Zagadka Sergiego Roberto

 

To, jak słaby jest Sergi Roberto, było chyba odmieniane już przez wszystkie przypadki w wypowiedziach wielu cules. Zastanawiano się, co widzą w nim trenerzy, jakim w ogóle sposobem jest w kadrze tak mocnego klubu i co robi na zgrupowaniach kadry. Mówiąc szczerze, sam zawodnik, kiedy już gra, nie daje dużo argumentów na swoją obronę. Zazwyczaj można się zorientować, że w ogóle zaliczył występ jedynie, gdy wchodzi bądź schodzi z boiska. Bardzo chcę dostrzec w nim “to coś”, lecz na razie nie do końca mi się to udało. Czy pośród tych wszystkich zarzutów warto nadal trzymać Roberto w zespole? Wszystko po kolei, zacznijmy od genezy jego pojawienia się w Barcy.

Modelowa kariera

Ten środkowy pomocnik to oczywiście produkt katalońskiej szkółki. Do młodzieżowych drużyn trafił w wieku 14 lat z juniorskich ekip Gimnasticu Tarragona. W związku z tym, że był jednym z wyróżniających się młodych graczy – przechodził kolejno wszystkie szczeble na drodze do pierwszego zespołu. W 2009 roku dotarł wreszcie do bezpośredniego zaplecza pierwszej drużyny. Zbiegło się z to z powołaniem na Mistrzostwa Świata do lat 17. Tam Sergi zwrócił na siebie uwagę wielu obserwatorów w szczególności strzeleniem trzech bramek z Burkina Faso. Tak, wiem, nie są to tuzy młodzieżowego futbolu, ale dla gracza środka pola to nie codzienność. W Barcy B także zadebiutował z przytupem. Mając ledwie siedemnaście wiosen, stał się podstawowym zawodnikiem rezerw, które wywalczyły awans do Segunda Division. W następnym sezonie tylko umocnił swoją pozycję w zespole. W międzyczasie zdążył również spełnić marzenia i zadebiutować w spotkaniu pierwszej drużyny. Był to mecz Copa del Rey z Ceutą. Co ciekawe, następny występ zaliczył przeciwko Realowi Madryt na Santiago Bernabeu! Była to jedynie minuta, ale za to w półfinale Ligi Mistrzów. Dla tak młodego chłopaka – nobilitacja. W tym samym roku zagrał jeszcze 90 minut w lidze i wydawało się, że znalazł się na krzywej wznoszącej. Jego pukanie do drzwi pierwszej drużyny było jednak zbyt lekkie. Pierwszeństwo miał Thiago, a Sergi musiał spokojnie czekać dalej. Pojawiał się oczywiście sporadycznie, strzelił nawet gola w Champions League, lecz żadnego wejścia smoka nie było. Tak naprawdę nadal był graczem rezerw, gdzie odgrywał wiodącą rolę i zbierał niezbędne doświadczenie.

Życiowa szansa

Cierpliwość została w końcu nagrodzona. Alcantara odszedł do Bayernu, a Roberto stał się oficjalnie członkiem tej właściwiej Barcelony, grającej w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na ławce trenerskiej zasiadł Gerardo Martino i od razu zaznaczył, że młody pomocnik z Katalonii pozytywnie go zaskoczył. Udany presezon Sergi zakończył MVP w meczu o Puchar Gampera. Bajka, prawda? Przyszłość nie okazała się jednak różowa. Wystąpił w 17 meczach ligowych, lecz łącznie były to jedynie 283 minuty. Tylko raz zaczął spotkanie w wyjściowym składzie. W Lidze Mistrzów też grał głównie ogony, poza jednym meczem z Celtikiem. Pograć mógł jedynie w Pucharze Króla, gdzie aż do półfinału był graczem wyjściowego składu. Od razu nasuwa się pytanie. Czy zwyczajnie brakło mu jakości, aby rozegrać więcej spotkań, czy też niechętny do zmian Martino nie dał mu tyle szans, ile powinien? Szala przechyla się raczej na korzyść pierwszej teorii, ponieważ jakieś okazje dostał, ale nikogo nie przekonał.

W zwolnionym tempie

Kiedy Sergi pojawia się na boisku, zawsze staram się go wnikliwie obserwować, bo tak naprawdę do końca nie wiem, na co go stać, i jestem zwyczajnie ciekaw tego, co pokaże. Zazwyczaj wygląda to jednak tak samo. Czasami błyśnie dwoma dobrymi zagraniami w ofensywie, zawalczy w obronie, a potem skutecznie znika. Odnosi się wrażenie, jakby bał się grania na takim poziomie. Nie widać odwagi ani pewności w zagraniach. Niejednokrotnie wszystko wykonuje jak na zwolnionych obrotach. To niepokojące, bo wbrew wielu opiniom ten zawodnik ma spory potencjał. Oprócz mizeroty, jaką pokazuje w meczach, można dostrzec też promyki nadziei. Potrafi mobilnie poruszać się z piłką, dysponuje niezłym podaniem, a w defensywie nie można odmówić mu ambicji. Sprawę należy postawić jednak jasno – w żadnym występie o większą stawkę nie wzniósł się na adekwatny do klubu poziom. Co więc zrobić z Sergim Roberto? Sprzedać go? Wypożyczyć? Według mnie będzie to nieuniknione, jeśli w najbliższym czasie nie pokaże niczego szczególnego. Widać, że bardzo potrzeba mu choć jednego spektakularnego zagrania, aby nabrać pewności. Kto wie, może ostatnie spotkanie z Eibarem, gdzie błysnął nawet techniką pod bramką przeciwnika, to dobry zwiastun. Nie ma jednak też co przesadzać w drugą stronę. Chłopak ma już 22 lata i właśnie wybija ostatni dzwonek. Może według wielu zabrzmi to jak kiepski żart, ale chciałbym go w tym sezonie zobaczyć w większej ilości meczów, biorąc też pod uwagę transferowy zakaz. Trzeba dać mu tę, prawdopodobnie ostatnią szansę i trzymać kciuki, żeby się udało. To cały czas zawodnik Barcy i zasługuje na wsparcie kibiców.