(Żaden) Madryt nie straszny Blaugranie

Wygląda na to, że mamy za sobą pierwszy Klasyk w tym roku – hit tej kolejki Camp Nou był wyśmienitym spotkaniem pomiędzy liderem i wiceliderem tabeli. To ten gatunek meczu, który nie mógł po prostu zostać nierozstrzygnięty, gdy w grę wchodziło to, czy obie drużyny pozostaną na swoich miejscach, czy też zamienią się rolami.

Obu ekipom więc niezwykle zależało na zwycięstwie. Pomijając fakt, iż Barcelona ma jeszcze jedno zaległe spotkanie ze Sportingiem Gijón, do sobotniego popołudnia równała się punktami z Los Colchoneros, tak wiec bezpośrednie starcie miało ogromną wagę. I rzeczywiście obejrzeliśmy świetne, wymagające, ciekawe, a przy okazji bardzo ostre spotkanie, które zakończyło się wygraną Dumy Katalonii 2:1.

Zaczęło się jednak naprawdę niekorzystnie dla gospodarzy. Atletico najwidoczniej zdecydowało się na scenariusz, w którym przechodzi do ataku od razu, by uniemożliwić Blaugranie rozkręcenie się. Przez dobre pół godziny wychodziło im to nieźle, bo Barca nie za bardzo potrafiła wyprowadzić typowych dla siebie akcji, szybko traciła piłkę i, przede wszystkim, nie umiała powstrzymać Koke w 10. minucie przed strzeleniem bramki. Warto też wspomnieć, że rezultat mógł być bardziej bezlitosny, gdyż dobrą interwencją popisał się Claudio Bravo, mniej więcej w tamtym przedziale czasowym, gdy ręką sięgnął piłki zmierzającej w górny róg bramki.

Tak jak wspomniałam wyżej, Barcelona potrzebowała mniej więcej trzydziestu minut, by pokazać pazur i zacząć grać w swoim stylu w ogóle. Wówczas bowiem do bramki Jana Oblaka trafił Leo Messi po sprytnym podaniu Jordiego Alby, ale dało się zaobserwować rosnącą pewność siebie w grze gospodarzy już kilka minut wcześniej. W efekcie trochę dłuższa akcja w polu bramkowym Rojiblancos od razu zapachniała golem, w przeciwieństwie do nieporęcznych i mało efektywnych podejść Barcy na przykład w pierwszym kwadransie meczu. Dodatkowo brakowało jej wówczas trochę szczęścia, i z tym jednak się uporała.

Zaledwie osiem minut po Argentyńczyku wynik spotkania poprawił Luis Suarez, wyjątkowo dokładnie kończąc swój strzał po równie imponującej asyście Daniego Alvesa. To silnie przybiło gości, którzy może rzeczywiście od samego początku chcieli wywierać presję na Barcy, ale nie przychodziło im to zbyt łatwo – a potwierdzała to ich ogromna nerwowość. Faulowali dość często, bo do 41. minuty arbiter pokazał trzy żółte kartki dla gości, piłkarze mieszali się w niepotrzebne wymiany zdań (tak, jak Filipe Luis i Dani Alves), aż w końcu osłabili druźynę – tuż przed zejściem do szatni na przerwę, wspomniany przed chwilą Brazylijczyk próbował odebrać piłkę Messiemu w bardzo niebezpieczny sposób, dlatego też natychmiastowo obejrzał czerwoną kartkę.

Drugą połowę Atleti postanowiło rozpocząć w podobny sposób, jak pierwszą. Wydawało się nawet, że metoda przejścia do ataku od razu znów zadziała, gdyż Claudio Bravo ledwie poradził sobie ze strzałem Griezmanna w 56. minucie. Barca natomiast po raz kolejny pozwoliła sobie na rozluźnienie, co bynajmniej nie było dobrym pomysłem. Ogólnie powiedziawszy, miała pewną przewagę w polu gry, ale nie naciskała za bardzo, aby powiększyć wynik spotkania. Nie zmieniło się zbyt wiele nawet wtedy, gdy z boiska wyleciał kolejny z Los Colchoneros, Diego Godin, który z kolei obejrzał drugą żółtą kartkę za mało inteligentny wślizg w pojedynku z Luisem Suarezem. Na gości spadło dodatkowo kolejne nieszczęście, bo kontuzji doznał Augusto Fernandez i nie mógł kontynuować gry. Azulgrana zaś, grając w niespecjalnie zabójczym tempie, próbowała zaskoczyć Jana Oblaka na różne sposoby, z różnych odległości, nie było to jednak równie niebiezpieczne, jak, w pierwszej połowie, po swego rodzaju “przebudzeniu mocy”.

Obraz podobnej gry rozciągnął się do samego końca tego spotkania, bo Barca starała się o bramkę wprawdzie aż do 93. minuty, czyli ostatniej w tym meczu, jednak brakowało jej zdecydowania i przebiegłości, a także dokładności, aby powiększyć swoje prowadzenie.

Pozostaje nam dlatego ogromny niedosyt, szczególnie, że końcówkę meczu Atleti rozgrgywało w dziewiątkę. Szkoda, że Barca odpuściła dość wcześnie, bo mecz niewątpliwie mógł się skończyć o wiele mniej łaskawie dla gości. Suma sumarum jednak nie powinniśmy narzekać, bo to, co było w tym meczu najważniejsze do zdobycia, zostało zdobyte – Barca ma obecnie trzy punkty przewagi nad Rojiblancos, a przypomnijmy, że nie rozegrała ona jednej kolejki. Mimo, iż od razu podejrzewano, że spotkanie będzie stało na bardzo wysokim poziomie, więcej szans dawano Blaugranie. I nie był to błąd!

FC Barcelona:

Bravo – Alba, Mascherano, Pique, Alves (82′ Roberto) – Iniesta, Busquets, Rakitić (67′ Turan)– Neymar, Suarez, Messi

Atletico Madryt:

Oblak – Juanfran, Gimenez, Godin, Luis – Niguez, Gabi (46′ Gamez), Fernandez (76′ Partey), Koke – Carrasco, Griezmann (67′ Savic)