Za mało

Po finale Copa America i zwycięstwie Chile znów rozgorzała dyskusja o braku triumfów Leo Messiego w reprezentacji Argentyny. Standardowo zarysował się podział na dwa obozy: jedni bronią La Pulgi, drudzy wręcz przeciwnie. Nic odkrywczego. Wygrana podopiecznych Sampaolego to miód na uszy wszystkich, którzy, delikatnie mówiąc, z Barceloną i Messim nie sympatyzują. Teraz nareszcie doczekali momentu, kiedy mogą powyciągać swoje najbardziej wysublimowane argumenty o słabości snajpera Dumy Katalonii i podzielić się  nimi ze światem. Cóż, wszystko ma swój czas.

Pokraka

Na początku chciałbym tylko zaznaczyć, że miesiąc temu Messi wraz z kolegami zdobył Ligę Mistrzów, która przypieczętowała tryplet. Ale spokojnie. Nie ma się tym co podniecać, jakby naprawdę był taki dobry to wygrałby jeszcze Copa America. Słyszałem też, że nie zebrał wszystkich naklejek do albumu PANINI – to już kompletnie wyklucza go z jakichkolwiek dyskusji o uznaniu za jednego z najlepszych piłkarzy w historii. Podobno jest takim świetnym dryblerem, a nie potrafił sam przejść całej jedenastki Chile, gdy Argentynie nie szło. Szkoda jeszcze, że nie zastąpił Romero podczas serii rzutów karnych, wybornie czyta grę, na pewno coś by obronił. Oczekiwania wobec Messiego sięgnęły już niebotycznych rozmiarów. Nie da się ukryć, że w reprezentacji nie prezentuje się tak okazale, ale czy naprawdę jest aż tak źle? Jednymi z pierwszych głosów po sobotnio-niedzielnym finale były porównania La Pulgi do Diego Maradony. Tego już kompletnie nie rozumiem. Owszem, można sobie pogdybać, kto radziłby sobie lepiej, ale twarde stawianie sprawy, iż lepszy był Boski Diego, bo wygrywał z reprezentacją jest, delikatnie mówiąc, bez sensu. Upał udzielał się nawet znanym dziennikarzom, a jeden z nich, który potrafiłby chyba napisać poemat o jajecznicy, najeżony kwiecistymi zwrotami utknął w świecie piłki 30 lat temu. Nie neguję tego, bo sam zachwycam się wieloma zawodnikami minionej epoki, lecz kontakt z rzeczywistością wypadałoby zachować. Futbol nieco przez ostatni czas ewoluował i właśnie przez to porównanie Messiego i Maradony jest niemożliwe.

To “coś”

Nie zgodzę się też z opinią, że wszytko jest winą Higuaina. Zawsze uważałem go za typ napastnika, który  potrafi każdą sytuację zamienić na gola i jednocześnie każdą zepsuć. Ostatnie finały: Mistrzostw Świata i Copa America nie wyszły Gonzalo, lecz obarczanie go całą winą to zbyt daleko idące generalizowanie. Piłka nożna to sport zespołowy, niby wszyscy to wiedzą, ale chyba nie zawsze o tym pamiętają, gdy pali im się głowa i wypadałoby napisać coś chwytliwego. Przegrała Argentyna, a nie jedynie Messi. Można wypisywać frazesy o tym, kto miał lepszych partnerów i tym samym bawić się w jałowe dywagacje, które mają udowodnić słuszność jakiejś tezy, lecz nadal będzie to spór typu – kto jest bardziej atrakcyjny: blondynki czy brunetki? Żaden sensowny i mocny argument z tego nie wyniknie. A Messi? W reprezentacji często nie jest sobą. Z drużyną nie dane są mu złote medale. W osiąganiu sukcesów nie pomaga na pewno męczący sezon klubowy. Niezwykle trudno zregenerować siły psychiczne i fizyczne po tak długim okresie wytężonej pracy. A rywale wiedzą, kogo uważa się za najlepszego i zamierzają dołożyć wszelkich starań, aby gwiazdę rywali zneutralizować. Warunki się zmieniły. Maradona podczas rozgrywek 85/86 rozegrał blisko o 2500 minut mniej niż La Pulga w obecnym sezonie. Rozumiem, że wydolność piłkarzy i ich zdolność do odnowy również poszły do przodu. Ale czy aż tak? Messi nie ograł jednak wszystkich i nie poprowadził do celu drużyny na Copa America – słabiak jakich mało. Może za rok chociaż zbierze te naklejki.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273