Znów na szczycie!

Tak oto fotel lidera znów należy do Dumy Katalonii! W to niedzielne południe, przy wypełnionym po brzegi Camp Nou, Rayo Vallecano po raz kolejny z rzędu wraca do domu bez punktów. Co więcej, po bardzo bolesnej porażce.

Barca zaczęła spotkanie idealnie, otwierając wynik spotkania już w 6. minucie, po naprawdę uroczym golu Luisa Suareza. Wydawało się więc, że kolejne trafienia są kwestią czasu – wskazywała na to łatwość, z jaką strzelił Urugwajczyk czy chociażby statystyki z meczów, w których Blaugrana zmierzyłą się z Rayo. Tam dowiemy się, że gościom bardzo, ale to bardzo ciężko gra się z Dumą Katalonii, ponieważ ostatni raz wywieźli punkty z Camp Nou ponad dziesięć lat temu.

Początek tego meczu jednak zupełnie tego nie odzwierciedlał. Jak później się zorientowaliśmy, nie było powodu do obaw, przez pierwszą połowę jednak ta dominacja Barcelony, której spodziewaliśmy się przed starciem, była po prostu niewidoczna. Resztę tej partii spędziliśmy na śledzeniu wzrokiem piłki wędrującej głównie między Katalończykami, co od czasu do czasu przerywali zawodnicy z Madrytu. Nic specjalnego.

Oni z kolei również nie zdołali ukąsić znacznie silniejszych rywali – nie stwarzali sobie sytuacji, które stanowiłyby większe zagrożenie dla Claudio Bravo. Jakby nie patrzeć – jednobramkowe prowadzenie gwarantuje Barcy te niezwykle cenne trzy punkty, nie da się jednak ukryć, że tak skromne zwycięstwo nie jest satysfakcjonujace.

Wydaje się, że do podobnego wniosku doszli podopieczni Luisa Enrique, gdy zeszli do szatni na przerwę. Drugą połowę także rozpoczęliśmy golem Blaugrany, tym razem autorstwa Gerarda Pique. Nie wróżyło to niczego dobrego dla i tak niemrawych, niewyraźnych zawodników Rayo, a na tym przecież nie zamknął się wynik spotkania. Ba, to był dopiero początek goleady. Ponad pięć minut później z boiska wyleciał Tito Roman, dostając drugą żółtą kartkę po faulu, po którym sędzia podyktował rzut karny. Co wówczas mogło pomyśleć sobie prawie dziewięćdziesiąt tysięcy kibiców zebranych na Camp Nou? Osobiście przypomniała mi się jedenastka Messiego z ostatniego spotkania w Lidze Mistrzów, stąd ogarnął mnie niepokój. O ile widzę Argentyńczyka ogrywającego pięciu obrońców przed sobą, by za chwilę strzelić bramkę, patrzę na to z fascynacją, czekając, aż padnie gol. Gdy jednak ten przygotowywuje się do strzelania karnego, mam wątpliwości. Zupełnym przypadkiem, tym razem strzał również oddawał Leo, i również zmarnował okazję. Los jednak uśmiechnął się do niego, ponieważ arbiter zarządził powtórkę rzutu – i tym razem się nie patyczkował, dzięki czemu powiększył prowadzenie gospodarzy. Najwyraźniej jednak sumienie nie dawało mu spokoju. Barca zaczęła grać nieco agresywniej, nie spotykając się z większym oporem Vallecano, a więc wreszcie widać było, że rzeczywiście kolejne bramki są kwestią czasu – i tak też się stało. Znów nie minęło bowiem nawet dziesięc minut, a swój dorobek zdobytych goli powiększył Messi, tym razem nie pozostawiając złudzeń, iż nie należy wypatrywać u niego żadnych braków w formie. A pięć minut potem strzelił jeszcze raz. O bramki walczyli również kilkakrotnie Pedro, który grał od pierwszych minut zastępując pauzującego Neymara, czy Andres Iniesta – zabrakło im jednak szczęścia.

To jednak nadal nie koniec dobrego widowiska. Rayo już dawno przestało walczyć o choćby punkt, nie można powiedzieć jednak, że stali się kompletnie niewidoczni. Zdarzało im się przedostać pod pole karne Blaugrany, niewiele niestety byli z tego wyprodukować aż do 81. minuty. Wówczas sędzia znów wyciągnął czerwony kartonik, tym razem dla Daniego Alvesa, który nieco przesadził ze wślizgiem w walce o piłkę z Alberto Bueno. Ów wykorzystał rzut karny, dając tym samym swojej drużynie bramkę honorową. Nie mogli z niej jednak cieszyć się do końca ani wrócić z tą niewielką radością do domu – w samej końcówce wynik na 6:1 “poprawił” Luis Suarez.

Czy moglibyśmy wyobrazić sobie lepszy scenariusz? Królewscy, przez kolejne potknięcie, otworzyli Blaugranie drogę do pozycji lidera, a ona z kolei wykorzystała tę szansę w dwustu procentach. Dodatkowo, biorąc pod uwagę, że już niedługo na Camp Nou przybędą właśnie Los Blancos, taka kondycja Barcelony cieszy tym bardziej. Oczywiście, Gran Derbi dopiero za dwa tygodnie – do tego czasu zmienić się może jeszcze bardzo dużo. Nie mamy jednak powodu do zmartwień. Najmniejszych.

FC Barcelona:

Bravo – Alba (69′ Adriano), Mathieu, Pique, Alves – Iniesta (65′ Rafinha), Mascherano (60′ Rakitić), Xavi – Pedro, Suarez, Messi

Rayo Vallecano:

Alvarez – Tito, Ba, Amaya, Insua – Trashorras, Jozabed (65′ Quni) – Lica (69′ Aquino), Bueno, Kakuta – Baptistao (81′ Manucho)