, że lubi tego dzieciaka (Suareza przyp. red.). Stwierdziłem, że nie ma tyle pieniędzy, aby go zakontraktować. Suarez już wtedy był na najlepszej drodze do stania się gwiazdą.

Jakimi cechami odznaczał się na początku?

Był niepodobny do żadnego innego napastnika. Mógł mieć piłkę przy nodze i samemu rozwiązywać sytuacje na boisku. Bardzo techniczny zawodnik, dysponujący wielką siłą i niezwykłą umiejętnością gry na małej przestrzeni.

Jak się rozwinął?

Jest dużo silniejszy fizycznie. Udało mu się przezwyciężyć tendencję do przybierania na wadze, co w młodości stanowiło spory problem. Jest dużo lepszy w ataku, potrafi zdobyć bramkę prawą nogą, lewą, głową. Jego poziom umysłowy jest niesamowity. Jest bardzo ambitny, potrafi przezwyciężyć wiele barier, które staną mu na drodze do celu. Chciał grać dla Urugwaju oraz podpisać kontrakt z wielkim klubem – osiągnął to. Poprawił również kilka rzeczy w kwestii jego techniki.

Takich jak?

Zawsze charakteryzował się jako doskonały indywidualista, ale teraz jest zdolny do gry zespołowej. Ma wysokie ego, którego potrzeba do bycia wielkim napastnikiem, lecz w żadnym wypadku nie jest egocentryczny. Znalazł balans, który jest potrzebny, aby osiągnąć sukces.

W Barcelonie jest skłonność do myślenia, że każdy atak musi kończyć się na bucie Leo Messiego. Jak Suarez się w to wpasuje?

Sądzę, że Luis odnajdzie się w Barcy, ale nie przyszedł tu, aby grać komukolwiek drugie skrzypce (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Ma wspaniałą osobowość, bardzo wierzy w siebie i jestem pewien, że będzie pracował nad dobrą relacją z Messim, aby obaj czuli się ze sobą komfortowo.

Co pan myśli o tercecie składającym się z Messiego, Neymara i Suareza?

Nie można nawet marzyć o czymś takim. A teraz będą pracować dla Luisa Enrique, który musi pogodzić razem talenty i ego wszystkich trzech gwiazd. W tym ataku jest talent, bramki i mentalność zwycięzców.

Powiedziałeś, że Suarez ma dobry charakter – jednak nie zawsze działa on na jego korzyść…

Kiedy był młody, miał potrzebę zwycięstw oraz ciągłego rozwoju. Zawsze starał się poprawiać, zostawał po treningu i brał „nad godziny”. Stał się fantastycznym facetem, który jest świadom tego skąd pochodzi, ale to prawda, że musi utemperować trochę swój charakter.

Czy niepokojące są jego zachowania w niektórych sytuacjach?  

Są gracze którzy, kopią przeciwnika 30 razy w karierze i nikogo to nie obchodzi. Co by się działo, gdyby poczynania Luisa byłyby bardziej szkodliwe? Chciałbym wiedzieć dlaczego to się stało, ale ważne jest w tej chwili też to, że przeprosił – jest kimś więcej, niż graczem który gryzie.

Jest pan ciągle w kontakcie z Luisem, rozmawialiście o tych incydentach?

Nie jest głupi, jest błyskotliwą i inteligentną osobą. Kiedy był młody myślał, że wie wszystko, ale dzisiaj jest normalnym człowiekiem. Uwielbia spędzać czas z rodziną. Dedykuje im gole. Zawsze był hojny dla tych, których obchodził i którzy go obchodzili. Dobrze wie kim jest, oraz jakie ma wady i zalety.

W Blaugranie jest duże ciśnienie na to, czy Suarez jest gotowy na przyszłość oraz czy na pewno nie powtórzy swoich błędów?

Jest odporny na presję i krytykę. W Anglii zdołał przeżyć najgorszy moment swojej kariery, gdy oskarżano go o rasizm. W Ameryce Południowej, czyli tam gdzie się wychował, największą presję kładziono na osiąganie sukcesów. Jestem pewien, że wytrzyma to ciśnienie i dlatego zawsze powtarzam: Gdy idą po Ciebie, to dlatego, że się boją.

Co Pan myśli o sankcji nałożonej przez FIFA?

To oczywiste że zasłużył na karę, ale ta jest absurdalnie wysoka. Nie powinien opuszczać Mundialu tylnymi drzwiami. On płaci cenę, na którą nie zasłużył. Wszystkim zależy na tym, aby wszystkich obowiązywała zasada “fair play”, jednakże nie każdy jest na tyle odważny, żeby podjąć działania i włożyć kij w mrowisko. Dlatego twierdzę, że jesteśmy hipokrytami.

Źródło:  sport-english.com